Uwinęłam się z moim pasiaczkiem szybciej niż myślałam. Wełna, chociaż cienka, okazała się bardzo przyjazna dziewiarsko. Nawet fakt, że działałam na drutach 3mm nie wpłynął znacząco na tempo.
A u mnie trójki to naprawdę cienizny. Cieńszych drutów chyba nawet nie mam.
Połączenie bawełny i wełny spowodowało, że nitka nie jest zbyt sprężysta, w dodatku dość słaba, ale za to bardzo milutka. Gotowa dzianina łatwo się gniecie. Po praniu nie rozwleka się.
Nie wiem jeszcze jak sprawdzi się w noszeniu, ale myślę, że cena jest zbyt wysoka w porównaniu z jakością.
Zużyłam 5 motków, został mi mały kłębuszek czerwonego.
Może zrobię pasek, a może przyszyję ze dwa lub trzy guziki.
Nie kojarzy Wam się z flagą jakiegoś kraju? :-)
A tu szydełkowy błysk oka! ;)))
Zapomniałam przez chwilę o moim wypaleniu swetrowym i mogę spokojnie powrócić do małych form.
A niezła kolejka się utworzyła!
Znowu mi się przypadkowo dwa różne motki obok siebie ułożyły i nastąpiło olśnienie.
Uwielbiam takie chwile! :-))))
No i na początek takie coś:
W pierwszej wersji to miała być chusta. Od dawna marzy mi się taka duża, ciepła, do opatulenia, ale jak przychodzi co do czego, to robię..... poncho. Tak też się stało tym razem... :-)
Widocznie nie jestem jeszcze gotowa.
Może uda mi się skończyć jutro podczas naszego publicznego dziergania.
Nie mogę się doczekać!
Kolejny duet już w blokach startowych...
Bardzo dziękuję, że zaglądacie do mnie i poświęcacie chwilę na komentarz.
Tym razem dodatkowo proszę o mocne trzymanie kciuków w poniedziałek - 11.06 o godzinie 12:00-13:00. Moja córka będzie bronić pracę licencjacką.
I chociaż każdy mnie zapewnia, że będzie dobrze (ja to wiem!), to jednak się denerwuję...
Łączna liczba wyświetleń
sobota, 9 czerwca 2012
niedziela, 3 czerwca 2012
W pogoni za filcem
Chciałam pobawić się filcowaniem. Już to kiedyś robiłam, ale sfilcowałam raz już filcowaną torebkę.
Teraz już wiem, że po pierwszym praniu, tym które ma za zadanie skurczyć wełnę, kolejne prania muszą być ostrożne, bo można szkody narobić. Nie pokażę tej torebki, bo chociaż noszę ją dość często,jednak zbyt fotogeniczna nie jest :-).
Miałam motek kureyon sock Noro i nie bardzo wiedziałam jak go wykorzystać.
Brałam pod uwagę jakiś entrelac, albo duet z inną włóczką, ale jak kiedyś pokazałam, nie szło.
Olśnienie przyszło, kiedy na Ravelry zobaczyłam, że ta włóczka nadaje się do filcowania, pomimo, że nie jest to 100% wełna. Pomyślałam, że zrehabilituję się i zrobię taką śliczną torbę-listonoszówkę.
Początek pokazałam w poprzednim poście. Skończyłam dość szybko i z niecierpliwością wrzuciłam do pralki... Niestety, nie skurczyła się tak jak chciałam. Zrobiło się tylko lekkie zmechacenie. Moim zdaniem dodało to uroku, ale torba pozostała wiotka.
Załadowałam do pralki ponownie.
Wyższa temperatura i dłuższe pranie+ 1200 obrotów.
To nic nie dało. Kolejne pranie-60 stopni! Nic. Jak zrobili to ci z Ravelry, pozostanie dla mnie tajemnicą.
Wnioski: Kureyon sock Noro można bezstresowo prać w pralce i nic się nie stanie :-)))))
Dorobiłam z grubszej wełny drugie dno i może kiedyś wszyję podszewkę. Na razie będzie tak jak jest:
Zapięcie na szydełkowego kwiatuszka.
