Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hybrydy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hybrydy. Pokaż wszystkie posty

10 lutego

Brokatowe hybrydy z Aliexpress.

Brokatowe hybrydy z Aliexpress.
Korzystając jeszcze z faktu, że mamy jeszcze karnawał, chciałam Wam pokazać kilka brokatowych hybryd, które kupiłam na Aliexpress. W tym okresie bardzo popularne są wszelkie brokatowe akcenty, jak i całe paznokcie. 
Wiem, że teraz w obliczu koronawirusa z Wuhan wiele osób boi się kupować produkty pochodzące z Azji. Ja wychodzę z założenia, że póki ja i moja rodzina jest zdrowa, nie panikuję. To że w tym miesiącu nie kupiłam nic na Ali wynika z tego, że nic nie potrzebuję i bardzo usilnie staram się oszczędzać :D 




Pierwszą firmą, którą biorę na warsztat jest LILY CUTE. Kupiłam je z polecenia Belgijskiej. Zaglądajcie do jej zapisanego instastory, pokazuje na prawdę cudne hybrydy i płytki z Ali! Gdy znalazłam je w sklepie, nie byłam przekonana. Ta plastikowa buteleczka nie wygląda zbyt porządnie. Ale ciekawość mnie zżerała, więc postanowiłam poświęcić te kilka złotych i przekonać się na własnej skórze, a w zasadzie na własnych paznokciach, ile warte są te "chińskie hybrydy".




Wybrałam sobie 3 lakiery hybrydowe w kolorach pastelowo-beżowych, raczej neutralnych. Patrząc od lewej, róż  01, szary 11 i beż 06. Drobinki holo zamknięte w żelkowej bazie. Krycie jest raczej mleczne, ale można stopniować je w zależności od ilości warstw. Zależnie od tego ile drobinek uda się nam nabrać na pędzelek, będą to 3 cienkie warstwy. Nosiłam te hybrydy na rękach i na stopach, nosiła je moja siostra, mama i koleżanki mamy. Nikomu nic się nie stało, uprzedzając wszelkie pytania o ewentualne skutki uboczne. Każda z pań jest zachwycona, że hybrydy w tak neutralnych barwach, w chwili gdy padną na nie promienie słoneczne, rozbłyskają tysiącem tęczowych iskierek! 
Nie podoba mi się tylko ta nieszczęsna plastikowa buteleczka. Ma bardzo szeroki gwint, przez co na pędzelek i jego rączkę nabiera się bardzo dużo produktu, który potem ścieka. Nawet jeśli obetrzemy pędzelek, to produkt zostaje też na rączce, trzeba by każdorazowo wycierać rączkę w wacik bezpyłowy, ale wtedy marnowałoby się dużo produktu
Konsystencja jest nieco gęstsza niż przy zwykłych hybrydach, pewnie ze względu na ilość drobin.




Razem z pastelowymi holosiami zamówiłam sobie jeszcze kocie oko z serii Fantastic Galaxy. Wyróżnia się ona tym, że oprócz magnetycznego efektu, mamy jeszcze flejki i inne drobinki. Jako że nie jestem fanką efektu cat eye, postanowiłam zamówić tylko jeden i wybrałam sobie zielonozłoty 04. I to był strzał w 10, bo zakochała się w nim moja siostra. Nosiła go już kilka razy, a 2 tygodnie temu miałam przyjemność malować jej tą hybrydą paznokcie studniówkowe. Idealnie pasował do długiej szmaragdowej sukni. 
Jeśli chodzi o dane techniczne, to jest bardzo podobny do powyższych pasteli. To pierwszy hybrydowy cat eye z jakim miałam przyjemność pracować, więc ciężko mi go ocenić. Po przyłożeniu magnesu w ciągu sekundy łapie piękny pasek, czy tam inny wzorek, w zależności od tego jaki mamy magnes. Wzór nie rozjeżdża się w lampie, jest cały czas taki jak w momencie przyłożenia magnesu. Wystarczy jedna warstwa na czarnej bazie. 




Tak prezentują się wszystkie moje hybrydy LILY CUTE razem. Od siebie mogę dodać, że zdjęcia w aukcjach bardzo dobrze oddają ich kolory, co na ali wcale tak często się nie zdarza. 

Poniżej pokażę wam pędzelek, jakiego możecie się spodziewać w tych hybrydach. Zauważcie, że na zdjęciu widać trochę produktu na rączce pędzelka (to co kapało i sam pędzelek otarłam do zdjęcia,  żeby się nie pobrudzić i aby dokładnie pokazać Wam jego kształt).


Od lewej: Mistero Milano, Victoria VYNN, Eveline. Lily Cute, Neonail, Isabelle Nails




Kolejne brokatowe hybrydy pochodzą z firmy SLYGOS. Są dostępne na Aliexpress za totalne grosze. Tutaj również zwyciężyła ciekawość i dodałam 2 glittery do koszyka. 
Faktem jest też, że od dawna szukałam takich brokatowych hybryd, bo mam różne pyłki i efekty, ale czasami nie mam czasu i ochoty bawić się w wcieranie i takie tam. Jednak dużo wygodniej jest po prostu nałożyć gotowy lakier z brokatem.



