poniedziałek, 31 grudnia 2012

Bajki, niebajki... cz.1


- Tato, opowiedz mi bajkę – ciszę w pokoju przerwał donośny okrzyk, małej ognistowłosej dziewczynki z niezdrowo błyszczącymi, wielkimi oczami – Obiecałeś bajkę jak tylko zajdzie słońce – krzyczała mała wskazując na znikającą za horyzontem łunę.
Ojciec Henrietty, dorodnej postury Succub, spojrzał tylko w dół na podskakującą u jego stóp małą istotkę. Szybko zdusił w myślach chęć zrobienia z nią tego samego co z pozostałymi dziećmi.
- Tamte miały za matki porządne demonice i inne, niższe pomioty piekieł, więc nawet nie zauważyły braku małych – tłumaczył sobie w myślach, starając się opanować mordercze instynkty – Jej matka urządzi mi niebo na ziemi jeżeli coś jej się stanie. Nie, za bardzo lubię swój ogon – pomyślał Succub ostrożnie zerkając czy wymieniony organ wciąż jest na miejscu.
- Bajka, bajka, bajka… - coraz głośniej dobiegało z poziomu podłogi. Głos bardziej irytujący niż chóry anielskie przez wschodem słońca stawał się coraz bardziej donośny i natarczywy.

Nawet nie spostrzegł się, kiedy jego zaopatrzona w 12 centymetrowe, ostre jak brzytwa szpony, lewa ręka wytrysnęła w dół, schwyciła małą za koronkową bluzeczkę pod szyją i podniosła na wysokość oczu.
- Jedno kłapniecie i będzie cicho – pomyślał Harold
- Khm, khm – rozległo się za plecami Succuba. Nikt tak nie chrząkał jak Ona.

Amanda.

Wszelkie mordercze zamiary uleciały z głowy demona jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W ich miejsce w głowie pojawiła się cała seria mrocznych scenariuszy. Instynkt samozachowawczy kazał uciekać, ale ani nogi, ani skrzydła nic sobie nie robiły z rozpaczliwych poleceń – UCIEKAJ, UCIEKAJ, UCIEKAJ…

W drzwiach, jakby od niechcenia oparta o framugę stała drobna, ścięta na krótko, rudowłosa kobieta. Ubrana w nieskazitelnie białą bluzkę z delikatnym dekoltem oraz ciemnozielone spodnie wyglądała niezwykle niewinnie. Obrazu dopełniały rozsiane po całej twarzy drobne, złociste piegi.
- Khm, khm – tym razem zabrzmiało mniej złowróżbnie, chociaż dołączyło do niego ledwo dostrzegalne tupanie prawą nogą o granitową posadzkę.
Harold postawił dziewczynkę na podłodze. Ta, jakby nic się nie stało ponownie uruchomiła syrenę, wobec czego cały pokój wypełnił jazgot:
- Bajka, bajka, bajka…
- Cichutko Hen, tatuś zaraz opowie Tobie bajeczkę – bardzo cicho powiedziała Amanda
Chcący zaprotestować Harold został uciszony gestem uniesionej delikatnie dłoni.
- Przecież tatuś nie okłamie swojej córeczki, skoro obiecał, bajkę jak tylko zajdzie słońce, to opowie – podjęła cicho – PRAWDA? – ostatnie słowo miało wagę i siłę zdolną kruszyć mury, a spojrzenie byłoby godne Gorgony (gdyby te jeszcze żyły).
- Ale ja nie… - zaczął niepewnie Succub
- Obiecałeś – rozległo się piskliwie z dołu.
- A więc wszystko ustalone. SIADAJ, a ty kochana wskakuj tatusiowi na kolanka i grzecznie słuchaj. Ja niedługo wracam – mówiąc to, pogłaskała dziewczynkę po główce, ucałowała delikatnie chropowaty policzek siedzącego potulnie demona i skierowała się ku wyjściu.
- Ale ja nie umiem opowiadać bajek – podjął ostatnią próbę obrony Harold- nie wiem co mam mówić…
- Trzeba się było nie zobowiązywać – rozległo się od strony drzwi.
- Ale ja się nie zobowiązywałem – przy ostatnich słowach głos był niepokojąco drąży…
W odpowiedzi rozległ się odgłos zamykanych od zewnątrz drzwi do komnaty.
Zostali sami.