Nie poddaję się jednak. Kolejne próby filcowania nastąpią :-))))
Aktualnie na drutach coś podobnego kolorystycznie do klimatów z torby. Jaki będzie efekt końcowy sama nie wiem, bo wymyślam w trakcie roboty :-))) A wygląda to tak:
Dodam tylko, że nie są to wszystkie kolory jakich użyję.
Chciałabym skończyć do naszego dziewiarkowego spotkanka, które mam nadzieję odbędzie się 10 czerwca o godz 16:00 w Cieplicach.
Dowiadywałam się w hotelu Caspar i w Sonacie, z pewnością znajdą się dla nas miejsca, więc przybywajcie!!!!!! :-))))
Bardzo dziękuję, że do mnie zaglądacie, jest mi niezmiernie miło.
Witam nowych Obserwatorów i cieszę się, że mogę być wśród Was.
Miłej niedzieli dla wszystkich!
Teraz już wiem, że po pierwszym praniu, tym które ma za zadanie skurczyć wełnę, kolejne prania muszą być ostrożne, bo można szkody narobić. Nie pokażę tej torebki, bo chociaż noszę ją dość często,jednak zbyt fotogeniczna nie jest :-).
Miałam motek kureyon sock Noro i nie bardzo wiedziałam jak go wykorzystać.
Brałam pod uwagę jakiś entrelac, albo duet z inną włóczką, ale jak kiedyś pokazałam, nie szło.
Olśnienie przyszło, kiedy na Ravelry zobaczyłam, że ta włóczka nadaje się do filcowania, pomimo, że nie jest to 100% wełna. Pomyślałam, że zrehabilituję się i zrobię taką śliczną torbę-listonoszówkę.
Początek pokazałam w poprzednim poście. Skończyłam dość szybko i z niecierpliwością wrzuciłam do pralki... Niestety, nie skurczyła się tak jak chciałam. Zrobiło się tylko lekkie zmechacenie. Moim zdaniem dodało to uroku, ale torba pozostała wiotka.
Załadowałam do pralki ponownie.
Wyższa temperatura i dłuższe pranie+ 1200 obrotów.
To nic nie dało. Kolejne pranie-60 stopni! Nic. Jak zrobili to ci z Ravelry, pozostanie dla mnie tajemnicą.
Wnioski: Kureyon sock Noro można bezstresowo prać w pralce i nic się nie stanie :-)))))
Dorobiłam z grubszej wełny drugie dno i może kiedyś wszyję podszewkę. Na razie będzie tak jak jest:
Zapięcie na szydełkowego kwiatuszka.
Nie poddaję się jednak. Kolejne próby filcowania nastąpią :-))))
Aktualnie na drutach coś podobnego kolorystycznie do klimatów z torby. Jaki będzie efekt końcowy sama nie wiem, bo wymyślam w trakcie roboty :-))) A wygląda to tak:
Dodam tylko, że nie są to wszystkie kolory jakich użyję.
Chciałabym skończyć do naszego dziewiarkowego spotkanka, które mam nadzieję odbędzie się 10 czerwca o godz 16:00 w Cieplicach.
Dowiadywałam się w hotelu Caspar i w Sonacie, z pewnością znajdą się dla nas miejsca, więc przybywajcie!!!!!! :-))))
Bardzo dziękuję, że do mnie zaglądacie, jest mi niezmiernie miło.
Witam nowych Obserwatorów i cieszę się, że mogę być wśród Was.
Miłej niedzieli dla wszystkich!
niedziela, 27 maja 2012
Nierówna walka
Jakiś czas temu pisałam, że marzy mi się coś wielkiego, zamaszystego (wtedy miało być zielone), czyli taki luzacki oversize z wąskimi rękawami, a przód i tył bardzo szeroki.
Z zielonej mi nie szło, więc zamieniłam na ciemnośliwkowy i przystąpiłam do akcji.
Niestety, nie udało się.
Najpierw wyszła mi tunika (wyciągnęło się po praniu niemiłosiernie) a tuniki nie chciałam, skróciłam, odpowiednio zblokowałam bardziej wszerz, ale smętnie zwisało, a tego też nie chciałam.
