środa, 31 sierpnia 2016

Zbyt łatwo

Nie będzie martwej ciszy
Nie będzie żyletek
Nie będzie krwi

Nie będzie zemsty
Nie będzie pokuty
Ani zadośćuczynienia

Przychodzisz codziennie
Dziobiesz językami ciało
Z każdą chwilą mnożysz się i penetrujesz swojego nosiciela
Niczym zaraza ludzka.

Powoli i skutecznie przenikasz przez skórę
do mięśni, wciskasz się w żyły
i krążysz po organizmie,
bezlitośnie drążąc duszę.

Niepokonana, chwalebna, 
Pani, rządź światem 
Wisisz nade mną
Czuję, że nasz czas nadejdzie
że dokonamy spełnienia.
W rozkoszy upodlisz wieżę moich dni

Wiary nie zabierzesz,
Mnie też nie zabierzesz.
Ja zdecyduję.

niedziela, 17 stycznia 2016

Szczęście

Przez ciało przechodzi dreszcz.
Organizuje wszystkie synapsy,
Do jednego skurczu
Smutek ściska gardło
łzy wypływają spod powiek

Kolejny dreszcz,
śnię.
 Nie mogąc uciec.
Schwytany w objęcia bólu.

Delikatne muśnięcie jego ręki wytrąca z koszmaru
Na twarzy zaschnięte
wyżłobione kratery.
Szczypią oczy, szczypie serce.

Nie chcę go!
Niech odejdzie. 
Niech się nie patrzy w końcu.
Zabiję tę jego litość.

Szczęście!
Czemu odszedłeś?
Chcę zasnąć, wrócić do Ciebie.

piątek, 1 stycznia 2016

Chwałą i łaska 2015

Podsumowanie muzyczne na podstawie tygodniowych top ten, niestety last.fm zrezygnował z tygodniowych zestawień i od lipca biorę pod uwagę tygodniowe top thirthy [?], czyli 30 ton. Właśnie zestawienia roczne teraz będą 30 ton z miesięcznych 30 ton. W sumie będą bardziej reprezentatywne. Rok 2015 to 25.294 skrobli, 69 utworów dziennie, 876 wykonawców, z 2.98 płyt oraz 10.763 utwory.

Całkowicie pominięci w 2015: The Birthday Massacre, Batalion d'amour, Seether, Stream of Passion.

Z ważniejszych poza TOP 50: 187. Godsmack, 165. O.N.A., 139. Stone Sour, 123. Metallica, 102. Foo Fighters, 94. Opeth, 65. The Gathering, 55. System of a Down, 52. Rise Against.

Najwyżej notowana nowość: Lindemann na 54.

Od miejsca 50: 50. Lacuna Coil [spadek], 49. Amon Amarth [w górę], 48. Eluveitie [spadek], 47 In Flames [spadek], 46. Draconian [w górę], 45. Helloween [w dół], 44. Static-X [w dół], 43. Luxtorpeda [w dół], 42. Nile [w górę], 41. Soulfly [powrót po 2 latach], 40. Republika [w górę], 39. Riverside [w górę], 38. Kult [powrót po roku], 37. Rammstein [w dół], 36. Evanescence [w dół], 35. Breaking Benjamin [w górę], 34. Behemoth [w dół, z podium], 33. Exilia [w górę], 32. Linkin Park [w dół], 31.  - [ex equo na trzydziestym]

30. The Pretty Reckless [196] - w dół. W 2014 to był szał, totalna zajawka, tutaj jest tylko echo tamtych wydarzeń.

30. Tiamat [196] - w górę. Tęsknota za smutkiem, albo zbyt dużo smutków na co dzień.

29. Vader [197] - w dół. Dużo smutków i ciężarów, po prostu odreagowanie od tego co męczy.

28. Epica [199] - w dół. Piękno, po prostu piękno, które było tuż obok.

27. Slipknot [204] - w dół. W 2014 wyszła bardzo dobra płyta, a to jest echo tamtego okresu.

26. Delain [210] - w dół. Tego nie da się jakoś wyjaśnić. Po prostu zasłuchałem się.

25. Sirenia [217] - w górę. Wydali bardzo kiepski album, albo mnie sie juz ta muzyka przejadła,

24. Paradise Lost [242] - w dół. Bardzo porządny i ciężki album tego roku się objawił. Moze nie taki zachwycający, ale porządny i ciężki.

23. Type O Negative [243] - w górę.Przypomnienie legendy.

22. Papa Roach [257] - w górę. Wydali bardzo przeciętna i przystępną płytę, niezasługującą, aby sie tu w ogóle znaleźć, no ale cóż.

21. Oomph! [263] - w górę. Bardzo dobra płyta, taka rockowa, mocniejsza. Jedna z lepszych w 2015.

20. Amorphis [270] - powrót po roku. Bardzo dobry, cieżki album. Jeden z lepszych tego roku.

19. Bullet for my Valentine [276] - w górę. Panowie powrócili z piątym albumem, niestety to juz nie to samo, oni byli genialni na pierwszym, później już spowszednieli, teraz sie niczym nowym nie wyróżniają, a i utwory straciły na chwytliwości.

18. Three Days Grace [292 - w górę. Zespół, który mnie zahipnotyzował, normalnie taką muzykę uwielbiam i takiej najbardziej lubię słuchać. Niby na każdej płycie jest dokładnie to samo, ale jednak nie.

17. Disturbed [301 - w górę. Bardzo dobry powrót tego roku, piąta płyta nie wynosi ich na wyżyny, ale pokazuje, że poniżej pewnego pułapu sie nie schodzi. Chociaż ten album jakoś mi lepiej wchodzi niż poprzedni.

16. My Dying Bride [302] - w górę. Jeden z najsmutniejszych zespołów. Może i z nowej płty mało co pamiętam, mało, którą melodię, ale i tak wiem, że to porządny kawał grania, który zawsze towarzyszy w dole.

15. Within Temptation [315] - w dół. Poprzednio pudło. W tym roku słuchałem ich głównie ze względu na jedno wydarzenie, moze i nie byłem, ale przeżywałem!

14. Moonlight [325] - w górę. Widmo powrotu tego zespołu jest coraz bardziej widoczne. Widmo? Widoczne? Pleonazm. Cieszę się, ze coś się dzieje, lub będzie dziać. Zobaczymy w 2016.

13.Iton Maiden [337] - w dół. Kolejna płyta, miał być koniec działalności, a jednak cos tam nagrywają, z naciskiem na coś. To nie są meideni którzy szaleli w latach 80., ale, da sie posłuchać.

12. Deftones [353] - powrót po roku. Nie było ich rok, musiałem odpocząć, gdyż wówczas byli na pudle. Teraz może nie za wysoko, taka stonowana pozycja, w przyszłym roku jest zapowiedź płyty. Ciekawe co z Erosem?

11. Marilyn Manson [357] - w dół. Dobra płyta, chyba najlepsza od dziesięciu lat. Trochę poszalała po listach przebojów, ale moim zdaniem Manson to już dziadek. Już nie ma niczego do przekazania światu.

10. Apocalyptica [360] - w górę. Wydali płytę, którą bardzo długo słuchałem, ale za cholerę nic z niej nie pamiętam. Mdłe, do bólu mdłe. Poprzednia była sukcesem, teraz mamy nijakość. Nie produkcyjną, artystyczną.

9. Children of Bodom [384] - w górę. Wydali dosyć dobrą płytę, lepszą niż kilka poprzednich. A poza tym to ten zespół z takich, że jak się go włączy, to trzyma i nie puszcza, bardzo długo.

8. Cradle of Filth [460] - w górę. Troszkę cięższy rodzaj metalu, dobry album, bogata dyskografia. Zagościli na dłużej, podobnie jak Childreni.

7. Closterkeller [500] - w dół. Jak zwykle, państwo wysoko, gdyż wiecznie koncerty, wiecznie coś. W tym roku trasa promocyjna dla Scarlet i reedycje tej płyty, która sama ma 16 utworów, jak nie wiecej.

6. Slayer [531] - w górę. Nowa płyta, plus święta. Powoli staje się dla mnie tradycja, że w okresie świątecznym słucham Slayera. A nowa płyta bez szaleństw, nie rzuca na kolana, mimo, że w totalnie różnym składzie, taka zachowawcza.

5. Moonspell [535] - w górę. Na wiosnę pojawiła się nowa płyta, następca dwupłytowego wydawnictwa. Moonspell jakby zwolnił, jakby się stał bardziej przystępny, bardziej mroczny i rockowy, w tę stronę poszli. W miarę mi się to nawet podoba.

4. Katatonia [556] - w górę. Nie pamiętam już z racji jakiej okazji, ale upolowałem reedycję Last Fair Gone Deal Down, moja ulubiona płyta, i tak poleciało, szła w kółko przez parę dni. Eh, jeden z najważniejszych zespołów w moim życiu.

3. Artrosis [610] - w górę. Nie wiem czemu tak wysoko, wydali nową płytę, dosyć przeciętną. ale oprócz niej były jeszcze koncerty w tym roku. Wkręcałem się dosyć mocno w ich muzykę, chyba wkręciłem się na dobre, że stanęli na podium.

2. Nightwish [860] - w górę. Nowa płyta, ale też tak z dystansem. W zasadzie nie wiem czemu tak wysoko wywindowali, raczej to było w pierwszej połowie roku. O dziwo Lubię NW, choć nie wiem ani za co, ani dlaczego.

1. Korn [900] - w dół. Trochę paradoksalna sytuacja, ale już tłumaczę. Rok temu KoRn był na drugim miejscu przepędzony przez Within Temptation, w tym jest na pierwszym. Ale jest to spadek, gdyż patrzę na ilość odtworzeń, a nie na pozycję sprzed roku. A tak w ogóle, od samego początku tych zestawień byli na pierwszym miejscu, tylko w 2014 ustąpili i to na prawdę nie dużo przegrali, o jakieś 20 odtworzeń.


czwartek, 26 lutego 2015

Każda miłość kończy się cierpieniem

Każda miłość kończy się cierpieniem
Jak popiół po pożarze
Zostaje chłodna przestrzeń,
Pustka, wypełniona bólem
 
Duszący żar odbiera oddech,
jak rozpacz
po stracie.
 
Łzy same kiełkują w oczach
gdy gryzie je dym.

Zgliszcza są symbolem błędu,
nauczką na przyszłość.
Ale nie dla wszystkich.
Niektórzy potrafią spalić ten sam las po raz kolejny
i kolejny
Nigdy się niczego nie ucząc.
Poza ciągłym przywyczajeniem
do jednego miejsca.

piątek, 16 stycznia 2015

Nie mam marzeń 14

Ciągu dalszego historii miłosnej w 2014 roku nie było. Ale i co z tego, to był kolejny rok tęsknoty, kolejny rok bólu. Zakochałem się w niewłaściwej osobie i nie potrafię się odkochać. Niby pojawiły się rozmowy, pojawił się jakiś tam kontakt, ale już nie namacalny. Z drugiej strony rok 2014 był dla mnie jakimś cholernym okresem marnotrawstwa czasu. Już zostawiając sprawy sercowe, a których nic się nie dzieje, oprócz tęsknoty. Pojawił się nowy problem, otóż skończyłem szkołę, i co? I nic. Co z tego, że mam mgr, jak nie mam doświadczenia. U mojego kuzyna jest na odwrót, co z tego, że ma doświadczenie, jak nie ma mgr. Chwilę porobiłem za 5zł na godzinę, a potem pozostałem bezrobotnym, bezskutecznie szukającym pracy. Znów źle. Kolejny ciekawy wątek  - straciłem przyjaciela, który nigdy nim nie był. W jednym smsie postanowił zakończyć 10-letnią znajomość. Ale to jakoś mnie nie boli, tylko troszkę dziwi. Ale jak widać, po czasie się okazuję kim są dla mnie ludzie.
To nie był dobry rok, znów był zły. Gorszy od poprzedniego, tylko się tułam bez celu, nie wiem co mam z sobą robić, albo mam zbyt dużo czasu, albo nie mam go wcale. Finansowo jest źle, na prawdę źle, jeszcze to co się w domu dzieje. Ilość nieszczęść mnie przerasta.