Wybrałam sobie dwa lakiery: srebrny 67 i czerwony 72. Srebrny chwyciłam z sentymentu. Połączenie srebrnych heksów i czarnego maczku przypomniało mi starą serię brokatów od Golden Rose - Jolly Jewels (czy ktoś je jeszcze pamięta? :D). Z kolei czerwień z drobinkami to ukłon w stronę kultowego Ruby Pumps od China Glaze, który co roku króluje w świątecznych zdobieniach na Instagramie. 

I chociaż mają prawie identyczne buteleczki co LILY CUTE, to jakoś wygodniej nabiera się z nich produkt. Tutaj za to przeszkodą jest pędzelek. Włosia jest za dużo i jest jakieś takie... zbyt poddatne. Miałam wrażenie że maluję pędzelkiem z prawdziwego włosia, a nie takim z lakieru do paznokci. 

Mimo tych niedogodności, czerwony jest moim hitem. Nosiłam go w okresie bożonarodzeniowym na paznokciach u stóp i aż żal mi było sięgać po frezarkę. Wystarczy nałożyć jedną warstwę na czerwoną bazę, a efekt jest niesamowity. To samo tyczy się srebra, ożywi każdą stylizację. 




Poniżej możecie zobaczyć jak układa się ten pędzelek. Z czymś takim nie miałam jeszcze styczności. Raczej nie zamówię więcej hybryd od SLYGOS, właśnie ze względu na ten pędzel. O ile jeszcze przy glitterze da radę, bo i tak nakładam go na warstwę kremowego lakieru, więc nie muszę się aż tak bardzo starać, tak nie wyobrażam sobie malować nim od razu na przygotowaną do stylizacji płytkę paznokcia. 


Od lewej: Mistero Milano, Victoria VYNN, Eveline. Slygos, Neonail, Isabelle Nails

Który lakier hybrydowy najbardziej Wam się spodobał? Lubicie takie haulowe posty od czasu do czasu? Na trochę nich zrezygnowałam, ale może czas do tego wrócić? ;)

28 listopada

Moja prywatna jesienna kolekcja lakierów hybrydowych. Hybrydy Born Pretty.

Moja prywatna jesienna kolekcja lakierów hybrydowych. Hybrydy Born Pretty.
Nie, to wcale nie tak, że jestem jak ta jedna z celebrytek, która zostaje twarzą danej marki lakierów hybrydowych. Aż tak znana nie jestem i prawdopodobnie nigdy nie będę :D Po prostu zapragnęłam posiadać kilka jesiennych kolorów hybryd w swojej kolekcji. Najbardziej zależało mi na pięknym musztardowym żółtym. Przeglądając aukcje na aliexpress znalazłam hybrydy Born Pretty w bardzo dobrej cenie i postanowiłam zaryzykować. 

Pewnie nie skusiłabym się na nie tak szybko, gdyby głównym zdjęciem aukcji nie był właśnie ten wymarzony, lekko przybrudzony żółty. Po żółtym wpadła jeszcze oliwka, zgaszony pomarańcz, "bo przecież nie mam żadnego pomarańczu"... i tak do koszyka wpadło osiem różnych kolorów.



Jeszcze jedna mała dygresja na temat hybryd z Azji. Wiele z nas ma pewne obawy co do takich produktów. Boją się uczulenia, podrażnienia, składników niewiadomego pochodzenia... A jednocześnie używa np. czarnej maski na wągry Pilaten czy innych takich. Ja nie boję się używać "chińskich" hybryd na sobie. Do Born Pretty mam jeszcze jakie takie zaufanie, bo chociaż mają składy wypisane na tych białych kartonikach. Poza tym używam od dawna ich lakierów do stempli i płynnego lateksu do skórek. Hybrydy noszę tylko u stóp, sporadycznie u rąk, chyba nawet rzadziej niż raz w roku... Nikogo nie namawiam na siłę do używania tych produktów, wręcz przeciwnie, niech każdy bierze odpowiedzialność za siebie. Moja siostra uwielbia hybrydy z Born Pretty za ciekawe kolory i dobrą jakość, ja również, więc testujemy.

Dodam, że stosuję je z bazą i topem jednej z firm dostępnych w Polsce, której używam od dawna i ufam. Jakoś tak co do chińskiej bazy mam pewne opory. Chociaż z drugiej strony to po bazie jednej z najbardziej znanych firm w naszym kraju odpadły mi paznokcie u stóp i musiałam przez dwa tygodnie siedzieć w domu bo był środek zimy i nie mogłam założyć skarpet i kozaków na te rany.



