- Tato, opowiedz mi bajkę – ciszę
w pokoju przerwał donośny okrzyk, małej ognistowłosej dziewczynki z niezdrowo
błyszczącymi, wielkimi oczami – Obiecałeś bajkę jak tylko zajdzie słońce –
krzyczała mała wskazując na znikającą za horyzontem łunę.
Ojciec Henrietty, dorodnej
postury Succub, spojrzał tylko w dół na podskakującą u jego stóp małą istotkę.
Szybko zdusił w myślach chęć zrobienia z nią tego samego co z pozostałymi
dziećmi.
- Tamte miały za matki porządne
demonice i inne, niższe pomioty piekieł, więc nawet nie zauważyły braku małych
– tłumaczył sobie w myślach, starając się opanować mordercze instynkty – Jej
matka urządzi mi niebo na ziemi jeżeli coś jej się stanie. Nie, za bardzo lubię
swój ogon – pomyślał Succub ostrożnie zerkając czy wymieniony organ wciąż jest
na miejscu.
- Bajka, bajka, bajka… - coraz
głośniej dobiegało z poziomu podłogi. Głos bardziej irytujący niż chóry
anielskie przez wschodem słońca stawał się coraz bardziej donośny i natarczywy.
Nawet nie spostrzegł się, kiedy
jego zaopatrzona w 12 centymetrowe, ostre jak brzytwa szpony, lewa ręka
wytrysnęła w dół, schwyciła małą za koronkową bluzeczkę pod szyją i podniosła
na wysokość oczu.
- Jedno kłapniecie i będzie cicho
– pomyślał Harold
- Khm, khm – rozległo się za
plecami Succuba. Nikt tak nie chrząkał jak Ona.
Amanda.
Wszelkie mordercze zamiary
uleciały z głowy demona jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W ich
miejsce w głowie pojawiła się cała seria mrocznych scenariuszy. Instynkt
samozachowawczy kazał uciekać, ale ani nogi, ani skrzydła nic sobie nie robiły
z rozpaczliwych poleceń – UCIEKAJ, UCIEKAJ, UCIEKAJ…
W drzwiach, jakby od niechcenia
oparta o framugę stała drobna, ścięta na krótko, rudowłosa kobieta. Ubrana w
nieskazitelnie białą bluzkę z delikatnym dekoltem oraz ciemnozielone spodnie
wyglądała niezwykle niewinnie. Obrazu dopełniały rozsiane po całej twarzy
drobne, złociste piegi.
- Khm, khm – tym razem zabrzmiało
mniej złowróżbnie, chociaż dołączyło do niego ledwo dostrzegalne tupanie prawą
nogą o granitową posadzkę.
Harold postawił dziewczynkę na
podłodze. Ta, jakby nic się nie stało ponownie uruchomiła syrenę, wobec czego
cały pokój wypełnił jazgot:
- Bajka, bajka, bajka…
- Cichutko Hen, tatuś zaraz
opowie Tobie bajeczkę – bardzo cicho powiedziała Amanda
Chcący zaprotestować Harold
został uciszony gestem uniesionej delikatnie dłoni.
- Przecież tatuś nie okłamie
swojej córeczki, skoro obiecał, bajkę jak tylko zajdzie słońce, to opowie –
podjęła cicho – PRAWDA? – ostatnie słowo miało wagę i siłę zdolną kruszyć mury,
a spojrzenie byłoby godne Gorgony (gdyby te jeszcze żyły).
- Ale ja nie… - zaczął niepewnie
Succub
- Obiecałeś – rozległo się
piskliwie z dołu.
- A więc wszystko ustalone.
SIADAJ, a ty kochana wskakuj tatusiowi na kolanka i grzecznie słuchaj. Ja
niedługo wracam – mówiąc to, pogłaskała dziewczynkę po główce, ucałowała
delikatnie chropowaty policzek siedzącego potulnie demona i skierowała się ku
wyjściu.
- Ale ja nie umiem opowiadać
bajek – podjął ostatnią próbę obrony Harold- nie wiem co mam mówić…
- Trzeba się było nie
zobowiązywać – rozległo się od strony drzwi.
- Ale ja się nie zobowiązywałem –
przy ostatnich słowach głos był niepokojąco drąży…
W odpowiedzi rozległ się odgłos
zamykanych od zewnątrz drzwi do komnaty.
Zostali sami.