środa, 31 grudnia 2014

Chwała i łaska 2014

Podsumowanie muzyczne 2014 roku na podstawie tygodniowych TOP TEN z moich odtworzeń z profilu na last.fm. Zrozumiale? Wątpię, ale to nieważne. Rok 2014 to 272 wykonawców, z 579 w ogóle, czyli 42 nowości się pojawia.

Zupełnie pominięci nienotowani w 2014: Deftones, Darzamat, Limp Bizkit, The Cure.

Z ważniejszych poza TOP 50: 231. Therion, 230. Nile, 210. Sirenia, 178. Hetane, 177. Placebo, 163. hey, 156. Desdemona, 154. Dimmu Borgir, 153. O.N.A., 132. Tiamat, 130. Children of Bodom, 110. Disturbed, 107. Moonlight, 96. Coma, 94. Apocalyptica, 74. Mellatica, 72. My Dying Bride, 66. Nightwish, 63. Moonspell, 54. Evanescence.

Od miejsca 50: My Chemical Romance [w górę], 49. Tarja [w dół], 48. Obscure Sphnix [NOWOŚĆ], 47. tides from Nebula [w górę], 46. The Sisters of Mercy [NOWOŚĆ], 45. Mastodon [w górę], 44. Helloween [w górę], 43. Guano Apes [w górę], 42. Katatonia [w dół], 41. Artrosis [w górę], 40. Nine Inch Nails [w dół], 39. Decapitated [w górę], 38. System of a Down [w górę], 37. Krzyże [powrót po roku], 36. Slayer [w górę], 35. Bloodbath [powrót po latach], 34. Delain [w górę], 33. Acid Drinkers [powrót po roku], 32. Iron Maiden [w górę]...

30. Batalion d'Amour [357] - w górę. Przypominałem sobie dyskografie, jak i na nowo rozsłuchałem się w Nyii.

30. Luxtorpeda [357] - w górę. Ex Equo z batalionem. Wydali nową płytę, niby taką sobie, ale słuchałem przez jakiś czas.

29. Opeth [369] - w górę. Wydali nowy album, który jest dosyć delikatny i tak średnio mi isę przypodobał, ale za to posłuchałem to czego lubię.

28. Anathema [371] - powrót po roku. Wydali nową płytę, która nawet mi podeszła, zaprzyjaźniłem się również z resztą twórczości, ale nie przyznam się, iż jest moja ulubiona kapela.

27. Stone Sour [378] - w górę. Jakos to było z początkiem roku, bo nie bardzo pamiętam.

26. The Smashing Pumpkins [379] - w górę. Słuchałem ich z zamiarem odświeżenia, a tu mi nagle pod koniec roku wydali płytę. Płyta, taka sobie.

25. Paradise Lost [383] - w górę. W zasadzie nie wiem dlaczego, dosyć mocno ich męczyłem, ale dlaczego...

24. Killswitch Engage [385] - w górę. A powinna być nowość. Sięgnąłem po nich pod koniec 2013, bo mi się głos wokalisty spodobał. na ogół nie słucham metalcore.

23. Marilyn Manson [388] - w górę. O dziwo bardzo go lubię, i zauważyłem, że nie całe płyty, bo ma mnóstwo słabych utworów, ale to co na singlach, plus pare piosenek. W 2015 szykuje płyte na styczeń, takze w przyszłym roku znów będzie.

22. Rise Against [407] - powrót po roku. Powrót w bardzo dobrym stylu, nowa płyta świetna, długą ją męczyłem.

21. Łzy [415] - w górę. Pojawiła się nowa płyta, jakby taka śmielsza niz poprzednia, jakby deczko mroczniejsza, ale teksty niestety wciąż wokół tego samego.

20. Godsmack [429] - do góry. Nowa płyta porządna, porządne granie. Takie jak lubię.

19. Static-X [433] - w górę. Z jednej strony postanowiłem ich sobie przypomnieć, natomiast później świat obiegła informacja o śmierci głównej siły napędowej. Szkoda człowieka.

18. In Flames [438] - w górę. Nowa płyta, która podzieliła świat i fanów. Mnie o dziwo jeszcze bardziej zachęciła, zresztą w tym zespole się dzieje już od jakiegoś czasu, wszystko spowalnia.

17. Arch Enemy [441] - w górę. Nowa płyta, nowa twarz. Wciągnęło mnie.

16. Flyleaf [480] - w górę. Jak wyżej w zasadzie, nowa twarz, nowa płyta i singielek, za którym dało się poszaleć.

15. Eluveitie [494] - w górę. Nowa nieco bardziej przystępna płyta, słuchałem dosyć mocno, zresztą, na dobrą sprawę zespół dopiero poznałem, mimo, że nząłem wcześniej, ale dosyć pobieżnie.

14. The Pretty Reckless [511] - NOWOŚĆ. Najwyższa w zestawieniu. Nie poznałem ich przy okazji debiutu, ale tutaj sie pozytywnie zaskoczyłem ,gdyż muzyka dosyć ostra i dobra do słuchania. Znalazłem parę dobrych przebojów. Ogólnie polecam.

13. Vader [512] - w górę. Nowa płyta, dopełniająca dyskografię, już i tak bogatą, to i wywindowali wysoko.

12. Epica [525] - w górę. Nowa płyta z bogatymi bonusami, do tego koncert, także poszli do przodu, w sumie na płycie nic się nie dzieje, ale jest fajna, spodobała mi się.

11. Closterkeller [533] - spadek. Rok temu było pudło, a dokładnie drugie miejsce i prawie tysiąc odtworzeń. W tym roku dałem sobie lekko na wstrzymanie. Chociaż koncertów było więcej.

10. Linkin Park [535] - w górę. Wydali nową płytę, wreszcie coś interesujące, po minutach do północy, chyba kolejna ciekawa płyta. Poprzednie dwie były nijakie.

9. Seether [588] - powrót. Nowa płyta, plus to, że wreszcie sie przekonałem do tego zespołu. Wreszcie, długo mi to zajęło, ale w końcu.

8. Foo Fighters [640] - w górę. Nowa płyta. Mimo, że dosyć sporo jej słuchałem, to mimo wszystko jej nie zauważyłem, nic z niej prawie nie pamiętam. Dwie wcześniejsze były wielkie.

7. Rammstein [680] - w górę. Ani płyta, ani nic. Zrzuciłem kilka ulubionych piosenek na telefon i się troszkę nabiło, ale ja ich lubię, nawet bardzo.

6. The Birthday Massacre [715] - w górę. Przesądy pojawiły się na rynku, jak zwykle udana płta, zespół nie schodzi poniżej ustalonego poziomu, każda płyta jest dobrą i wartą posłuchania, temu tak się zakręciłem.

5. Slipknot [ 766] - w górę. Nasłuchałem sie, że wydali album słaby, o ile nie najsłabszy, ale na tyle mocno te single mi w głowie zostały, że tylko ich słuchałem, aż w końcu pokochałem.

4. Lacuna Coil [861] - w górę. Chociaż rok wcześniej też było wysoko. Lubie ich, nowa płyta jest rewelacyjna, lepsza niż poprzednie, kolejne zbiory dobrych utworów, które się miło słucha.

3. KoRN [1071] - w dół. Niespodzianka, po raz pierwszy od ośmiu lat KoRn'a nie ma na miejscu pierwszym. Nie wydali niczego, albumu nie było, może oprócz reedycji z bonusami. Ale i tak do tysiaca dobrnęli. Pytanie, któż ich pokonał?

2. Behemoth [1084] - w górę. Behemtoh znów powrócił z najlepszą płytą w swojej karierze. Słychać to bardzo mocno i wyraźnie, i słuchałem ich przez cały rok niemalze regularnie.

1. Within Temptation [1086] - w górę. W zasadzie wszystkie trzy miejsca pierwsze można uznać za ex equo, bo niewiele się różnią, wszyscy mają nieco ponad tysiąc. Wt również wydało płytę, taką sobie moim zdaniem. Ale za to szalałem za nimi przez  cały, rok, aż do znudzenia, aktualnie mam ich dosyć.

poniedziałek, 27 października 2014

Closterkeller w Kwadracie '14

Dziesięciolecie trasy Abracadabra, w ubiegłym roku dwudziestopięciolecie istnienia. Closterkeller wyruszył w coroczną trasę. Miałem szczęście być na tym wydarzeniu, i to dosłownie szczęście, bo ta trasa jest wyjątkowa. W zespole zaszły zmiany personalne. Pod koniec ubiegłego roku odszedł perkusista Gero, nowym został Qba. W ostatnich dniach grudnia, w czasie akustycznej trasy, odszedł Mariusz - główny gitarzysta, wówczas musiał go zastąpić Rollo. Nowa twarz została ujawniona dopiero na koncercie przed Fields of the Nephilim, okazała się nią być blondwłosa ZuZa [tak, druga baba w zespole]. Trzecią zmianą był basista, Krzysztof Najman odszedł niedługo po Mariuszu, zastąpił go Olo.

Ale wracając do wczoraj. Closterkeller w ostatniej chwili zmienił support z Achangelicy na Danse Macabre. Sądzę, że ta podmiana wyszła na dobre całemu wydarzeniu. Archangelica gra progresywnego rocka, natomiast Danse Macabre jest bliższe klimatom gotyckim, grając zimną falę. Należy wspomnieć, że przewodniczką DM jest Ania Blomberg-Gahan, niegdysiejszy głos Batalion d'Amour. Stworzyli pękną, mroczną atmosferę, swoimi zimnymi dźwiękami.

Po chwili przerwy rozpoczął się czas Closterkellera, najpierw dźwięki Nero, potem ten niesamowity moment zaskoczenia, gdy weszła gitara. Okazuje się, że ZuZa gra zupełnie inaczej niż Mariusz, nie są to progresywne i popisowe dźwięki, jest w tym znacznie więcej emocji i brudu. Drugim kawałkiem była odgrzebana Supernova, której jeszcze nigdy wcześniej nie udało mi się usłyszeć na żywo. Po Między piekłem a niebem pojawił się pierwszy tego wieczoru nowy kawałek - To albo to - dobry, rockowy numer. Następnie dwa "Przeboje" Agnieszka i Królowa, po nich, ze wstępem, Paprot - opowieść o szukaniu kwiatu paproci. Tyziphone wybrzmiała potężnie, zwłaszcza z tą nową gitarą, jedynie przejście na perkusji mnie troszeczkę zawiodło. Zmierzch bogów - jeden z najbardziej politycznych tekstów zespołu, dobra, mocna energia. Później chwila wyciszenia, trzeci nowy utwór, tym razem bez tytułu i bez tekstu. Anka poszła się przebrać, zapowiadając, że tekst się pojawi. Serce zostało jakoś przedłużone i nastąpił kolejny smaczek tego wieczoru. Władza oraz Klepsydra  z podmienionymi wzajem tekstami, po koncercie Anka mówiła, że roboczo nazywa te piosenki Klepsydza i Włapsydra. Brzmiało to oryginalnie, co chwilę gubiłem się słuchając tych tekstów. Ostatni nowy utwór tego wieczoru to Pokój tylko mój, po nim przebojowe Na krawędzi oraz Graphite, który również, nie wiem jak się to stało, słyszałem po raz pierwszy w życiu. Zespół dwa razy schodził ze sceny, ale na bis była Scarlet oraz Violette. Po wszystkim Anka jeszcze wyszła i dziękowała nam za przybycie, uradowana, iż nie wybraliśmy Anathemy.