OK, dałam za wygraną, niech będzie normalna szerokość.
Zaczęły się rękawy.
Ramiona miały obniżony fason (7x3oczka, 2x8oczek), więc dobrałam oczka od swetra, żeby od razu widzieć czy jest odpowiednia szerokość, ale...jakoś tego nie widziałam.
Nie była dobra. Zwęziłam....okazało się, że za bardzo. Piąty i szósty rękaw chyba już jest dobry, ale tego nie wiem, bo nie mam ochoty przymierzać.
Jak nabierze mocy urzędowej i złość mi przejdzie, to przymierzę i napiszę czy dobre.
Kolor mi się spodobał i tyle...
Zdjęcia celowo zrobiłam po zachodzie słońca, żeby chociaż w przybliżeniu chwycić właściwy kolor.
W rzeczywistości jest ciemniejszy, taki jak wino, ale wino wyszło prawidłowo, a bluzeczka nie :-)))
Dodatkowo, proces tworzenia sweterka miał swój wątek kryminalny, bo pewnego dnia stwierdziliśmy, że skradziono nam z trawnika ławkę. Później okazało się, że jest ukryta za starym płotem kilkanaście metrów dalej, więc zabraliśmy złodziejom naszą ławkę, ale kiedy ją nieśliśmy, coś mnie rozbolało w kręgosłupie i boli do dzisiaj.
Zostałam po prostu ukarana za kradzież.... Nie mogłam przez kilka dni ani siedzieć, ani leżeć, ani chodzić, bolało cały czas. Teraz jest już lepiej.
Wdzianko skończone i stwierdziłam, że chyba jestem wypalona swetrowo i muszę przez jakiś czas odpocząć. Zabieram się więc za mniejsze formy i na początek zaczęłam to:
Idzie mi dobrze, więc pewnie skończę. I na zakończenie, żeby nie było, że tylko narzekam, przesyłam Wam wełenkowy uśmiech z pozdrowieniami i podziękowaniami za komentowanie, zaglądanie do mnie i w ogóle, za wszystko! :-))))
niedziela, 13 maja 2012
Psi los :-)))
To będzie nietypowy u mnie post, praktycznie nie dziewiarski... no, z małym akcentem, bo jak inaczej.
Oto relacja, niemalże na gorąco, z imprezy która odbywa się tutaj dwa razy w roku i jest to Karkonoska Wystawa Psów Rasowych. A jest to ode mnie dosłownie "rzut gąbką", więc pomimo mojej miłości do kotów, wybieram się tam ,żeby zajrzeć psiakom w oczy i podglądać determinację ich właścicieli w dążeniu do zdobycia medalu.
Niestety, nie byłam zbyt długo, bo okropnie zmarzłam!
Myślałam, że ubrałam się dość ciepło, ale nie zabrałam...rękawiczek i ręce odmawiały współpracy z aparatem :-)
Pokażę co udało mi się uchwycić, pomimo zimna i ruchliwości zwierzątek.
Nie znam się na rasach, ale pudla nie sposób pomylić z żadnym innym.... bez komentarza....
Mam ujęcie, jak ta pani podnosi pieska za ogonek i szyjkę, żeby ładnie stał, ale oszczędzę Wam tego
Ten cały czas latał za piłeczką,cały czas!
Kjujewna....
Nóżki za krótkie, czy skóry za dużo?
Oto wspomniany akcencik dziewiarski, piesek pańci też był fajny, ale bardziej zainteresował mnie sweterek :-)
Wiatr zawiał na oczki :-)
Byłam świadkiem wspaniałej zabawy, miałam wrażenie, że psy za chwilę będą się śmiały :-)
Cierpliwe czekanie aż pan zje.
Znudzenie....
Psów było oczywiście znacznie więcej, nawet nie widziałam wszystkich, ani też niestety nie czekałam na ogłoszenie wyników. Impreza trwała prawie cały dzień i chyba tylko wystawiający oraz najprawdziwsi miłośnicy psów wytrwali do końca. Przyjechało wielu Czechów, porozkładali namioty, grillowali, więc nie spieszyli się.