Zacznę od hybrydy, która miała być piękną przybrudzoną żółcią... a przyszedł ciemniejszy kolor, trochę musztarda, trochę brąz, trochę pomarańcz. Nie tego się spodziewałam, ale i tak podoba mi się! Mam świadomość, że nie do wszystkich takie kolory przemawiają, ale jeśli szukacie czegoś takiego, to znajdziecie go pod nazwą BP-PC01 Oriental Tressure.


BP-PC05 Better Tomorrow to ciepły, kasztanowy brąz. Idealnie komponuje się z wyżej przedstawionym musztardowym lakierem. Piękny w jesiennych zdobieniach. Zdecydowałam się na niego również z tego względu, że nie miałam żadnego brązu w swojej kolekcji.


Uwielbiam ciemnozielone i oliwkowe lakiery do paznokci. Ostatnio spotkałam się z idealnym określeniem na takie odcienie (można je odnieść również do obydwu powyższych kolorów) - pugly, czyli jednocześnie pretty i ugly :D inaczej mówiąc tak brzydki że aż ładny. I taki właśnie jest BP-PV06 Faithful Leaf. Ja uwielbiam ten oliwkowy wojskowy kolor. Zalecam tylko dłuższy czas utwardzania i cienkie warstwy, bo jest bardzo mocno napigmentowany i może się zmarszczyć.


Jesień nie może obyć się bez dyni i co za tym idzie koloru pomarańczowego. Ja jednak wybrałam odcień z lekkimi różowymi tonami mając na uwadze kolor roku 2019 wg Pantone, czyli living coral, mianowicie BP-CR02 Feeling Shadows. Nie miałam w swojej kolekcji pomarańczowej hybrydy, bo czysty pomarańczowy odcień nie do końca do mnie przemawia, ale ten podbił moje serduszko. Chyba właśnie przez to że jest taki nieoczywisty.


A ten odcień wybrałam, bo lubię takie zgaszone odcienie, gdy mam ochotę na eleganckie paznokcie, coś w stronę czerwieni, ale może jednak nie czerwone. No wiecie jak to jest, jak kobieta nie może zdecydować się na jakiś kolor. BP-MP03 Mood for Love to taki bezpieczny odcień, który spodoba się zwłaszcza paniom ceniącym klasykę.


Żeby nie było tak w rudościach i żółciach, dobrałam sobie jeszcze dwa jasne lakiery, które pięknie będą wyglądały pod zdobieniami. Pierwszy to ciepły beż BP-NS03 Fantasy. Bardzo ładnie komponuje się z kolorem skóry i dobrze kryje, co jest ważne przy pastelach. Na aukcji wydawał mi się bardziej różowy.


Pozornie nie pasujący do reszty stalowoszary BP-G04 Shadow of Water pięknie komponuje się z musztardowym czy pomarańczowym lakierem. Kolor na stronie lekko się różni, spodziewałam się przybrudzonej bieli lub jaśniutiej szarości, a przyszedł taki o szarobury. Ale i tak mi się podoba, więc nie ma tragedii.


I na koniec piękny błękit BP-GB02 Blues, który nie załapał się na wspólne zdjęcie. Ale dobrze sprawdzał się przy jesiennych zdobieniach, bo jego barwa nie jest taka do końca jednoznaczna. Na początku byłam pewna, że będzie to kolor typowo letni, lazurowy niczym niebo w słoneczny dzień, ale w zależności od światła widać ciemniejsze, zielonkawe tony. 


Dane techniczne

Konsystencja: gęstsza, nie rozlewa się na skórki, poziomuje się

Krycie: mocne, nawet przy jasnych lakierach, zalecam cienkie warstwy i dłuższy czas utwardzania przy ciemnych kolorach

Komfort użytkowania: nie odbiegają od hybryd topowych marek

Pędzelek: dość sztywny, ale nie skrobie, rozkłada się w wachlarzyk przy skórkach, nabiera odpowiednią ilość produktu, średniej długości, dobrze leży w dłoni

Cena: bardzo zróżnicowana, od ok 2 do 5$, ja wyhaczyłam je w promocji na ali za niecałe 4zł.

Dostępność: strona producenta klik!, albo aliexpress, ja kupowałam tutaj, klik!

Od lewej: Mistero Milano, Victoria VYNN, Eveline. Born Pretty, Neonail, Isabelle Nails

Ze swojej strony mogę serdecznie polecić hybrydy Born Pretty. Testowałam już dużo różnych firm z hybrydami dostępnymi na Ali i póki co te wygrywają. Proszę nie zwracać uwagi na top na wzornikach, niestety ten którego zawsze używałam kończy się i smarowałam wzorniki dosłownie oparami z butelki :D 

Mam zamiar stworzyć na blogu cykl o hybrydach z Chin i co jakiś czas wrzucać wam kilka nowości razem z moją opinią. Co o tym myślicie? Zainspirowało mnie do tego własne doświadczenie, gdy próbowałam wygooglować dane kolory na realnych zdjęciach i nijak nie dało się ich znaleźć. 