Koncert był świetny, niech żałują ci co nie byli, a dużo ich nie było niestety. Publika nie dopisała, no ale to pewnie przez wspomnianą Anathemę. Closterkeller odświeżył swoje brzmienie, głównie przez nową przebojową gitarzystkę. Zadowlony, i z trofeami, w postaci autografów i zdjęć, wróciłem do domu. Na koniec usłyszałem zapowiedź następnej wizyty, już na wiosnę, co niezmiernie raduje moje serce.

niedziela, 27 lipca 2014

Nie ma

Przybyłeś
W końcu
Po tylu wypłakanych łzach

Odwracasz się
Odchodzisz
Z kieszeni wypada ci broń

Biegnę, lecz ciebie już nie ma
Podnoszę zimny kawałek metalu
Spoglądam w cyklopie oko lufy

Mnie też już nie ma...

wtorek, 17 czerwca 2014

Źle

Wściekły
Zniszczony
Poniżony

Nie pytaj jak się czuję
Czuję się źle
I musi cię ta odpowiedź usatysfakcjonować

Niestety,
życie okazało się być porażką.

Chciałem być szczęśliwy
Byłem

Chciałem być nikim
Jestem

Dno,
Znowu

Brak sensu
Brak nadziei na zmianę
Brak czegokolwiek, czego można by się chwycić

Znów
do tyłu
Co raz gorzej
Wszędzie źle
Wszędzie

Nie chcę się jutro obudzić
Nie chcę
Proszę...

niedziela, 8 czerwca 2014

Nie chcę

Nie chcę
pisać o Tobie,
czegokolwiek.

Nie pozwól mi na to,
zwiąż mi ręce
zaufaniem

Wyrzuć słowa
smutne i gorzkie

Nie daj cukru,
bym nie zwrócił radości

Pozwól mi zmęć
złe słowo.
Nie napisać ani kropli.

Zniszcz,
spal to czarne słońce!
Niech spadnie deszcz,
na to cmentarzysko

Niech się toczy
swoim żywiołem, 
dla ciebie, bez słów.

Nie zmuszaj,
nie każ,
nie proś,
Nie wszczynaj pąków bólu.

Proszę
Nie chcę
Nigdy więcej

czwartek, 2 stycznia 2014

Nie mam marzeń_13

O ile rok 2012 był dla mnie dobry, był rokiem miłości, wspaniałego związku, faceta, o tyle rok 2013 był rokiem tęsknoty. Pod koniec 2012 nie wiem czemu coś się działo, ale potem wracało do normy, chociaż pamiętam, że czułem strasz, strach przed stratą. Teraz będzie historia tego związku, albo raczej czasu po nim. Od początku roku wszystko się psuło, pojawiły się kłótnie, pojawił się brak czasu, oschłość. W połowie stycznia zostałem oskarżony o zdradę, gdyż wyszedłem na imprezę urodzinową do kumpeli i że niby to miała być tylko przykrywka - nie była. To mnie pamiętam zabolało, tydzień później była impreza tym razem Tam, na która ta druga strona mnie nie zaprosiła, byłem niemile widziany u boku tego, który mnie kocha?! Nie chcąc tego niszczyć, kochając, przełknąłem wszystkie wymówki, wątpię, czy to była prawda. Potem było tylko gorzej, wmieszała się w to para dwóch głupców, czasem rozstania okazały się być Walentynki, Związek trwał idealnie rok. Później natknąłem się na fragment rozmowy, z którego jasno wynikało, iż byłem zdradzany i że ta druga strona strona szybko zapomniała o mnie, umawiając się na seks. Cierpiałem. Po raz pierwszy cierpiałem z miłości, mimo, że to ja zerwałem, bonie umiałem już tego wytrzymać, byłem po prostu kolejną zabawką w rękach... nieważne kogo. Sowicie za to odcierpiałem, cały marzec to jedna wielka nerwica. Problemy z ciśnieniem, snem, jedzeniem. Nie mogłem jeść, wszystko co jadłem od razu wypływało ze mnie, noce... były najgorsze, długo nie mogłem zasnąć, a jak zasypiałem to z oczami wyschniętymi od łez. Wszystko co się działo dookoła mnie to byłem jakby poza tym, nie dochodziło do mnie. Po miesiącu w miarę zacząłem do siebie dochodzić, mimo wszystko wciąż utrzymując kontakt z Panem. Dopiero w połowie maja dowiedziałem się więcej. Osoba, którą kochałem i która mówiła, że mnie kocha tak na prawdę liczyła tylko na seks, zakochałem się w kimś kto kocha seks, rozkochuje w sobie innych, bo jak sam to powiedział, jeśli się kocha to seks jest lepszy, a ja niestety dawałem z siebie wszystko, aż się nie spaliłem. To chyba największy ból, jakiego doświadczyłem, kochałem szczerze i naiwnie kogoś, kto uwielbia seks i robi to z każdym. Kochać dziwkę, częsty motyw w literaturze, eh. W maju zakończyłem wszelakie kontakty. Poznałem też kilka osób, kilka było mną zainteresowanych, ale głównie łóżkiem. Kiedy padła propozycja, znajomość się kończyła. Aż przyszedł koniec czerwca, wcale nie szukałem nikogo nowego, na necie siedziałem tylko po to, żeby byłego wyśledzić, chociaż ciężko mi było myśleć o nim w kategorii były, to ten, którego kocham przecież. Ale zupełnie z przypadku, z portalu na który wszedłem raz, wymieniłem się numerem gg z jedną osobą, a potem usunąłem konto, coś się stało. Sądziłem, że nowa miłość zaleczy starą, związek wytrzymał około dwóch miesięcy, sam go zakończyłem, z początkiem września. Nie potrafię kłamać, nie potrafię oszukiwać. Nie potrafię mówić, że kocham, kiedy nie kocham. Albo inaczej, kocham kogoś innego. Pod koniec września spróbowałem zadzwonić, do tego, którego kocham. Rozmowa miła, niestety ja - zagubiony, w tym co czuję, zrobiłem jak najgorsze wrażenie. Kocham, i co z tego, zacząłem z siebie wyrzucać co złe. Skończyło się to niczym. Do końca roku ten stał pozostał, delikatne rozmowy na komunikatorze i wszystko. A człowiek, którego kocham, nie wiem gdzie jest, nie wiem jak żyje, nie wiem co robi, nie wiem z kim się spotyka, nie wiem czy kogoś ma. Oby miał, oby kto inny dał mu szczęście, ja widocznie nie umiałem, nie byłem dosyć dobry, gdybym był to nie szukałby innych. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja wciąż kocham i nie potrafię sobie w żaden sposób poradzić z tym uczuciem. Zresztą to są dziwne uczucia, bo z jednej strony kocham, bardzo mocno i jestem tego pewien, a z drugiej - nienawidzę. Nie wiem co bym zrobił gdybym Go teraz spotkał, gdybym pojechał do niego, albo bym zaczął całować, albo obkładać pięściami. Zniszczył mnie. Przede wszystkim mnie zniszczył. Nie potrafię pójść do przodu, nie potrafię sobie ułożyć życia z kimś innym, i najgorsze - nie potrafię przestać o nim myśleć. Zniszczył mnie, ale z drugiej był najwspanialszą osoba w moim życiu, pierwszą, która się mną w ogóle przejęła. Ale niestety on kocha seks, a ja byłem tylko zabawką. Czasem nawet myślę, czy potrafiłbym żyć z nim w związku otwartym, ale nie - raczej nie, nie potrafię znieść myśli, że ktoś go może dotykać, że on kogoś dotyka. Eh, sądzę, że jeszcze to potrwa, co najmniej kilka lat, o tym, że się było szczęśliwym tak łatwo się nie zapomina, a ja byłem. Byłem szczęśliwy po raz pierwszy w życiu, z Nim. A teraz? Mam to samo co miałem przed, budzę się każdego rana i myślę, że znów przegrałem, przegrałem z życiem, obudziłem się. Marzę teraz tylko  o tym, by kiedyś zasnąć i nie obudzić się już nigdy. Tyle mi zostało.
Pomijając moje nieszczęsne życie miłosne. To rok 2013 mi przeleciał przed oczami, a ja jakbym go oglądał zza szyby. Zaczęło się od imprezy urodzinowej kumpeli, była to moja najbardziej udana impreza tego roku. Potem była sesja, która zaliczyłem bardzo łatwo i szybko. W maju spełniło się jedno z moich pomniejszych marzeń, zobaczyłem na żywo Within Temptation, ale co dziwne supprtowali ich Guano Apes, niestety Niemcy dali lepszy koncert niż Holendrzy, moim zdaniem. Potem jeszcze było parę tych koncertów. Z początkiem czerwca dostałem zaproszenie na imprezę, po raz pierwszy w życiu zobaczyłem jakie kobiety potrafią być ...nachalne. Widzi taka geja, wie, że nic z tego, ale wpycha mu swoje cycki do rąk, na twarz, a niektórym nawet i język w usta, to było przerażające, i już nigdy na te urodziny nie pójdę. W lipcu udało mi się pojechać na chwilę do znajomych, niestety w moim domu, moje ukochana dowiedziała się czegoś za dużo, nie wiem skąd, nie wiem jak, ale mam piekło. Nie wolno mi od tego czasu wychodzić i nie mówić gdzie idę. Muszę się meldować, odbierać telefony, mówić, że jestem bezpieczny. Rozpoczęła się prawdziwa wojna. Żeby jej koleżanki się nie dowiedziały, bo jak się dowiedzą to będzie wstyd - to są najgorsze słowa jakie mogłem usłyszeć od swojej ukochanej, czysty egoizm, obiecałem sobie, że się za to zemszczę. Nie jestem jej narzędziem, i będę niszczył jej pojęcie rodziny, nie zamierzam być idealny, ale dopiero po czasie. Od sierpnia gram grzecznego przykładnego, zresztą nie mam za bardzo możliwości, bo smycz jest krótka, do tego stopnia, że jak wychodzę na koncert to mi dzwoni w trakcie i się pyta czy śnieg pada. Odbiera moje telefony, szukając czegoś, albo raczej - Kogoś. Ona już sobie w główce wszystko ułożyła, ja zarobkuję w pewien sposób, tam nie może być miłości, to jest nienaturalne, to jest choroba psychiczna, tam nie ma miłości, a jak się ktoś dowie to będzie wstyd. Mimo wszystko udało mi się pojechać do Częstochowy, niestety bez noclegu, na jeden dzień, zwiedziłem muzeum Beksińskiego, zrobiłem sobie zdjęcie z pomnikiem Poświatowskiej, tylko do muzeum nie wszedłem, bo pojechałem w niedzielę, a wtedy zamknięte. Planowo wyjazd był dwudniowy z noclegiem, ale się nie dało - "Częstochowa nie jest na tyle daleko, żeby tam nocować" usłyszałem. Znalazłem sobie ucieczkę - nowe hobby, zacząłem zbierać bilety. Na początku roku miałem ich około 100, obecnie mam tego 700, a z powtórkami 3.000. Na prawdę się wkręciłem w to hobby - żeby zapomnieć. Problemem tego roku była praca magisterska, którą nie zdążyłem napisać w czerwcu [sesje zaliczyłem w sumie bez większych przeszkód], praca była gotowa na wrzesień, ale promotor się czepiał... no i czepia się do tej pory. Pracy znaleźć nie znalazłem. Jesień była z Closterkellerem, ale była też większa wisienka - Therion, w sumie nie bardzo chciałem, ale potem się okazało, że się opłaciło. Wspaniały Therion, a jeszcze lepsza Arkona. Pamiętam, że Arkonę mi polecił On. Na Closterkellerze wytrzymać nie mogłem, bo co druga piosenka mi też Jego przypominała. A w grudniu Closter zrobił nadprogramowy koncert. Chyba najpiękniejszy i najdelikatniejszy na jakim byłem. Święta? Jak zwykle z rodziną a potem sam w domu, Sylwester z dziewczynami i tyle. Byłem na ośmiu koncertach, 15 różnych wykonawców. Byłem 3 razy w kinie - Iron man 3, Thor oraz Igrzyska Śmierci. Przeczytałem zaledwie 15 książek, moja główna motywacja - nie ma Go. Przesłuchałem ponad 37.000 utworów na laście. Obejrzałem około 100 filmów. Zwiedziłem Częstochowę, Śląsk i więcej chyba nigdzie nie byłem. 
Rok tęsknoty.

