Taki syn!
Skąd to się w nim wzięło? I dokładnie - kiedy? Ta opiekuńczość względem mnie, matki? Dostrzegłam ją po raz pierwszy w kwietniu. Po jesienno-zimowej przerwie ruszyliśmy na basen - a tu niespodzianka. Syn zaczął bać się wody. Nie dał się namówić ani na jeden krok. Ani na pół kroku. Biegał sobie tylko po kratkach ściekowych okalających dziecięcy basen (to uwielbienie dla faktur!), głuchy na wszelkie prośby, argumenty i mamienie cudowną zabawą. Małżonek mój usiadł w basenie, manifestując swe doskonałe samopoczucie wynikające z faktu zbratania się z wodą - i nic. Syn obrzucił go tylko mało zainteresowanym spojrzeniem i kontynuował przemierzanie ściekowych kratek. Zanurzyłam więc i ja swe nogi w wodzie, oddalając się od brzegu o jakieś 30 centymetrów. Na co syn jak oparzony rzucił się do basenu! Zaskoczona, stanęłam jako ten słup soli, i z pozycji słupa zobaczyłam, że: choć każdy krok odmalowywał się na jego twarzy przerażeniem, nie wycofał się, nie przystanął, tylko brnął w moją stron...