A co u mnie? Troszkę się wzięłam, druty poszły w ruch, ale nie ma jeszcze co pokazać.
Mam nowe pomysły, zrobiłam nowe zamówienia (taka wariatka na punkcie alpaki jak ja, nie mogła nie skorzystać z aktualnie trwającej promocji na Dropsiki), jeżdżę rowerem, wczoraj spotkałam się z Violą i Magdą na wspólnym dzierganiu. Planujemy już gdzie się wybierzemy na dzierganie w miejscu publicznym, czyli 11.06. Mamy trochę odmienne zdania co do dokładnej daty, ale czy to ważne? :-)
No właśnie! Kto chętny z Jeleniej Góry i okolic, żeby do nas dołączyć, to serdecznie zapraszamy!
Datę oczywiście doprecyzujemy.
Wiosna w pełni.
Wszyscy podziwiamy jej soczystą zieleń, kolory kwiatów, zapach bzu, konwalii, jest cudnie, prawda?
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, witam nowych obserwatorów i przesyłam Wam moje kwiatuszki.
Oto relacja, niemalże na gorąco, z imprezy która odbywa się tutaj dwa razy w roku i jest to Karkonoska Wystawa Psów Rasowych. A jest to ode mnie dosłownie "rzut gąbką", więc pomimo mojej miłości do kotów, wybieram się tam ,żeby zajrzeć psiakom w oczy i podglądać determinację ich właścicieli w dążeniu do zdobycia medalu.
Niestety, nie byłam zbyt długo, bo okropnie zmarzłam!
Myślałam, że ubrałam się dość ciepło, ale nie zabrałam...rękawiczek i ręce odmawiały współpracy z aparatem :-)
Pokażę co udało mi się uchwycić, pomimo zimna i ruchliwości zwierzątek.
Nie znam się na rasach, ale pudla nie sposób pomylić z żadnym innym.... bez komentarza....
Mam ujęcie, jak ta pani podnosi pieska za ogonek i szyjkę, żeby ładnie stał, ale oszczędzę Wam tego
Ten cały czas latał za piłeczką,cały czas!
Kjujewna....
Nóżki za krótkie, czy skóry za dużo?
Oto wspomniany akcencik dziewiarski, piesek pańci też był fajny, ale bardziej zainteresował mnie sweterek :-)
Wiatr zawiał na oczki :-)
Byłam świadkiem wspaniałej zabawy, miałam wrażenie, że psy za chwilę będą się śmiały :-)
Znudzenie....
Krótka drzemka...
No i to coś! :-)
Psów było oczywiście znacznie więcej, nawet nie widziałam wszystkich, ani też niestety nie czekałam na ogłoszenie wyników. Impreza trwała prawie cały dzień i chyba tylko wystawiający oraz najprawdziwsi miłośnicy psów wytrwali do końca. Przyjechało wielu Czechów, porozkładali namioty, grillowali, więc nie spieszyli się.
A co u mnie? Troszkę się wzięłam, druty poszły w ruch, ale nie ma jeszcze co pokazać.
Mam nowe pomysły, zrobiłam nowe zamówienia (taka wariatka na punkcie alpaki jak ja, nie mogła nie skorzystać z aktualnie trwającej promocji na Dropsiki), jeżdżę rowerem, wczoraj spotkałam się z Violą i Magdą na wspólnym dzierganiu. Planujemy już gdzie się wybierzemy na dzierganie w miejscu publicznym, czyli 11.06. Mamy trochę odmienne zdania co do dokładnej daty, ale czy to ważne? :-)
No właśnie! Kto chętny z Jeleniej Góry i okolic, żeby do nas dołączyć, to serdecznie zapraszamy!
Datę oczywiście doprecyzujemy.
Wiosna w pełni.
Wszyscy podziwiamy jej soczystą zieleń, kolory kwiatów, zapach bzu, konwalii, jest cudnie, prawda?
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, witam nowych obserwatorów i przesyłam Wam moje kwiatuszki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)