04 listopada

Czy warto iść na pokaz Semilac? Moje wrażenia i przemyślenia po pokazie

Czy warto iść na pokaz Semilac? Moje wrażenia i przemyślenia po pokazie
Trochę ponad tydzień temu, czyli 26. października odbył się pokaz Akademii Semilac w Częstochowie. Jak można zauważyć tutaj na blogu, sobie u rąk nie robię hybryd, a jeśli już to raczej rzadko. Jednak przez cały rok noszę je na stopach, regularnie robię hybrydy siostrze i mam też kilka klientek - moje koleżanki, mamy moich koleżanek, znajome mojej mamy i takie tam. Dlatego staram się śledzić trendy i nowości, rozwijać się i starać się jak najlepiej umiem, żeby wychodziły ode mnie zadowolone i z pięknymi paznokciami.

Mieszkam w okolicy Częstochowy. W tym mieście praktycznie nic ciekawego się nie dzieje jeśli chodzi o takie eventy, więc się ucieszyłam. Niezależnie czy byłby to pokaz Semilaca czy innej firmy, chętnie poszłabym na takie wydarzenie. Nie mogę powiedzieć, że zaliczam się do ścisłego grona SemiGirls, bo używam produktów różnych marek, z czego akurat tej konkretniej prawie wcale, ale zainteresowało mnie, co marka "numer 1 w Polsce" ma do zaoferowania na takim pokazie.



Pokaz był organizowany przez Akademię Semilac we współpracy z firmą, która dystrybuuje ich produkty, czyli Seol Cosmetics. Bilet na wydarzenie kosztował 50 zł. Nie wiem czy to normalna stawka za taki pokaz, znalazłam gdzieś w internecie informację, że w innych miastach wejściówki kosztowały 75 zł. Może ze względu na to, że to małe miasto koszt był mniejszy... Planowo miały odbyć się trzy pokazy: dwa z najpopularniejszych zdobień salonowych i jedno z makijażu. Ten makijaż... jestem ciekawa jak duża ilość pań na sali przyszła na pokaz jednej z większych marek zajmujących się hybrydami po to, aby zobaczyć pokaz makijażu. Ale do tego przejdę później. Może podzielę swoją opowieść na trzy części według pokazów. Potem opiszę wam co mi się podobało, a co nie i czy warto wziąć udział w pokazie Semilac.

Może selfie na ściance? 


Pokaz I: "Najpopularniejsze zdobienia salonowe"

Z tego pokazu wyniosłam najwięcej, bo aż 2 strony notatek. Punkt ciężkości pokazu pana Krzysztofa został położony na bazach Extend i frezach. Zaprezentował nam więc totalną bazę jeśli chodzi o zdobienie paznokci, czyli opracowanie płytki i przedłużenie na szablonie. Chodziłam na kurs, ale to było 4 lata temu, a od tej pory radzę sobie sama, uczę się z tutoriali na yt i to mi wystarczało. Jednak po pokazie zapragnęłam udać się na kolejne szkolenie z przedłużania i budowy paznokcia, bo zawsze się tego obawiam.
Pan Krzysztof fantastycznie opowiadał o tym co po kolei wykonuje, używał wielu żartobliwych zwrotów, co pozwoliło mu utrzymać naszą uwagę przez (prawie) cały pokaz. Wiecie że stylizację paznokci można porównać do sprzątania w domu, bo wykorzystujemy technikę szorowania gara i mycia okien? Albo że frezowanie skórek działa jak gumka do ścierania? Dzięki tym hasłom zapamiętam takie rzeczy na długo ;)
Ja wyniosłam z tego pokazu dużo.. ale teraz pomyślcie. Na pokazy przychodzą oprócz laików (śmiem twierdzić że tacy to raczej nie chodzą...bo paznokcie robią im stylistki), hobbystów (jak ja) również wykwalifikowane stylistki, dziewczyny które paznokcie robią od lat. Czy ten pokaz był dla nich? Chyba niekoniecznie. Teraz zobaczcie jeszcze raz na tytuł pokazu. Tak, "najpopularniejsze zdobienia salonowe". Czy pokazano nam chociaż jedno zdobienie? Nie.

Za to mogłyśmy pooglądać przykładowe zdobienia wykonane przez instruktorów

Pokaz II: "Najpopularniejsze zdobienia salonowe"

Podczas tego pokazu zaprezentowano nam cztery różne możliwości na szybkie zdobienie. Podobało mi się to, że zaprezentowano zarówno zdobienia na sezon jesienny jak i całoroczne. Teraz już wiem jak zrobić babyboomer bez większego wysiłku. Oprócz tego pokazano nam marmurek, cieniowanie na spidergelach, a ze zdobień sezonowych dwie metody zabawy z listkami. Na sweterki już zabrakło czasu. 

