Niektórych świętości się nie tyka. Nie robi się tego i już. Mocno można było się o tym przekonać oglądając koncert Cafe Fogg na TVP 2.
Skecz Sęk, to perła polskiego kabaretu. Wczoraj został niemalże sprofanowany przez duet Sławomir Orzechowski Andrzej Mastalerz. Oj daleko im talentem, stylem do Edwarda Dziewońskiego i Wiesława Michnikowskiego. To było pozbawione jakiegokolwiek wdzięku. Najgorszy element tego programu.
Całość nie była nawet specjalnie złą, ale też nie rzuciła na kolana. Andrzej Piaseczny nie udźwignął piosenki Ta ostatnia niedziela. Manieryczne to było i płaskie. Janusz Radek przeszarżował w Piosence o mojej Warszawie. Wiadomo, że ma on świetne warunki głosowe, ale nie musi niby epatować w każdej piosence. Chociaż w duecie z Czesławem Mozilem lepiej wypadł. Właśnie Mozil był dość jasnym punktem koncertu. Nie udziwniał, z jednej strony zaśpiewał po swojemu, z drugiej oddawał klimat tym piosenkom.
Nie zawiodły panie. Sława Przybylska, Alicja Majewska i Anna Maria Jopek. One chyba pasowały tam ze swoją wrażliwością, muzykalnością i głosami. Nie było zbędnego popisywania się. Sprawdził się też w roli prowadzącego prawnuk Fogga, Michał Fogg. Z jednej strony trochę opowiadał o nim, jako o swoim dziadku, z drugiej przedstawiał jego karierę. I pozytywne zaskoczenie, Mikołaj Roznerski. Dał radę w przedwojennym skeczu. Może jeszcze będą z niego ludzie? :). Szkoda, tylko, że dekoracja była zbyt współczesna. Jak zawsze ekran, zamiast np, prawdziwej kurtyny, czegoś materialnego.