środa, 1 stycznia 2014

Przeboje 2013

Było ich kilka, takich tylko popowych, bez zobowiązań, ale za to meczących. Zazwyczaj nie słucham pojedynczych utworów, tylko całe płyty.

1. Virgin - To Ty [69] - oszalałem na punkcie tej piosenki, męczyłem ją przez jeden cały dzień, jak również kilka innych utworów z Bimbo i Virgin.

2. Hey - [sic!] [39] - może to nie jest pop, ale jakoś się tam przebili do radiów, ale za to mnie męczyli i to bardzo, zwłaszcza z okazji koncertu.

3. Virgin - Kolejny raz [32] - tutaj mamy drugi kawałek, który intensywnie słuchałem

4. Deftones - Chainge (in the house of Flies) [31] - wybitny utwór, który wszedł mi do głowy, raz samemu a raz z całą płytę, Deftones to jest TEN zespół roku.

5. Virgin - Mam tylko ciebie [23] - Trzeci i chyba ostatni utwór Virgin w tym zestawieniu..Ale na prawdę to był jeden dzień, cały poświęcony na te trzy kawałki.

6. Alice in Chains - Would? [18] - Również kawałek hipnotyzujący, magiczny, no i smutny i ciężki, który uwielbiam, który nie umiał sie ode mnie odczepić.

7. Black Sabbath - God is dead? [17] - Przebój ikony hard rocka, słuchało się bardzo miło, bardzo przyjemnie.

7. Coldplay - Atlas [17] - magiczny i delikatny utwór, do chyba jednego z lepszych filmów ubiegłego roku, w każdym razie ta melancholia i przestrzeń utworu doskonale pasuje do filmu.

9. Ania Dąbrowska - Jeszcze ten jeden raz [16] - Ania wydała płytę, ale tym razem bez szumu, ale jak i poprzednio znalazłem sobie kawałek, który wszedł mi w myśli.

10. Margaret - Thank you Very Much [15] - Teledysk z golasami przykuł uwagę, ale również chwytliwy refren i lekka pisoeneczka, nie wiedziałem tylko, że to polska wokalistka.

11. Żywiołak - Mój miły rolniku [14] - Kawałek odkopany na kompie, nie wiem z którego jest roku, taka samotna piosenka pośród różnego bajzlu, włączyłem raz, włączyłem drugi i micha mi się uśmiechnęła. Potem odkopałem, że ten utwór mi polecono.

12. Miley Cyrus - Wrecking Ball [13] - Kawałek, który o dziwo zrozumiałem, i jest on o mnie, zakochać się w kimś totalnie, a potem zostać przez tę miłość zniszczonym, eh, no cóż. Słuchałem.

12. Lorde - Royals [13] - Kolejna pani z wielkim wokalem i ją tak sobie słuchałem. Tak sobie, raz na jakis czas, dobry kawałek.

14. Krystyna Janda - Na zakręcie / Mówiłam żartem [10/8] - Dwa kawałki, z którymi się bardzo mocno zidentyfikowałem. Cały tamten rok na zakręcie, no i to, że mówiłem żartem, eh, mówiłem, że skoro mówię, że juz więcej nie zadzwonię to znaczy, że zadzwonię, mówiłem, że nie będę czekać, a czekam, i tak dalej, może nie wszystko tam jest o mnie, ale jestem równie niedojrzały, i jeśli mówię nie to znaczy, tak, a jesli mówię tak to znaczy nie.


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Chwała i łaska 2013

Podsumowanie odtworzeń wykonawców z 2013 roku na podstawie Top Ten wygenerowanych na moim profilu na last.fm. Rok 2013 to 268 wykonawców  z 537 w ogóle, czyli mamy 55 nowości. Największa nowość uzyskała 166 odtworzeń, i znalazła się na 58. miejscu podsumowania rocznego, a więc nie będzie niczego nowego w zestawieniu. W zestawieniu pod uwagę zostało wziętych 34.688 utworów, z ponad 38.000 odsłuchanych.

Najważniejsi wykonawcy nienotowani w 2013 roku, ale występujący w latach wcześniejszych: Radiohead, Rise Against, Limp Bizkit, Arcana, AC?DC, the 69 Eyes, Anathema, Bloodbath, Down...

Poza TOP 50: Serj Tankian, Delain, Ozzy Osbourne, We Are the Fallen, Flyleaf na 173, Mudvayne - 163., Pantera - 161., Type O Negative - 154., Rammstein - 145., Tiamat - 141., Behemoth - 139., Vader - 124., Delight - 118., Stone Sour - 115., Foo Fighters - 109., Paradise Lost - 104., Nile - 97., Bullet For My Valentine - 91., Marilyn Manson - 76., Nirvana - 73., Alice in Chains - 67., Slayer - 61., Papa Roach - 68.,Desdemona - 53., Iron Maiden - 52.

Od miejsca 50: Guano Apes - w górę, ReVamp - powrót po roku, Metallica Darzamat Disturbed- w górę, Queens of the Stone Age - powrót, nowa płyta, Atreyu - w górę, Ania Dąbrowska - w górę, nowa płyta, O.N.A. - w górę, Dead Can Dance Cradle of Filth - w dół, Virgin - powrót od 2007 roku, The Offspring w dół, Slipknot - w górę, Tristania - w gore, nowa płyta, Myslovitz - powrót, nowa płyta, Arkona - w górę, koncert, Cult of Luna, powrót, nowa płyta, Hetane - w dół, nowa płyta, Artrosis - w górę.

30. Opeth [248]. - w górę. Powrót, który w zasadzie nie wiem z czego wynika, dużo ich słuchałem w pierwszej połowie roku, bardzo ładnie dołują, są piękni, no i.. smutni.

29. Moonspell [251] - w dół. Niczego nie wydali, grali w Polsce koncerty, nakręcałem sie troszkę, ale pójść, nie poszedłem.

28. The Cure [253] - w górę. Bliskie spotkania z bardzo bogatą dyskografią.

27. Garbage [259]  - w dół. Takie echo roku poprzedniego, plus bogata dyskografia obfitująca w krótkie melodie, łatwo wpadające w ucho.

26. System of a Down [268] - w dół. Spadek bardzo nieznaczny, również był koncert w Polsce, był on dla mnie inspiracja po sięgnięcia po nich, lecz na żywo nie widziałem, nad czym mogę jedynie ubolewać.

25. The Gathering [271] - w dół. Nagrali bardzo atmosferyczny album, bardzo lekki, i wybitnie nie przystępny, usypiający. To już jest nowy TG, taki, który nie koniecznie mnie kręci.

24. Children of Bodom [272] - w górę. Bardzo mocny i ostry album, w sumie nic nowego, ale ciekawe i wciąga. Chyba najbardziej metalowy zespół na tej liście.

23. Godsmack [283] - w górę. Również nie wiem z czego to wynika, miałem na nic bardzo mocną fazę.

22. The Cuts [284] - w górę. Na koncercie nie byłem, mimo, że trasa zapowiedziana, nie szaleję za nimi na tyle by przepłacić, a Strachów nigdy nie lubiłem. Mają fajne, krótkie utwory, dobrze wchodzące. Dobra kapela, polska. Nie wydali niczego nowego.

21. My dying Bride [287] - w dół. Miałem doły, a to jedyna muzyka, która dociera do mnie w takim czasie, ciężar, smutek, rozpacz.

20. Evanescence [317] - w górę. Również nic ciekawego się nie działo, po prostu stęskniłem się, lubię te dźwięki. Otwieraja TOP 20, czyli trzeba mieć było powyżej trzystu by sie tu dostać.

19. Therion [343] - w górę, epicki rozmach. To jest to co mnie pod koniec roku kręciło, a w dodatku byłem na wspaniałym koncercie. Na prawdę jak wcześniej byłem sceptyczny tak teraz zapałałem  miłością.

18. Three Days grace [344] - w górę. Niby mają te trzy płyty na krzyż, niby nic nie wydali, a chodzili za mną, niby emo niby post-grunge, ale to jest takie granie jakie lubię.

17. Pearl Jam [352] - powrót i nigdy tak wysoko. Wydali nową płytę, którą słuchałem tak długo aż ja poznam, niestety misja nieudana, za grosz nie pamiętam, żadnego dźwięku z tego albumu. Więc po co ja nagrali?

16. Moonlight [355] - w dół. Taki powrót do przeszłości, do zespołu, który juz nie istnieje, a który bardzo bym chciał zobaczyć na żywo, chociaż jeden raz.

15. Placebo [388] - w górę. Jest nowa płyta, jest bardzo dobrze, chociaż raczej umiarkowanie, płyta pozytywna, lecz to nei to co było wcześniej.

14. Sirenia [395] - w górę. Wydali nową płytę, lecz ja jak zwykle skupiłem się .na przeszłości, głównie dwóch pierwszych płyt. Najnowsza Sirenia jest w miarę, chociaż wokal mi mało podchodzi.

13. Tarja [400] - w górę. Wydałą nową płytę, z której również średnio cokolwiek pamiętam, a słuchałem dosyć intensywnie, no nic, pozostaje czekać na koncerty.

12. Hey [411] - w górę. Niby bez płyty, ale był koncert, jak zwykle udany, jak zwykle świetny, Kasia urzekałą swoja skromnościa, ale ludzie ją za to kochają.

11. Coma [416] - w górę. No cóż, to samo co powyżej, oraz objawione teksty... Byłem na koncercie, plenerowym rockowym, wpadłem w sam środek młynu, sponiewierali mną, było super! ;p

10. Linkin Park [418] - w dół. Wydali album z remiksami, drugi w karierze, ale to raczej nie on mną tak zamieszał. raczej była to chęć powrotu do przeszłości.

9. Apocalyptica [446] - w górę. Fenomenalna koncertowa nowa płyta, być może będą wersje studyjne, ale nie są potrzebne.Album jest cudny, jak i mój powrót do starszych rzeczy.

8.Nine Inch Nails [456] - w górę. To absolutny rekord, jeśli chodzi o gwoździe. Bogata dyskografia, którą średnio znałem, nowa płyta ma dużo traków, to się tłukło.i nabiło.

7. Lacuna Coil [457] - w górę, chociaż w 2009 było zdecydowanie więcej, lubie Lacunę, mimo, że grają taki spopowiały metal, to jest to miłe i przystępne i moze sie tam gdzieś tłuc w tle.

