W ramach "Czytelni Dragonki" dbam póki co o różnorodność. Była historyczna beletrystyka, był kryminał - czas na futurystyczną antyutopię. Szto eta takiego? Uwaga, będzie mały wykład - no nie byłabym sobą, w końcu to blog nauczycielski :) Ostrzegam lojalnie, kto nie ma ochoty na malutką, ale taką tyci-tyci lekcję z historii literatury, proszony jest o opuszczenie następnych dwóch akapitów.
A zatem - sam termin "utopia" nawiązuje do tytułu dzieła Tomasza More'a z XVI wieku, w którym opisał wizję społeczeństwa idealnego. W skrócie - ludzie zajmowali się wyłącznie rolnictwem i rzemiosłem, byli równi, wolni [również w kwestiach religii - choć ateizm był zakazany], ubierali się tak samo, a pieniądze i przemysł uważali za ZUO. Głoszenie takich poglądów w tamtych czasach nie mogło się oczywiście dla autora dobrze skończyć, a że miał on pecha żyć w Anglii za czasów Henia VIII, to ostatecznie wylądował pod toporem kata. Mniejsza z tym - dziś słowo "utopia" oznacza po prostu przedstawienie doskonałego państwa. Nota bene pierwszym tego typu utworem było - o ile mi wiadomo - "Państwo" Platona, choć wizja tam opisana zdecydowanie bardziej dziś przypomina państwo totalitarne, niż raj na ziemi. Na naszym rodzimym gruncie koncepcją utopii bawił się Ignacy Krasicki w niemiłosiernie nudnawych "Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkach". O ile generalnie uwielbiam pana XBW, o tyle ta książka była najgorszą lekturą, którą musiałam łyknąć do egzaminu z literatury oświecenia.
Antyutopia - jak można się domyślić - to zaprzeczenie utopii, czyli ukazanie takiego państwa, w którym życie jest koszmarem. Dragonka ten gatunek łyka jak młody pelikan, odkąd w liceum natknęła się na słynny "Rok 1984" Orwella. Tych Czytelników, którzy podobnie jak Smoczyca lubią babrać się w przerażających wizjach uciśnionych społeczeństw, odsyłam do takich pozycji, jak "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxley'a, "Władca much" Wiliama Goldinga czy "Wielki marsz" Stephena Kinga. Oraz do tego, co dziś mam Wam do polecenia.
Veronica Roth, Trylogia [Niezgodna. Zbuntowana. Wierna.], Warszawa 2015
Mamy bliżej nieokreśloną przyszłość. Ludzie - zmęczeni wojnami - na gruzach starego świata podzielili społeczeństwo na pięć frakcji w zależności od tego, jakie idee mają im przyświecać. Mamy zatem:
- Serdeczność - dla tych, którzy chcą porzucić wszelką agresję
- Altruizm - skupia ludzi wyrzekających się swoich potrzeb, by pomagać innym
- Nieustraszoność - tu najbardziej liczy się odwaga i siła fizyczna
- Erudycja - wierzą, że szczęście daje tylko nauka, wiedza i inteligencja
- Prawość - dla nich największą cnotą jest prawda i uczciwość.
Co roku odbywają się Testy Predyspozycji dla młodych ludzi kończących właśnie 16 lat, podczas których dowiadują się, do której z frakcji mają wrodzone skłonności. Następnego dnia po teście wobec całego społeczeństwa dokonują wyboru, którego już nie można cofnąć - decydują się na życie według zasad danej grupy, a jeśli okaże się, że zawiedli, to zostają wywaleni i kończą jako bezfraktowcy, czyli społeczne wyrzutki. W 90% przypadków okazuje się, że Test Predyspozycji wskazał frakcję, w której młody człowiek się wychował, choć zdarzają się wyjątki i wtedy delikwent staje przed dylematem: rodzina czy rozwój zgodny z własnymi skłonnościami. Ale to jeszcze nic - najbardziej przerąbane mają ci, którzy łączą zdolności kilku frakcji, a więc są Niezgodni. Stanowią zagrożenie dla społeczeństwa [bo są zbyt doskonali...], więc się ich po prostu eliminuje.
No i właśnie - poznajcie Triss, której w teście wyszedł jak byk wynik NIEZGODNA i od tej pory musi zrobić wszystko, by ten fakt nie wyszedł na jaw. Wychowała się w Altruizmie, postanawia jednak wybrać Nieustraszoność, musi zatem opuścić rodzinę oraz świat, jaki dotąd znała i nauczyć się żyć według całkiem nowych zasad. Szybko jednak okazuje się, że - ponieważ tak naprawdę jest Niezgodna - to nie pasuje również do swojego nowego otoczenia, w którym panują o wiele bardziej bezwględne reguły, niż się spodziewała.
Dwie pierwsze część tej trylogii doczekały się ekranizacji i przyznaję się bez bicia, że to dzięki filmowej wersji "Niezgodnej" dowiedziałam się o książce. Adaptacja trzyma poziom i nie wypacza sensu lektury, choć z konieczności z kilku wątków pobocznych trzeba było zrezygnować. A sama książka - no cóż, ja w nią wsiąkłam. Jestem w drugiej połowie pierwszej części i naprawdę ciężko mi się oderwać, a rzecz jasna czytam tak szybko, jak mi na to pozwalają Mysze obowiązki :) I wcale nie psuje mi zabawy fakt, że oglądałam film i w związku z tym wiem, jak się toto kończy. Znowu - jak w przypadku "Diabli nadali" - mamy wszystko, czego można wymagać od dobrej antyutopii. Intrygująca bohaterka, z którą można się utożsamić, powolne odkrywanie mrocznych reguł i zawiłości rządzących przedstawionym społeczeństwem, a nawet umiejętnie i nienachalnie wkomponowany w całość wątek miłosny, który przyjemnie się śledzi. Narracja jest dobrze prowadzona, opisy nieprzegadane, postacie drugoplanowe wyraziste. Nic, tylko czytać.
Ergo - Dragonka czyta. I innym też poleca.
UPDATE
25.12.2015
Przeczytałam drugą część ["Zbuntowana"] i zabrałam się za trzecią [czyli "Wierna"] - i cóż, jak by Wam tu powiedzieć... Mój entuzjazm niestety osłabł, bo są zdecydowanie słabsze, tak jakby "weny TFUrczej" wystarczyło autorce tylko na jedynkę. W skrócie - żeby nie zdradzać zbyt wiele fabuły - w "Zbuntowanej" zdecydowanie za dużo jest akcji w stylu "zabili go i uciekł", a "Wierna" jest napisana tak odmiennym [i niestety według mnie - gorszym...] stylem od pierwszej części trylogii, że aż trudno mi uwierzyć, że wyszły spod klawiatury tej samej osoby.
Cóż zatem? Przeczytajcie jedynkę, bo naprawdę warto. Co do reszty - jeśli Wam się naprawdę nudzi, to można...