Instruktorka Katia przy pracy - cieniowane listki

Jedynym zdziwieniem na tym pokazie było to, że... poprowadził go ktoś inny. Według programu miała go poprowadzić inna instruktorka, a finalnie został poprowadzony przez instruktorkę Katerynę Savchenko. Nie był to jednak problem, podejrzewam że nikt nie śledził programu tak wnikliwie jak ja i nikt nic nie zauważył. Pani Katia jest przesympatyczna i zdradziła nam dużo swoich tricków, jak sobie radzić ze zdobieniami.

Cieniowany spider gel. Chętnie powtórzę to zdobienie

Pokaz III: "Szybki makijaż na co dzień"

Ostatni pokaz był zorientowany na nowości w ofercie Semilac, czyli produkty do makijażu. Osobiście zawiesiłam się na tym, że mają kilka pomadek matowych w swojej ofercie i nic więcej. Pani Katarzyna Ziaja, trenerka make-up Semilac zaprezentowała nam jak w dość łatwy sposób pomalować się na co dzień, np. do pracy i opowiedziała o produktach do makijażu marki. Prezentowała nam najświeższą nowość, czyli paletę Insta Shine.

Wiedziałyście, że Semilac ma w swojej ofercie nawet perfumy?

Chętnie posłuchałam tego pokazu, bo preferuję właśnie takie delikatne makijaże. Czy dowiedziałam się czegoś nowego? Raczej nie. Zauważyłam, że część pań słuchała z zainteresowaniem, ale kilka osób wyszło.

Co poza pokazami na wydarzeniu?

Jak możecie zauważyć w planie wydarzenia, pomiędzy pokazami odbywały się konkursy. Można w nich było zdobyć zestaw początkowy z lampą, kilkoma lakierami i wszystkim co potrzeba na początku przygody z hybrydami.

A kto wie ile lakierów ma w ofercie Semilac? Dajcie znać w komentarzach

Oprócz tego podczas pokazu można było zrobić zakupy. Nie wiem czy zniżka -15% jest bardzo opłacalna, ja nie skorzystałam. Co ciekawe, promocja ta obowiązywała jeszcze w niedzielę po pokazie na wyspie Semilac w Galerii Jurajskiej. 
Przez cały czas trwania pokazu można było korzystać z poczęstunku - kawki i ciasteczek. 

Podsumowując: Plusy i minusy

Wiadomo że dla każdego co innego będzie zaletą. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że najwięcej wyniosłam z pierwszego pokazu, czyli kompendium wiedzy jak opracować i przedłużyć paznokieć. Odkąd odbyłam szkolenie, produkty i metody nieco się pozmieniały, więc mogłam dowiedzieć się czegoś nowego. Ogólnie sposób w jaki instruktorzy przekazywali nam swoją wiedzę był bardzo kompetentny i można było wiele się od nich nauczyć, chętnie odpowiadali na zadawane pytania i wręcz zachęcali aby je zadawać. Po pokazach można było jeszcze osobiście podejść i podpytać o to czy owo.

Ten wzór na dole mam na płytce do stempli, dokładnie taki sam :D

Kolejna rzecz, która od razu przykuła moją uwagę, to kartka z listą wszystkich użytych w pokazie produktów, którą dostałyśmy w paczce powitalnej. Forma listy zakupów była bardzo pomocna, podczas pokazu można było zaznaczyć sobie interesujące nas produkty i potem kupić je w punkcie sprzedaży. Dzięki temu każda z nas miała przed oczami nazwy wszystkich używanych produktów i nie trzeba było się dopytywać jak nazywa się konkretna pasta, czy jakie oznaczenie ma dany lakier. Myślę, że najbardziej pomocne okazało się to na pokazie zdobień pani Katii, gdzie do każdego zdobienia używała ona wielu różnych produktów, pędzelków itp.

Szkoda że te nailarty były tylko do pooglądania w ramce. Chciałabym zobaczyć tworzenie takiego kwiatu na żywo!

Jako absolwentka kierunku pedagogicznego zawsze zwracam na to uwagę. Dużym plusem dla mnie było niewielkie grono uczestników. Zdecydowanie lepiej uczyć się i pracować w mniej licznej grupie i tak samo było tutaj. Na pokazie było ok. 30-40 widzek, dzięki czemu można było słuchać i oglądać w mniej więcej komfortowych warunkach. Ja siedziałam w trzecim rzędzie i widziałam wszystko na ekranie, nikt mi nie zasłaniał.