6. Nightwish [505] - w dół. Przez ostatnie dwa lata również gościli w top ten. Komentarz podobny co do Lacuny, z tym, że ich lubię jakby bardziej, mają bogatszą dyskografię, dobrze grali kiedyć.

5. Within Temptation [625] - w górę. Nie wydali niczego, ale spełniło się jedno z moich marzeń, byłem na ich koncercie, z którego byłem bardzo zadowolony. W tym roku powtórzą, bądź przeskoczą to miejsce, gdyż wydadzą płytę, a koncerty będą dwa, fajnie by było być na którymś.

4. Katatonia [669] - w dół. Również niczego nie wydali, ale miałem w tym roku trochę smutków i doskonale mi współwystępowali. Wyrażali również i moje emocje, uwielbiam, i jeśliby był kiedyś ich koncert to się wybiorę. Marzenie do zrealizowania, tak jak z WT.

3. Deftones [916] - w górę. Na prawdę wynik wspaniały, tylko powód już nie. Deftones gra skrajnie emocjonalną odmianę rocka, te teksty, ten głos, te gitary, ta całą ekspresja, utożsamiałem się z tym przez długi czas, podobnie by krzyczała moja dusza, bardzo podobnie, lecz krzyczała także co innego.

2. Closterkeller [991] - w górę. Od samego początku znajdują się top ten. Były trzy koncerty na których byłem, musiałem się z nie dobrze wkręcić, wszystkie trzy w moim mieście. O dziwo ten ostatni okazał się najciekawszym i najlepszym, czuć, że zespół jakby troszkę odżył, dostał skrzydeł. Ciekawi mnie jego dalsza historia, w przyszłym roku również ich kilka razy zobaczę, albo się przynajmniej postaram.

1. KoRn [2.411] - w górę. Chociaż czy można awansować z miejsca pierwszego? Można rok temu był wynik o tysiąc mniejszy. W tym roku nałożyło się kilka sytuacji, po pierwsze ta opisana przy deftones czy katatonii, po drugie koncert w Polsce, po trzecie nowa płyta. Było niesamowicie dużo okazji do słuchania ich. Jako moja ukochana kapela, przekroczyli ilość dziesięciu tysięcy odtworzeń na moim lascie, i pną sie dalej. Siódmy rok z rzędu na miejscu pierwszym. Nie mogło być inaczej.

piątek, 27 grudnia 2013

Besty lasta - teraz Polska

W Polsce może całej setki też prezentować nie będę, a również najważniejsze wydarzenia.

96. Dido - pani powróciła z the best ofem, który jej jak najbardziej się należy.
77. Riverside - pierwsze Polaki w zestawieniu, płyta wydana wcześnie, bo w styczniu i zawojowała światem.
56. Katatonia - nie sądziłem, że panowie są aż tak popularni u nas.
44. Strachy na Lachy - kolejni Polacy, ale ja nie przepadam.
26. Enej - ten zespół na prawdę odniósł mega sukces, jest popularny nie tylko w mediach ,ale i u zwykłych ludzi, którzy szaleją i szanują tę kapelę.
21. Zeus - polski raper, w zasadzie to ja go nie znam jeszcze
15. Hey - bez płyty, ale co tam, oni zawsze byli popularni
5. Justin Timberlake - słusznie
4. Bon Jovi - to mnie troszkę zaskoczyło
3. Daft Punk - dziwne, że nie na pierwszym.
2. Arctic Monkeys - w Polsce lepiej niż na swiecie, ale owszem sa popularni, ciekawe kiedy jakis koncert, im to by sie przydała cała trasa objazdowa po naszym kraju.
1. Green Day - tak, tego właśnie też nie umiem skomentować.

Chciałem jeszcze zajrzeć na jedną rzecz. Co sie w Polsce działo w metalu?

Od 40. Kalmah - Finowie. 39. Sevendust. 38. Devildriver - nowa płyta. 37. Stratovarius - nowa płyta. 36. Queesnryche. 35. Avantasia. 34. Love and Death - projekt poboczny KoRn'a, jestem dumny. 33. Hypocrisy. 32. Dark Tranquillity. 31. All That Remains. 30. Drowning Pool. 29. Hatebreed. 28. Sodom. 27. Rotting Christ. 26.Voivod. 25. Trivium. 24. Satyricon - nowa płyta, chociaż średnia. 23. Device. 22. Otep - ogień!. 21. Helloween - nowa płyta.

20. Newsted. 19. Soilwork. 18.Rob Zombie. 17. Children of Bodom - jak zwykle w formie. 16. Killswitch Engage. 15. Dream Theater. 14. Volbeat. 13. Stone Sour - part drugi wcześniejszego albumu. 12. Ministry. 11. Pain.

10. Avenged Sevenfold - niby słaba płyta, niby dużo ludzi na nią najeżdża, a jednak słuchają.
9. Bullet For My Valentine - nowa płyta, lecz juz się nie umywa do debiutu.
8. KoRn - oh, mój wspaniały kraj słucha mojego zespołu. Radość!
7. Deftones - jak pisałem wcześniej, nowa płyta rok temu, podziwiam tę populraność.
6. Kreator - ikona thrashu w sile!
5. Hammerfall - nic nie powiem.
4. Five Finger Death Punch - widać, ze popularni również u nas.
3. Black Label Society - średnio znam, chyba to powód do wstydu
2. Black Sabbath - powrót, no i pozamiatali, ulegli tylko...
1. Megadeth - kolejna ikona thrashu.

no i tyle, niedługo moje podsumowanie roku



Best of 2013 [by last.fm]

Last.fm jak co roku zrobił swoje własne podsumowanie, jak zwykle w grudniu, podczas gdy rok wciąż trwa, no ale trudno. Przeanalizuję co tam im wyszło. Oczywiście jest podział na gatunki i na kraje, ale ja wezmę to ogólnie, jest tego setka, nie wszystko znam. A więc...
99. Hurts - że niby porządną płytę wydali, ale mniej przebojową.
97. Black Sabbath - powrót po latach z nową płyta w oryginalnym składzie, płyta bardzo dobra, ale to już nie ten szał co w latach 80.
94. Deftones - płytę wydali rok wcześniej, ale widać, że na tyle dobra, że sie utrzymała.
90. Nine Inch Nails - rozpadło się, miało już nic nie być, aż tu nagle płyta.
78. Bring me the Horizon - fani metalcoreu chyba zaspokojeni.
73. The Knife - zespół wielki, ale kolejna płyta chyba dosyć chłodno przyjęta.
71. Megadeth - to juz kolejna płytą i wysoko, jak na taką odmianę metalu
69. Kings of Leon - brakło rozpędu, szał na panów najwyraźniej się skończył.
67. Fall Out Boy - mimo słabej płyty to zaistnieli, powrócili, mimo, że sie rozpadli. Również na Billboardzie, ich kawałek jako jedyny rockowy tam się pojawił.
66. Five Finger Death Punch - kolejny radosny metalcore
58 Depeche Mode - ikona wciąż mocna.
43. Queens of the Stone Age - według jednych płyta bardzo dobra, według innych słaba, mnie nie porwała.
40. Arcade Fire - szaleństwa poprzedniego albumu nie przebili.
26. Katy Perry - najnowsze dzieło, czy może raczej fast food, nie chwycił.
17. Franz Ferdinand - mimo moim zdaniem trudnego albumu, zdobyli słuchaczy.
15. Miley Cyrus - piosenka z kulą zrobiła swoje, jest jednym z największych przebojów mijającego roku
12. Ke$ha - przeszła tak bezdźwięcznie, tylko jeden singiel, słaba promocja.
9. Lorde - wielki głos, fajne kawałki, tak na spokojnie, bez epatowania gołą dupą i przede wszystkim dobrze.
7. Arctic Monkeys - podobno najbardziej dojrzała płyta w ich karierze, świeciła triumfy na laście przez kilka tygodni, a nawet i do tej pory. Hicior.
5. Rihanna - ona zawsze była w cenie, chociaż diamenty aż takiej furory nie robia jak parasolka czy sado/maso.
4. Justin Timberlake - doskonałą promocja, doskonały album.
3. Bruno Mars - uroczy chłopiec, który juz wczęsniej zdobył serca fanek.
2. Green Day - to mnie szczerze powiem zaskoczyło, 468 tysięcy nowych słuchaczy w tym roku. Nie umiem tego wytłumaczyć, nie rozumiem dlaczego.
1. Daft Punk - moim zdaniem ich płyta jest nudna, ale przeboje są i zadziałały, głównie w pierwszej połowie roku.

wtorek, 24 grudnia 2013

Jestem

jestem pyłem
nicością
odblaskiem minionego krzyku

jestem smakiem, 
zmytym
wsiąkniętym

jestem przemalowaną rosą
w słońcu popołudnia
zgasłą tęczą

popiołem 
po wybuchu supernowej
roku ubiegłego
śmierci czasu

a według ciebie
nie jestem
lecz byłem
i kłamałem

***

a we mnie
ogień się tli
o mocy dużo większej niż była

odstawiona zabawka 
zanosi krwawe łzy

sobota, 7 grudnia 2013

Therion w Studio

Dawno niczego nie pisałem, ale to wydarzenie jest godne uwiecznienia, i to oby jak najwcześniej, oby jak najbardziej na świeżo. Grupa Therion zapowiedziała, że kończy działalność, nagrywa ostatnią płytę i koniec z koncertami. Kolejny zabieg PRowy. Koncerty są i to jak najbardziej. Therion powraca tej zimy objeżdżając największe miasta Europy. Trasa rozpoczyna się w Polsce, a dokładnie w Krakowie, i właśnie tutaj miałem szczęście być. Therion wziął pod swoje skrzydła trzy kapele: Heavenshine - debiutantów, Sound Storm - zespół z dwoma płytami na koncie, oraz już w pewnym sensie ikonę - rosyjską Arkonę.

Heavenshine zaczęli grać przed czasem. Otwarcie bram miało nastąpić o 18, a początek show o 19, ale już kwadrans przed 19 wpuszczono ludzi pod scenę, którzy ze zwinnością starszych pań polujących na miejsca siedzące, roznieśli się po Studiu, by dobrze widzieć, część zaległa pod sceną, a reszta na balkonie. Heavenshine miało umiarkowane przyjecie, wręcz chłodne. Zagrali chyba cztery piosenki, jedna spośród nich nosiła tytuł "Black Aurora". Grają siermiężny gotycki metal, nawalankę perkusji i gitar połączoną z przesłodzonym operowym wokalem. Pani ubranej w piękną białą suknię wtórował klawiszowiec, który silił się na growl, ale nie umiał go z siebie wydobyć.

Sound Storm. Nie minęło pięć minut i na scenę wkroczył drugi support, drastycznie inna odmiana gotyku. Wokal tym razem męski, chropowaty, lecz nie gardłowy, a muzyka iście heavy metalowa. Charyzma wokalisty dała się odczuć w całej sali, podporządkował sobie publikę, dając świetne show i wspaniałą energię, mimo wczesnej pory - porwał tłumy. Set mieli już dłuższy i okazali się być dużo ciekawszym zjawiskiem. Momentami wpadali w manierę Iron Maiden, ale to już moje luźne skojarzenie. Zespół pochodzi z Włoch z Turynu i sądzę, że jeszcze nie raz zawojuje scenę, bo ma ku temu potencjał.