Niestety naliczyłam również kilka minusów. Po pierwsze problemy techniczne. Pokaz przesunął się o kilkanaście minut, potem był problem z jednym mikrofonem. Przy pokazie makijażu najpierw ustawiano kamerę dłuższą chwilę żeby dobrze łapała modelkę i instruktorkę. Na samym pokazie wolałam patrzeć na panią, śledzić jej ruchy z daleka, niż patrzeć na ekran, gdzie było widać wszystko w powiększeniu, ale chyba ze względu na oświetlenie, kolory tak się zlewały, że nie było w ogóle widać różnicy. 
Kolejny zarzut to zła organizacja czasu. Przez problemy techniczne pokazy się poprzesuwały, ale oprócz tego panie miały dużo pytań na forum i osobiście do instruktorów, przez co przerwy między pokazami się wydłużały. Dlatego podczas końcowego pokazu makijażu pani bardzo się spieszyła żeby pół godziny zmieścić w 15 minut. A i tak pokaz zakończył się 40 minut później niż planowano. Czasu na indywidualne konsultacje praktycznie zabrakło. 

Na pokazie mogłyśmy zobaczyć z bliska nową kolekcję - Sweater weather

Jest jeszcze kilka spraw, co do których mam mocno mieszane uczucia
Pokaz makijażu... wiem, że odkąd marka Semilac wprowadziła kolorówkę, jest to stały punkt. Wiadomo że chodzi o zainteresowanie szerszej grupy nowościami, skłonienie do zakupu, ale jeżeli ktoś jest zainteresowany samochodami Audi i jedzie na pokaz tej marki, to średnio chce oglądać na nim rowery. Głupi przykład, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co chodzi. Branża pokrewna, myślę że dużo pań, które były na pokazie może zajmować się zarówno paznokciami jak i innymi gałęziami sfery beauty, dlatego nie wspomniałam o tym przy minusach. Jednak zauważyłam, że kilka pań wyszło. Nie wiem czy wynikało to z braku zainteresowania, czy z powodu przedłużenia się pokazu.
Miejsce pokazu. Ja akurat jestem zadowolona, że odbyło się w tym konkretnym punkcie, dojeżdżam ze wsi, a akurat niedaleko jest przystanek. Ale jak ktoś przybywa z innych części miasta, to mógł mieć utrudniony dostęp. Lepiej jak takie eventy odbywają się w centrum, zwłaszcza że nie była to ogromna grupa, na pewno można było znaleźć jakiś lokal bliżej centrum.
Prezent. Teraz weźmiecie mnie za skończoną materialistkę, ale wiedziałam, że na pokazach rozdają te kultowe lakiery Semilike. Nie da się ich kupić w regularnej ofercie, firma rozdaje je jako nagrody w konkursach, na targach lub właśnie jako prezenty na pokazach. Nie było mi nigdy po drodze z nimi, więc miałam nadzieję, że w końcu uda mi się zdobyć ten wymarzony lśniący czerwony Cherry&Berry. Ale nie tym razem :( w paczkach dostałyśmy błyszczyk i cień w kremie. Nie wiem czy wszystkie panie dostały te same kolory, ale widziałam minę jednej z uczestniczek gdy zobaczyła prezent i zszokowana zapytała koleżanek obok: "wszystkie mamy TO SAMO?". Dalszego komentarza nie słyszałam. Dodatkowo cały pokaz makijażu instruktorka podkreślała, że w tym sezonie najmodniejszy jest błysk na reszcie twarzy, a na ustach mat. Trochę słabo, że każda z nas dostała w takim razie błyszczyk wypełniony po brzegi brokatem ;)

Kocie oczka też zachwycają <3

Podsumowując: czy opłaca się iść na pokaz Akademii Semilac? I tak i nie. Poczytajcie moje przemyślenia i zdecydujcie same. Gdybym pojechała na pokaz do Katowic albo gdzieś dalej to może nie byłabym do końca zadowolona. Ale jeśli takie wydarzenie znów będzie w Częstochowie to może będę uczestniczyła jeszcze raz. 
Dajcie znać czy byłyście na pokazie Akademii Semilac i czy polecacie udać się na takie wydarzenie. Szukałam w internecie informacji na ten temat ale udało mi się znaleźć tylko dwa posty i to sprzed kilku lat, dlatego piszę dla innych zainteresowanych. Może ktoś tak jak ja będzie zastanawiał się, czy warto i mój przydługi wywód pomoże w podjęciu decyzji czy zamówić sobie bilet.

Aha! Maślaka nie było, więc nie mam pamiątkowego selfie. Słyszałam że kiedyś był to gwóźdź programu, więc ostrzegam xD
W następnym poście pokażę wam co dostałyśmy oraz jakie paznokcie przygotowałam sobie na to wydarzenie. 

15 maja

Lakiery hybrydowe Isabellenails. Moja opinia, swatche i kilka słów o marce.

Lakiery hybrydowe Isabellenails. Moja opinia, swatche i kilka słów o marce.
Witajcie :)
Te, które śledzą mnie na instagramie już dawno widziały, że nawiązałam nową współpracę z marką Isabellenails. Jest to jedna z największych hurtowni kosmetycznych w Polsce, która swoją ofertę kieruje zarówno do klientów profesjonalnych, jak i amatorów działających w domowym zaciszu. W szerokim asortymencie sklepu znajdziecie nie tylko produkty do stylizacji paznokci, jak lakiery hybrydowe, ale także kosmetyki do pielęgnacji ciała.


Jakie te białe buteleczki są urocze! Dostałam do przetestowania dwa kolory, które sama wybrałam: pastelowy błękit i nudziak, bazę i top oraz dwa pyłki. Dodatkowo dostałam jeszcze dwie malutkie buteleczki z cleanerem i acetonem. Dzięki takiemu zestawowi mogłam kompleksowo przetestować produkty marki i wyrobić sobie opinię na jej temat.

Opiszę wam cztery najważniejsze aspekty pod względem których testowałam hybrydy Isabellenails, czyli konsystencję, pędzelek, krycie i trwałość.


Konsystencja
Ogólnie zadziwiła mnie konsystencja wszystkich lakierów. Zarówno baza i top, jak i kolory są bardzo rzadkie. Wszystkie hybrydy jakich używałam były raczej gęste lub bardzo gęste. Jeśli o mnie chodzi, nie jest to wada, a wręcz zaleta. Maluje się nimi prawie jak zwykłymi lakierami.

Najbardziej gęsta ze wszystkich produktów jest baza jednak i tak ciężko będzie nią zbudować krzywą c. Polecam robić to cienkimi warstwami aby nie zalać skórek. Dla mnie luźna konsystencja nie jest wadą, wręcz przeciwnie, bo bardzo dobrze się poziomuje. 

Jeśli chodzi o top, to jestem raczej zadowolona, chociaż jak dla mnie mógłby mocniej błyszczeć. Zabezpiecza lakier, nie wyciera się, nie kurczy się w lampie. Nakładany cienką warstwą na pewno nie spłynie na skórki


Pędzelek
Zobaczcie te króciutkie pędzelki! Jako właścicielka raczej krótkich i bardzo wąskich paznokci denerwują mnie wszechobecne wielkie i grube miotły. Może dla właścicielek bardzo długich i szerokich paznokci pędzelki w hybrydach Isabellenails nie będą odpowiednie, ale ja jestem zachwycona. Nie umazałam sobie skórek i nałożyłam warstwy odpowiedniej długości.

Krycie
No tutaj mogłoby być lepiej. Specjalnie wybrałam pastelowe kolory, bo one są dobrym wyznacznikiem, zwykle słabo kryją. W tym przypadku obydwa kolory potrzebują 3 warstw, czyli tak jak zwykle pastele. Ciekawa jestem jak spisują się ciemne kolory tej marki.

Trwałość
Oczywiście to indywidualna kwestia, ale testowałam na sobie i na siostrze dla porównania. Ja swoje hybrydy zdjęłam po dziesięciu dniach, bo nie cierpię odrostu, siostra po dwóch tygodniach. Wszystko elegancko się trzymało ;)

  

Pierwszy lakier hybrydowy Isabellenails, który wybrałam to pastelowy błękit 616 pastel blue lagoon. Przypomina mi trochę ten lakier hybrydowy Semilac, który można dostać na eventach marki, czyli Semilike. Ten odcień błękitu będzie pasował każdej z nas. Zachwycił mnie i mam mnóstwo pomysłów na wiosenne zdobienia z jego udziałem. 






Drugi kolor to nudziak 363 pastel beige. Na stronie wydawał mi się mniej pomarańczowy. Chociaż to śliczny kolor, to nie czuję się w nim najlepiej, bo jakoś gryzie się z moją karnacją. Ale siostrze się dobrze nosił.




Dziękuję marce Isabellenails za udostępnienie mi produktów do testów. Fakt że dostałam je w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię, jest ona jak zawsze rzetelna.

Nie spotkałam zbyt wielu opinii o lakierach hybrydowych Isabellenails w internecie. Jeśli testowałyście hybrydy tej marki, to podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach, chętni poczytam co o nich myślicie.
Uwielbiam testować hybrydy. W dzisiejszych czasach lakiery hybrydowe to ogromne ułatwienie dla wielu pań i sama z niego korzystam przed większymi wyjściami czy imprezami. Hybrydy są niezawodne, ryzyko że coś nam się zedrze, odpadnie czy pęknie jest raczej znikome ;) Do tego jest tak wiele metod zdobienia, a ciągle powstają nowe techniki... ;)
Używacie hybryd, czy stawiacie na klasykę?


19 kwietnia

Born Pretty Store - Rose Gold Gel. Dwa hybrydowe zdobienia.