Arkona zespół, który zaskoczył pozytywne, sądziłem, że to będzie takie folkowe pitu-pitu, które przejdzie przez scenę i szybko się o tym zapomni. W jednym tylko miałem rację, przeszli przez scenę, ale jak burza. Wokalistka - Masza to prawdziwy Napoleon w spódnicy, czy może raczej w futrze. Występowała obwieszona lisami, na samym początku wyszła z bębenkiem, na którym zaczęła wybijać rytm. Potem jak wkroczyła reszta zespołu wyzwoliła się niesamowicie pozytywna energia, która biła ze sceny i po stokroć oddawana była w publiki. O dziwo, ta kapela ma w Polsce wielu wiernych fanów, którzy bardzo dobrze znają ich dyskografie, ja się czułem trochę zagubiony, gdyż jedynie ich parę razy przesłuchałem. Ale jest w tym bardzo dużo mocy, publika prawie przez cały czas skakała. Punktem kulminacyjnym było "Stienka ze stienku" utwór opowiadający o tradycji słowiańskich potyczek, gdzie dwa wrogie obozy tworzyły ścianę i bili sie równo w linii, tak też było pod sceną, ludzie się rozstąpili i jak wszedł refren ruszyli na siebie. Zespół jedynie zapowiedział tytuł kawałka, co również sugeruje, że fanom nie trzeba było tłumaczyć o co chodzi. Chyba występ tego zespołu zauroczył mnie najbardziej, przyćmili trochę Theriona, grając bardziej prymitywną i hałaśliwą odmianę metalu, w opozycji do tych wysokich i epickich dźwięków pozostałych kapel.

Therion - zespół, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ikona i twórcy symfonicznego metalu, którzy w swojej dwudziestopięcioletniej historii mieli wiele przepoczwarzeń. Koncert, którego miało nie być, trasa, której miało już nie być i zespół, który miał się skończyć. Na szczęście nic z tego. Therion gra dalej i co najciekawsze dalej też tworzy. Jak sam Christopher przyznał, nie wydali nowej płyty, wiec grali same stare kawałki, natomiast pracują ostro nad nową rock operą, oraz nad DVD, które ujrzy światło dziennie już niebawem. Koncert rozpoczął się przebojem, powstaniem Sodomy i Gomory, później była reszta Vovinu, zagrali płytę w całości. W samym środku setlisty zaczęło trochę wiać nudą, gdyż odgrzebywali kawałki mało znane, oraz jako ciekawostka zagrali utwór, który ma się pojawić na szesnastym studyjnym dziele - "Who's your god", który pojawił sie w secie operowym. "Sirius" został mało dopieszczony, gdyż nie pojawiło się z niego nic.Pod koniec rzeczywiście poszli w nowsze utwory, których ludzie nie znali, ale tuż przed zejściem ze sceny pojawił się "Asgard", który po sekundzie przerwy przeszedł we flagowy "Invocation to Naamah", a potem w "To mega therion". Następnie zeszli ze sceny, wywołani przez fanów na bis zagrali delikatną "Lemurię". Później mimo nawoływań nie wyszli po raz drugi. Na scenie pojawiło się siedem osób. Chistopher we wspaniałym steampunkowym przebraniu, kapeluszu i okularach, Christian, który ostatnie takty Lemurii zagrał zębami na gitarze, to było szalone, oraz Linnea [pani współpracowała z Kamelotem kiedyś] ubrała wspaniałą suknię, bez ramion, czarny gorsem, który bez przerwy podciągał do góry, bo jej zjeżdżał, doskonale kontrastował z dołem sukni, który był biały tiulowy i długi aż do ziemi. Smuci jedynie brak "O Fortuna", który jakby się wydawało jest grany na każdym koncercie, no ale za to dostałem dawkę największych hitów, z ich najlepszych płyt, także nie narzekam, a jestem wręcz oczarowany, tym epickim przepychem. Po koncercie udało mi się zdobyć podpis Thomasa na bilecie. Zadowolony, niesamowite przeżycie, ale najlepsza chyba jednak Arkona.

czwartek, 12 września 2013

Schyłek

 I co zostanie po nas?
Czy mury zapamiętają nasz chłodny cień
Czy beton spamięta ciężar naszych nóg
Czy słońce zapamięta nasz kolor włosów

 Co po nas
czy inni będą pamiętać, ze ten ów
był, żył, istniał

czy łyżka zapamięta ciepło warg
czy łóżko zatrzyma nasze ciepło
czy rośliny spamiętają przyjazny dotyk
deszcz spływający do rzeki
czy spamięta nasz kształt
smak słonej skóry
czy zostaną po nas listy
ulubione kamienie, zasuszone liście
kasztany z biurka
pamiętające ową jesień

czy zostanie po nas ślad inny
niż chłodny marmur
bądź zwykła chłodna urna
klucze od domu porzucone
zostawione następnym włascicielom
czy spamiętają wilgoć dłoni

marzenia, smutek i wiara
pozostaną po nas na wieczność
bawełna otulająca ciało
w chłodny poranek
lampa rozpraszająca mrok
zapamięta istotę tak kruchą
która ją pozostawi

pozostawić, tego się nie robi
nie wypada
i tak czeka każdego

niedziela, 1 września 2013

Dym

Szczęście, jak dym ucieka z człowieka
Delikatnie powoli
Niezauważenie

Kotłuje sie w kłębach
i znika

Pozostawiając gorzki smak rozpaczy na języku
i w myślach

W lesie powykręcanych myśli
zniszczonych
niegdysiejszym szczęściem
dojrzewa nadzieja
 świetliście czerwonym zpachem
gnije, umiera
i z dymem odchodzi

Zaznać szczęścia raz w życiu
da się żyć dalej?
nigdy już nie czując tych ramion?
nie przeczesać palcami tych włosów?
zniszczony i opuszczony

W końcu sam dym odbija się
kwasem treści
i wyżera nową tkankę

Po szczęsiu nadchodzi nieszczęście
gorsze niż wcześniejsze czekanie

nigdy
nie zakochać się znów

czwartek, 21 lutego 2013

Ukochany

Zabiłbym dla Ciebie
Umarłbym dla Ciebie
Ukradłbym dla Ciebie

Czując smak krwi
Umierając co chwila
Ocierając oczy z łez

Zabiłbym dla Ciebie

Mała fiolka z trucizną
W moich żyłach
Adrenalina buzuje

Umarłbym dla Ciebie

Twe oczy niewzruszone
Daleko jesteś, choć serce pękło
Zrobię to, bo Ciebie brakło
Przy moim boku

Zabiłbym dla Ciebie

...siebie

Kilka słów skleconych pod ciężarem swoich doświadczeń, oraz tekstu Garbage #1 Crush, jako ścieżki dźwiękowej do filmu Romeo i Julia.

piątek, 8 lutego 2013

Nieprzydatny

Ogrom istoty
Jej brzegi i kraniec
Bledną w oddali
Wnętrze krwistoczerwone
Ogniem
Pluszem dywanów wypełnione

Rozciąga swe macki
Jak tylko może
By miodem polać rany
By słodyczą zetrzeć ból

Tak dobry
Lecz jak jałowy
Utarg z chwili
Zużyty
Oddany

Gdzieś na krawędzi
Odłożony na później
I nieważny ten miód i plusz
Jest gdzieś tam
Nieprzydatny

W ogrodzie bólu
Na cmentarzu nienawiści

poniedziałek, 4 lutego 2013

Utracony Czarodziej

Za pięć piętnasta
Już po wszystkim
Nasienie w sercu przebija skorupę
Ogrzewane ciepłem twej piersi

Mróz zdobi szyby
My wtuleni
Nadzy
Obdarci ze słów
Czynów dopiero początek

Nasienie ogień rozpala,
Te dwa dni, w mrozie
I próżni
Wyjęci spod świata
Pozostawieni dla siebie

Cudowny słodki czas
Rozkosz nadziei,
Umierające czarne słońce
By po siódmy raz wzejść od nowa, za parę chwil
Parę chwil poprzedzonych łzami radości

Wiwat samotności!
Zniknęłaś?
Cofnęła się by nabrać rozpędu.
Nasienie kalekie
Co dalej?

czwartek, 17 stycznia 2013

Parę słów na nowy rok

Parę słów naskrobać na początek nowego roku. Choć już jest połowa stycznia. Skrobałem słowa, ale w innej pracy. Nic ciekawego się w muzycznym światku nie dzieje. Czekam na premiery. Już za parę dni obiecujące Cult of Luna, ponoć dobry materiał zrobili. Ciekawe czy przewyższą doskonałosć Neurosis. Z podobnych choć trochę klimatów, prog rockowych polski Riverside się zapowiedział. Mimo, że początkowo sceptyczny w końcu do mnie dotarli, a jak już dotarli to zagościli na dłużej, dobra i porządna polska kapela, która ma zdecydowanie więcej fanów za granicą kraju. Zwłaszcza tych pośród fanów Porcupine Tree.

Trzecią nowością tego roku jest Otep. Pani się w ogóle nie zapowiadała, a tu nagle płyta, Poprzednia wydana zaledwie półtorej roku temu, była dobra, ostra i emocjonalna, tak jak lubię. Teraz nie spodziewam się niczego innego, tylko hałasu i agresji od pierwszych dźwięków, z lekką nutką kobiecości, chociaż to niewymagane.

Prosto z piekła przybywa nowa płyta Helloween, dosyć to dziwne, że wydają ją w styczniu a nie 30 października jak zawsze, widocznie mieli jakąś obsuwę. Jaka płyta jest - jeszcze mi nie wiadomo, póki co widziałem teledysk. Muzycznie - mozolny i dla mnie mało ciekawy - power metal, nic nowego. Wizualnie - połączyli pogańskie święto halloween z Aztekami, czy też Majami, całość ma być nawiązaniem do niedawnego końca świata. Pomysł, jak pomysł, mnie to nie bierze przepraszam.

Z nowości końcowo-rocznych - Abney Park wydało świąteczna płytę z kolędami - no cóż ciekawostka. To już ich druga taka w dyskografii.Ale są jaja, w maju 2013 zawitają do Europy i to nie jak zwykle do Londynu, tylko aż na daleki wschód - do Niemiec. Dostali zaproszenie na Wave Gottik Treffen do Lipska, trochę ubolewam, że mnie tam nie będzie. Kapela na pewno jest wyjątkowa, może nie gra muzyki, która mnie podnieca, ale jest przyjemna dla ucha. Z chęcia bym ich zobaczył, zwłaszcza, że oni są z Kanady i ciężko jest im dupska ruszyć do Europy, ale jest jeszcze nadzieja - może Castle Party isę nimi zainteresuje, byłoby miło.

czwartek, 3 stycznia 2013

Chwała i łaska 2012

Podsumowanie roku na podstawie Top Ten każdego tygodnia. 256 wykonawców., łącznie z poprzednimi latami 481. W 2012 roku odsłuchałem około 36.000 utworów.

Kapele nienotowane w 2012: Bloodbath, notowany co rok podobnie Sweet Noise, Ozzy Osbourne, było top ten w 2010. Limp Bizkit.

Kapele notowane w 2012, ale poza top 50: Vader [ponad 1000 odtworzeń], Iron Maiden - podobnie, Apocalyptica - 164 pozycja, Metallica - 113 w sumie ponad 1000. Coma - 107. Disturbed - 84. O.n.a., Delight, Opeth. Artrosis - rok wcześniej wysoko. Stone Sour, a wydali taką porządną płytę - 61. Godsmack. Slipknot. Behemoth - kiedyś podium, a dziś 54.

Od miejsca 50: Isis - w górę. 49. Tarja - powrót po roku. 48. Hunter w górę. P.o.d. - powrót. Cocteu Twins - nowość. AC/DC - powrót, Unsun - w górę. Epica - powrót po dwóch latach. Children of Bodom - spadek.The Cuts - nowość. Three Days Grace - w górę. Abney Park - nowość. Rammstein - w dół. Gojira - nowość. The Smashing Pumkpkins - powrót i w górę. Placebo - w górę. Skunk Anansie - w górę.The Offspring - powrót. Dead Can Dance/Evanescence  -. Pierwsi wydali bardzo dobrą płytę, przez co poszli w górę i w ogóle zaistnieli w tym zestawieniu. Drudzy spadli z top ten, no ale cóż nie wydali w ubiegłym roku nic. Ale mimo to są jedną z moich ulubionych kapel. Wystarczyło mieć 273 odtworzeń by dostać się do top 30.

30. Sirenia [273] - spadek. W ubiegłym roku wydali bardzo słabą płytę, ale lubię do nich wracać. Moja ulubiona pop gotycko metalowa kapela. No i ten genialny album z 2007.

29. Desdemona [296] - w górę. Powrócili po latach. Wydali bardzo dobrą płytę, bardzo dziwną i radosną, mało gotycką, bardziej industrialną, czy tez elektroniczą, przepełnioną pozytywna energią. Jedna z lepszych polskich płyt 2012.

28. Maria Peszek [277] - Nowość! Najwyżej notowana nowość w tym roku!. Wydała brawurową i bezkompromisową płytę. Jak to pisało w wywiadach dla skurwiałych popierdoleńców i chyba w pełni się wpisuję w ten elektorat. Duża konkurencja dla Desdemony jeśli chodzi o najlepszą polska płytę ubiegłego roku.

27. System of a Dwon [278] - oczko w górę. Dziwi mnie, że tu są wszak nic nie wydaja od 2005 roku, ale lubię ich i to bardzo, stąd ta stabilizacja. Ciekawe czy gdyby coś wydali to czy mogliby powalczyć o podium?

26. Arcana [286] - w górę. Wydali bardzo fajną płytę, graja w tym samym gatunku co DCD, ale do mnie dotarli bardziej. Bardziej przemawia do mnie ich granie niż Lisy, acz w ogóle, ja i mój mainstreamowy gust, że takiej muzyki słucham to aż dziwne. Ambient jest trudno przyswajalny.

24. The Birthday Massacre [305] - w górę. Pojawiła się nowa płyta, której nawet słuchałem, ale nie powiem, żebym uklęknął, po prostu ich słuchałem i dobrze mi wtedy było.

24. Garbage [305] - w dół. W sumie dziwne. W ubiegłym roku nic, a w tym nowa płyta, ale ten nowy album poza tym, ze jest dobry to nic więcej. Nie ma tutaj hiciorów, które bym słuchał w kółko, tak jak z poprzednich płyt. 

23. Nile [313] - w góre. Bogowie death metalu powrócili i jak zwykle nie zawiedli. Dobra płyta, porządne łojenie, tak jak lubię. Zresztą, każda ich płyta taka jest, przyzwyczaili do wysokiej jakości, i juz nie dziwią.

22. Therion [318] - w górę. Głównie retrospekcja. Nowa płyta jest, ale to nie to. Poeksperymentowali za bardzo jak dla mnie, stworzyli piękną, lekką i romantyczna płytę, owszem jest piękna, ale mnie takie granie średnio bierze, bardziej się skupiałem na tym co lubię, oraz zrobiłem przegląd dyskografii.

21. Delain [326] - w górę. Powrót, z trzecim albumem. Co zaskakujące, może album się niczym nie różni od poprzednich dokonań, może jest trochę bardziej dojrzały, ale spodobał mi się nad wyraz. Nie spodziewałem się, że mogą aż tak do mnie przemówić, i to zespół, który uważałem za jakiś tam, a nie ważny dla mnie.

20. Exilia [336] - w górę. Włosi powrócili i jak zwykle łoją w swoim stylu i zasłuchałem się. Może to i piękne nie jest, może to i takie pospolite, ale fajne, dobry hałas robią, szczególnie ta zachrypnięta wokalistka.

19. Slayer [338] - w górę. Nic nie zrobili, ale spędziliśmy wspólnie święta i dobrze się bawiliśmy. Tak myślę, że właśnie stąd ta wysoka lokata.

18. My Dying Bride [355] - w górę. Jak w każdym roku były momenty radosne jak i smutne. Ilość zasłuchania w tą kapelę świadczy o poziomie smutku. A do tego można dodać bardzo smutną i juz klasyczną płytę w ich wykonaniu. Ostatnio same takie się pojawiają, chociaż przedostatniej nie przeskoczyli moim zdaniem.

17. Hetane [357] - w górę. Byłem na ich dwóch koncertach. Wysoko, gdyż przed każdym się przygotowywałem, a poza tym lubię takie chore dźwięki. Czekam na nowy album, który już w tym roku. I kto wie, może się przebija do top ten...

16. Cradle of Filth [362] - w górę. Kredki powróciły w nową płytą. Już mnie symfoniczną, duzo bardziej blakową i ciężką.i dobrze im z tym. Moze mało z tej płyty pamiętam, ale na pewno zrobiłem przegląd nimfetaminy i innych.

15. Lacuna Coil [374] - w górę. Nowa płyta, z początku roku, to im trochę pomogło. Płyta dobra, na pewno też słuchałem starszych rzeczy. Ogólnie to lubie ich posłuchać.

14. Papa Roach [420] - w górę. Komentarz jak wyżej. Doskonała muzyka jako tło. Niech się tłucze gdzieś tam cokolwiek jak coś robię na kompie. Też wydali nowy album, słuchałem go, ale nic z niego nie pamiętam. Zapewne przesłuchałem go kilkanaście razy. Nieważne. Oni swoje już zrobili. Uciekam z mordercą.

13. Tiamat [423] - w górę. Oni swoje już zrobili. Nie dało się nagrać bardziej smutne płyty niż Amanethes. Ale mimo to zrobili porządny album, który jest miło posłuchać. Zresztą jak sam wokalista mówi, oni już maja dokonania, teraz tworzą dla siebie i maja gdzieś co ktokolwiek o nich sądzi i dobrze, też tak sądzę. Oby więcej takich płyt, jak przerażeni ludzie.

12. Linki Park [426] - w górę. Jak dla mnie porażka roku. Płyta nowa w ogóle nie dotarła, to juz nie jest to LP, które kochałem będąc gimbusem. Teraz poszli w stronę Muse i krzyzyk na drogę, ja i tak słucham głównie dwóch pierwszych płyt.

11. Moonlight [451] - w górę. Rok temu mnie męczyło słuchanie wokalu Majki. A w tym zatęskniłem. Zespół, który nie istnieje, potrafi wciąż mnie zauroczyć, potrafię do niego wracać, tak isę powinno tworzyć prawdziwą muzykę. I przyznam szczerze, że jeśliby sie wskrzesili to jestem pierwszy na koncercie pod sceną.

10. Within Temptation [479] - w dół. Rok temu była podobna liczba, z tym, że na początku była jeszcze jedynka. W tym nie wydali niczego, to jest raczej echo roku ubiegłego. Ale i tak w porządnym stylu wylądowali. Właśnie teraz pojawiła się płytka z coverami, ale ona juz będzie zakwalifikowana do 2013.

9. The Gathering [489] - w górę. Powrót, piękny i wysoki. Urzekli nowym albumem. Nie spodziewałem się, że z nową wokalistką potrafią stworzyć coś tak pięknego. A poza tym, przypatrzyłem się bliżej ich dyskografii, stąd ta lokata.Poczytałem wywiady. Piękne granie.

8. Deftones [506] - w dół. Wydali płytę, po cichu liczyłem na top 3, ale dobre i top 8. Na prawdę piękna emocjonalna muzyka. Skrajnie emocjonalna, to ten zespół, którym się potrafię zachwycać, może nie w każdym momencie, ale co najmniej raz w roku muszę, po prostu muszę ich słuchać do upadłego. Kiedyś ich nie lubiłem, a teraz stali się jedną z wazniejszych kapel w moim życiu.

7. Closterkeller [523] - w dół. Rok temu był podium.Rok temu wydali płytę. W tym roku było kilka koncertów, dokładnie to aż cztery, i do każdego się musiałem przygotować, aż w końcu to mi się znudzili i przejedli. Jak będą koncerty w przyszłym roku to owszem pójde, jak będzie nowa płyta to posłucham, ale mój szał na Clsotera opadł, potrzebuje postu, z chęcia wypełnię dziurę po nich Deftones, albo Neurosis, którego mi brakuje w tym zestawieniu [115 miejsce, mimo nowej płyty].

6. Marilyn Manson [534] - w górę. Nowa płyta, na początek roku, ale i tak czuję po nim niedosyt, słuchałbym więcej i więcej. Trochę mnie to dziwi, bo wiele osób mówi, że sie wypalił, a u mnie szaleństwo.

5. Paradise Lost [555] - w górę. To jest niespodzianka. Owszem słuchałem ich. Owszem wydali nową płytę, która mi się podoba, ale nigdy by mi nie przeszło przez myśl, że oni będą otwierać pierwszą piątkę. Jeszcze nigdy nie byli w top ten. To ich najwyższa pozycja w ogóle. Ale, oby więcej takich płyt, jak ostatnia.

4. Nightwish [630] - w dół. Wydali płytę w grudniu, przez co ich odtworzenia rozłożyły się na dwa lata, rok temu było ponad 900, a w tym roku reszta. No i, mimo gorszego wyniku w tym roku, są wyżej, Te 900 dało im rok temu 5 miejsce, a w tym czwarte. Widać w tym roku jest inny rozkład odtworzeń. A co do samej płyty, to nie wiem czy ja aż tak bardzo jej słuchałem na pewno przebijałem się przez całą dyskografie i to chyba nawet ze dwa razy.

3. Moonspell [665] - w górę. Pierwszy raz tak wysoko. Wydali dwupłytówkę, a po drugie dyskografia cała raz, no i faza po jednym z koncertów, na którym puszczano ich namiętnie, przeplatając z tiamatem. Ale lubię i szanuję i bardzo lubię słuchać. To jest jeden z tych wybitnych metalowych zespołów.

2. Katatonia [805] - w górę. To chyba nikogo nie dziwi. Moja druga ukochana kapela. Powróciła po dwóch latach na pudło. Wydali płytę, bardzo ciekawą, a poza tym, zagłębiałem się w początkowe ich dokonania, i to chyba nie raz. To najwyższa lokata jaką mogli osiągnąć.