Born Pretty Store - Rose Gold Gel. Dwa hybrydowe zdobienia.
Witajcie :)
Jestem mega podekscytowana, bo dziś pokażę wam zdobienie z lakierem, o którym trąbiłam już na instastory. Nie jestem sroką jeśli chodzi o biżuterię, na paznokciach lubię złote akcenty ale nigdy nie sądziłam, że odcień rosegold spodoba mi się aż do takiego stopnia. Autentycznie płakać mi się chciało, gdy odrost był już tak duży, że paznokcie poszły pod frezarkę ;)


Bohaterem tego zdobienia jest hybryda BPS Rose Gold. Ja wybrałam odcień 07. Cała seria składa się z pięciu kremowych hybryd w odcieniach nudziakowo-różowych oraz siedmiu glitterów w tonacjach różowo-złotych o różnej grubości brokatu. Obecnie możecie go dorwać za niecałe 3$ ;)


Bałam się, że lakier będzie się ciężko aplikował ze względu na dużą ilość drobin. Faktycznie jest gęsty, ale ma to swoje plusy, nie spływa na skórki i mimo gęstości dobrze się poziomuje. Byłam zdziwiona, gdy odkryłam, że drobinki nie są w kolorze rosegold, są złote, za to baza jest transparentna o różowym zabarwieniu. Kryje po dwóch warstwach. Dodam że oprócz frezarki próbowałam go też odmoczyć w acetonie i ładnie schodzi, więc bez obaw ;)


Moja siostra również zakochała się w tej hybrydzie i zażyczyła sobie stylizację z nią na Wielkanoc. Nosiłyśmy więc ten sam kolor, ale w zupełnie różnych stylizacjach. Dominika wybrała marmur, a ja poszłam w geometrię i moje ulubione ostatnio kolory. Obydwie byłyśmy zadowolone ;)


Dziwnie skadrowane zdjęcie jest dziełem mojej siostry :D chciałam wam pokazać różnicę między prawą a lewą ręką. Nie jest idealnie ale cieszę się z tego efektu, bo jeszcze jakiś czas temu nie potrafiłam tak namalować nawet prawą ręką. 

Jam wam się podoba rosegold? Gdyby nie to, że sama preferuję zwykłe lakiery, to nosiłabym go w co drugim zdobieniu ;) Znacie może zwykły lakier, który daje podobny efekt? 




23 lutego

Hybrydy Victoria VYNN - stylizacje mojej mamy i siostry.

Hybrydy Victoria VYNN - stylizacje mojej mamy i siostry.
Witajcie :)
Ostatnio pokazywałam wam hybrydy mojej babci, klik! Przed świętami dopadłam jeszcze dwie kobietki w mojej rodzinie - mamę i siostrę. Wszystkie cztery cieszyłyśmy się w święta pięknymi paznokciami, choć każda miała coś innego ;)


Mama ze względu na swoją pracę nie może sobie pozwolić na ciemne odcienie. Poza tym zawsze musi mieć krótko przycięte paznokcie. Chciałam jej udowodnić, że nawet króciaki mogą być piękne. Wybrałyśmy bordo, akcent w postaci srebrnego holo brokatu i srebrne stemple. 


Użyłam hybrydy Victoria VYNN 117 flirty blush, którą mogłyście podziwiać między innymi w stylizacji mojej babci ;) Wszystkie jesteśmy zakochane w tym kolorze. No przyznajcie, czyż nie jest piękny? ;)


Moja siostra nie mogła się zdecydować, na początku miałyśmy robić sweterki, ale te jak wiadomo najlepiej wyglądają w macie, a takiego topu się jeszcze nie dorobiłam. Potem miały być czarne ze srebrnym lustrem (nic straconego, zrobiłyśmy je na ferie ;), aż w końcu stanęło na pomidorowej czerwieni, srebrnym holo i śnieżynkach ;)


Siostra wybrała neonową czerwień Victoria VYNN 113 king of red. Pracuje się z nim równie przyjemnie co z innymi lakierami tej firmy. Ja czekam na lato aby wrzucić go na stopy, będzie pięknie wyglądał w połączeniu z opaloną skórą. 


Powyżej możecie zobaczyć zestawienie wszystkich trzech holo brokatów z BPS jakie posiadam w swojej kolekcji (na czarnej bazie). Czarny pokazałam tutaj, a złoty tutaj. Z czarnego nie jestem zbyt zadowolona, ale złoty i srebrny spełniają moje oczekiwania. Pięknie wyglądają na paznokciach, mienią się i dodają całej stylizacji karnawałowego szyku. 
Srebrny pyłek możecie kupić tutaj, klik! Polecam, zwłaszcza że koszt jest niewielki - 1.99 $ ;)


Zachęcam was także do odwiedzania strony Victoria VYNN. Firma oferuje nam mnogość kolorów i systemów - gel polish (czyli mój) w wariantach hybrid oraz soak off, a także pure ceamy hybird przeznaczone do utwardzania w lampie LED oraz do ściągania removerem bez acetonu. Poza tym posiadają też żele do budowy paznokcia i pyłki DUST ;) 

Oczywiście fakt, że otrzymałam te produkty do recenzji nie ma wpływu na moją opinię.


Na koniec rodzinne #nailfie!