1. KoRN [1482] - w dół. To chyba nikogo nie dziwi. Od pięciu lat wciąż na pierwszym miejscu. Ulubiony zespół. W tym roku byłem wreszcie na koncercie, spełniło się moje marzenie.A poza tym - Znowu KoRN!


wtorek, 1 stycznia 2013

Nie mam marzeń

Pora na podsumowanie roku. Teraz to bardziej osobiste. Muzyczne będą w innych postach. Starałem się nie wywnętrzać w postach na blogu, ograniczę się do tego minimum.
Styczeń - Pierwszy i najbardziej zawirowany miesiąc ubiegłego roku. Wszedłem w ten rok będąc z kimś, lecz w pierwszych chwilach nowego roku wszystko się zawaliło. Sam chciałem odejść, albo zostałem odrzucony - obie wersje są prawidłowe. Ktoś znacznie wcześniejszy również dał o sobie znać, też namieszał. Pojawiła się trzecia osoba - w sumie pod koniec roku wcześniejszego, wszystko zmierzało w dobrym kierunku, ale pod koniec miesiąca wyszło szydło z worka.. Pamiętam również, że przez jakieś 3 tygodnie nie mogłem się zdecydować, zaaferowany dwoma osobami, czy w pewnym momencie nawet trzema. Można kochać dwie osoby jednocześnie? Można. W połowie stycznia poznałem jeszcze kogoś, ale nie brałem tego tak na prawdę serio. Dopiero jak dostałem trzeci raz po dupie, nie miałem już nic do stracenia. Dodam jeszcze, że pierwszy raz byłem na rockotece i widziałem jak cała sala metali tańczy do dubstepu.
Luty - Pierwszy wekend lutego. Wciąż miotany wewnętrznie między tym co czuję, a powinienem, czy chcę - spotkałem się z kimś. Nie wierzę w zakochanie się od pierwszego wejrzenia i tak też nie było, zakochanie przyszło "dopiero" po kilku godzinach. Spędziłem najcudowniejszy wekend tego roku, czy może nawet życia. Mimo chłodu, było wówczas minus 20 stopni. Wszystko się skończyło w poniedziałek, wróciłem do domu i płakałem. Byłem szczęśliwy - przez moment, a potem moje szczęście odjechało pociągiem. Początkowo z tym walczyłem, lecz przegrałem, zakochałem się, ujęty tą opiekuńczością, tą radością i miłością jaką zostałem obdarzony, nie umiałem z tym walczyć. Parę dni po tym, okazało się, że zostałem oszukany, znów. Czy serce potrafi znieść tyle razów? Nie wiedząc co robić, postanowiłem walczyć, głupio, przeraźliwie głupio. Spędziłem, po raz pierwszy w życiu = Walentynki, moje pierwsze znienawidzone święto. Pojechałem tam i spędziłem znów cudowne chwile. Chociaż sam pomysł jazdy daleko w nieznane - jadąc, sam o sobie myślałem - "pojebało mnie". Gdzieś w tym całym amoku była sesja na mojej uczelni, zaliczyłem wszystko w pierwszym terminie, nie wiem kiedy, ani jak.
Marzec - Pierwszy wekend, pojechałem Tam. Znów, drugi raz, tym razem oficjalnie. Znowu było cudownie. Nawet poszliśmy razem na koncert. Pozwiedzałem zupełnie obce sobie miasto, bawiłem się świetnie. W połowie marca byłem jeszcze na koncercie Closterkellera w Chorzowie, tutaj razem z kumpelą, fajnie było, picie taniego wina, jedzenie kotów w ciemnym lesie z całą ekipą. Kolejne niezapomniane przeżycie. Pod koniec miesiąca znów pojechałem tam, stęskniłem się. Mimo, że mieliśmy się widzieć w kwietniu.
Kwiecień - Ze swoim szczęściem pojechałem na koncert, oraz, żeby zobaczyć swoją kumpelę, którą znam tylko z internetu. Wyprawa początkowo była fajna, przepełniała mnie pozytywna energia i radość, mimo, że dupa porządnie mi tam zmarzła. Mój "związek" się tam posypał, źle to wspominam, znów dostałem po dupie od życia. Bez sensu, postanowiłem to zakończyć - nie wyszło. To co się działo w środku, przytłumiło mnie, także mało co już z tego wszystkiego pamiętam. Okropny wekend. Co się już działo w kwietniu nie pamiętam. Jeszcze wiem, że byłem na koncercie u siebie, ale była zła atmosfera, gdyż się z kimś pokłóciłem, obecnie mam na to wyłożone, ale wtedy było mi smutno. Najgorsze było to, że racja nie była po mojej stronie.
Maj - Wekend majowy zaczął się od tego, że to szczęście przyjechało do mnie. Ja oprowadzałem po swoim mieście, mieliśmy dla siebie tylko jeden dzień. W połowie maja nadarzyła się okazja, no i kolejny koncert, mile wspominany, że ja pojechałem tam. Fruwałem nad ziemią ze szczęścia. Juvenalia w tym roku mi nie wyszły, miała być wyprawy, brakło środków.
Czerwiec - Jedna wyprawa tam, na pół dnia. A tak to głównie sesja i uganianie się ze swoja grupą, były nawet tarcia. Śmierć w rodzinie.
Lipiec - w pierwszym tygodniu, problemy z łącznością ze szczęściem, a co dalej? Nie wiem, w zasadzie to nie pamiętam co ja wtedy robiłem. Szukałem pracy - ale nic mi z tego nie wyszło, co chwilę zaliczałem porażki.
Sierpień, przez pierwsze pół miesiąca - nic. 15 sierpnia spełniło się moje marzenie, dzięki mojej połówce, zobaczyłem na żywo po raz pierwszy miłość mojego życia i jestem za to niesamowicie wdzięczny. Później pojechałem na wakacje, niestety nie tak jak chciałem. Ale nawet mimo to było fajnie.
Wrzesień - jeśli chodzi o związek zaczęło się sypać. Ba, zaczęło się sypać moje zdrowie, dostałem porządnie po dupie, i po portfelu. Z tego nie będę się spowiadał, ale ból i tylko ból. Pod koniec września, rozstałem się, wytrzymałem jeden dzień, a potem wróciłem do tego wszystkiego.Z innych rzeczy - ślub, w sumie pierwszy na jakim byłem, no, może drugi.
Październik - początek szkoły, znów. Środki finansowe porządnie odchudzone, zaczęło być ciężko. A z pracą - nic. Chyba się do tego nie nadaję. A jeszcze 19 października wywiązała się pewna kłótnia, która znów mnie oddaliła. 6 października całkiem fajny koncert był, i to prawie za darmo.
Listopad - koncert Closterkeller - tym razem jeden, później jeszcze Hetane - epidemia szczęścia. Dwa dni później dostaję po dupie od życia, nagle się znajduje "życzliwy" i niszczy mój i tak rozpadający się związek. O dziwo, zamiast się rozpaść, wszystko się naprawia - powiedzmy. Moje szczęście do mnie przyjeżdża, cudowny dzień, nie widzieliśmy się 3 miesiące. A ja jestem rozbity. Na pół. Kocham i ...nienawidzę. Chcę odejść i zostać jednocześnie. Póki co podejmuję decyzję, że daje szansę. Ale po dwu tygodniach jadę ja - Tam. Jest słabo, może poza odkryciem fajnej knajpki z naleśnikami. Zdołowany i rozbity wracam do domu i trwam w tym stanie. Nie wiem co robić, ciągnąć to dalej, czy zakończyć? Ciągnę.
Grudzień - pracy nie znalazłem, obowiązki szkolne mi średnio idą. Święta jak zwykle w podłym nastroju. Pisanie też kiepsko idzie. A związek, hm w ostatni dzień roku była okazja na powtórzenie sylwka z roku ubiegłego, niestety w tym samym składzie. Nie byłem zainteresowany, interesuje mnie nowy skład.
Z takich wniosków jakie ten rok dla mnie przyniósł. Miałem kiedyś marzenia, dosyć konkretne. Albo powiem, chciałem być z kimś, czuć bliskość i radość z tego, myślałem, że to mi da szczęście. Moje marzenie się spełniło, przez cały rok status mojego związku to zajęty. Poświeciłem się jednej osobie, jak nigdy wcześniej. Problem pojawił się w tym momencie taki, że nie jestem szczęśliwy, mam wszystko co chciałem, a nic się nie zmieniło. Nie. Zmieniło się jedno. Wtedy miałem marzenia, byłem idealistą, jeśli chodzi o związki, teraz dostałem parę razy po dupie, jestem w związku, a marzeń już nie mam. Ziściły się, nie dając szczęścia. Sam siebie zawiodłem, sam siebie oszukałem. Nie mam już celu, nie wiem co dalej - życie chwilą? Carpe diem? Co za bezsens.
9 koncertów tego roku. 11 wyjazdów. 6 obcych lokalizacji pozamiejskich. 23 książki przeczytane. 90 płyt nowych poznanych. 36.000 odsłuchanych utworów. 100 obejrzanych filmów.

piątek, 28 grudnia 2012

Przeboje 2012 - teil 2

11.  [12] Afromental - Rock&Rollin' Love. Z ciekawości sięgnąłem po całą płytę. Nie było tam nic ciekawego, poza tym kawałkiem, który znam z jakiegoś rmf'a, przy kupowaniu ziemniaków go usłyszałem i jakoś ten fragment sobie zostawiłem na dłużej.


12. [11] Jula - Nie zatrzymasz mnie. Komentarz podobny co do Eweliny Lisowskiej. Moje Wakacje 2012. Siedziałem sam w pokoju i nie było nic innego tylko rmf maxxx. A tam w kółko albo jedna, albo druga. W końcu zacząłem je mylić. Wiem, że Jula miała też inne i większe przeboje, ale akurat wtedy był lansowany ten i ten zapadł mi w pamięć. Chociaż co do jakości to oczywiście bym dywagował.

13. [10, 4, 7] P!nk - Slut like you, Try, Blow Me. Powróciła z nową płytą, która zawojowała listy przebojów. Mnie najbardziej podoba się ten rockowy kawałek. Całą płytę przesłuchałem parę razy, ale niestety nie moja bajka, a słuchanie singli to zupełnie co innego.Te kawałki są fajne.

14. [8, 6] Katy Perry - Part of Me, Wide Awake. Pani wydala reedycję swojej drugiej płyty, najpierw jedną, a potem drugą. Kazda lansowała inny przebój.Nic dziwnego, że oby dwa załapałem, jak się jest maszynką do tworzenia hiciorów. Jak się zdetronizowało samego Mickaela Jacksona.

15. [7, 2] Maroon 5 - Payphone, One More Night. Spodziewałem się czegoś takiego jak było z Kryśką, a przede wszystkim spodziewałem się tego przeboju, ale nie dali na swója album, ona też nie dała. Niech sobie krąży osobno, a i dla nich jak i dla niech Moves like Jagger był hitem i to dużo mocniejszym niż te dwa.

16. [7] Artur Andrus - Glanki i pacyfki. Przebój z radiowej trójki. Polecony przez moją połówkę. Genialny groteskowy tekst i kabaretowy klimat utworu wywindował go u mnie wysoko.
 
17. [6] Enej - Skrzydlate ręce. Była wiosna, jakieś toptrendy, albo coś takiego, zgarnęli tam chyba nagrodę, a potem w kółko byli w rozgłośniach radiowych, lansowali singla bez płyty jeszcze i tak słabo, bo teraz płyta się chyba nie sprzedaje, a drugi singiel troszkę zawiódł. Ale co tam, ten kawałek jest ok.

18.  [5] Kelly Clarkson - Stronger. Kawałek, który chodził za mną bardzo długo, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby posłuchać. W końcu słucham i się podoba. Zresztą to Kelly Clarkson, ona ma takie przeboje, które wchodzą.

19. [4] Christina Aguilera - Your Body. Chce twoje ciało dzisiejszej nocy. Piosenka gloryfikujace hedonizm, a i teledysk także. Właśnie ta płytkość mnie porwała. Nie wiem jaka jest cała płyta, jeszcze nie słuchałem. Ale wiem, że Kryśka ma problemy z utrzymanie swoich słuchaczy, i ze zwabieniem nowych, inne wokalistki ja wygryzły.

20. [3] Rihanna - Diamonds. Niewiarygodne jak szybko ona te płyty wydaje, przez było tal that talk, a tu już nowa płyta. Niestety ten singiel jest okropny, zdarzały jej się lepsze i to dużo, ale mimo to, nawet go czasem posłucham.

21. [3] iamwhoiam - in due order. Kilka razy natknąłem się na ten klip, a że kawałek z przytupem to szybko mnie opętał.