Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

8 maja 2014

Planeta Organica naturalny fito-żel do mycia twarzy

Rosyjskie kosmetyki w modzie, a ten żel wydawał mi się być wyjątkowo ciekawym. Dlatego też nie wahałam się zbyt długo i go kupiłam. A nawet zużyłam. I pomyślałam, że może ktoś chcący wrzucić tego kusiciela do koszyka będzie chciał wiedzieć przed jego zakupem więcej, niż ja?

14 kwietnia 2014

Novoxidyl | Szampon i tonik przeciw wypadaniu włosów

Miałam silne wrażenie, że te produkty należą raczej do grupy kosmetyków apteczno-profesjonalnych i są dedykowane osobom z łysieniem androgenowym lub wypadaniem na tle hormonalnym.  Jednak na stronie internetowej producent określa je jako uniwersalne. "Dla kobiet i mężczyzn, cząsteczka silnie normalizująca funkcje cebulki włosowej, pomocne w wypadaniu spowodowanym stresem, zmianami hormonalnymi, niewłaściwą dietą". Pomimo to postanowiłam zaufać swojej intuicji. Kosmetyki oddałam Amandzie, która podejrzewa, że to właśnie hormony powodują wypadanie jej włosów.



No i cóż mogłabym więcej powiedzieć... Amanda używa ich od dłuższego czasu, a ja niedawno otrzymałam mail z jej opinią, którą możecie przeczytać w rozwinięciu.

8 kwietnia 2014

Isana Volumen Spulung | odżywka dodająca objętości

Wahałam się przed wydaniem niecałych sześciu złotych na kolejną odżywkę {no bo ileż można}, ale myśl o przedstawieniu na blogu nowości błyskawicznie mnie przekonała. Na pomysł opisania jej wpadłam po południu, a następnego dnia rano już raczyłam się pięknym zapachem kosmetycznej mazi na moich włosach.

Krótkie wprowadzenie: Wydaje mi się, że ta seria odżywek traktowana jest po macoszemu. Sądzę, że całkowicie niesłusznie, bo wersję Oil Care naprawdę uwielbiam. Taka odżywka za taką cenę to rzadkość, do używania na co dzień - ideał. Nabłyszcza, wygładza, nie obciąża. Aaaa... A jak jest z wersją Volumen?

4 kwietnia 2014

Pielęgnacja w kolorach tęczy

Ten tag podoba mi się od bardzo, bardzo dawna, ale jakoś do tej pory nie udawało mi się go wykonać. Głównie dlatego, że zawsze miałam kosmetyki w jednym kolorze, najczęściej w niebieskim, albo w ogóle niekolorowe {jak można sprzedawać cokolwiek w niekolorowym opakowaniu?}. Aż tu nagle... zobaczyłam żel pod prysznic stojący obok szamponu i micela, a jeszcze dalej - krem do rąk. I pomyślałam - to jest to! W końcu uda mi się sfotografować kolory tęczy!



Jeszcze tylko mały problem z decyzją, czy wybrać do zdjęcia cztery kolorowe żele pod prysznic oraz wniosek, że tag jest świetną okazją do wspomnienia o kosmetykach, których używam, ale raczej nieprędko lub w ogóle nie napiszę o nich w osobnym poście i mogę zaczynać.

Siedem kolorów - siedem kosmetyków

26 marca 2014

Jedyny słuszny wybór | Antyprespiranty + Bloker Ziaja

Jakiego antyprespirantu bym nie wyszukała, nie kupiła i nie użyła - i tak wracam do nich. I to raczej wcześniej, niż później.

Swój pierwszy Ziajkowy antyprespirant kupiłam około roku temu, zupełnie przypadkowo. Akurat była promocja, a ja przypomniałam sobie, że ktoś pisał, że są dobre. Później okazało się, że czytałam nie o zwykłym produkcie, a o Blokerze. Od tamtej pory tylko raz kupiłam inny dezodorant. W sprayu, bo tak naprawdę kulek zawsze nienawidziłam. No i byłam bardzo, niesamowicie ciekawa, czy w reklamie Nivea Stress Protect mówią prawdę i czy będzie choć w połowie tak skuteczna, jak powinna. Nie działała nawet w niestresujących sytuacjach, pobiegłam do Rossmanna po Ziaję.

28 lutego 2014

Delikatny, antybakteryjny żel myjący Ziaja Med

Dla potwierdzenia tezy, że wspomniany w tytule żel jest świetny, mam trzy argumenty:
 1. Kupiłam go ponownie, po prawie roku przerwy {pamiętałam!}.
 2. Jest pierwszym kosmetykiem, który nasuwa mi się na myśl po pytaniu "delikatny, dobry, do mycia".
 3. Postanowiłam przedstawić go w recenzji. A w ten sposób opisuję tylko produkty, które w jakiś sposób wyróżniły się spośród innych.

























Zdjęcie można powiększyć
Po raz pierwszy kupiłam go zupełnie przypadkowo, stał obok aptecznej kasy, w koszyku z różnymi fajnymi rzeczami w promocji. Czuł się tam tak samotny i wyobcowany, że zrobiło mi się żelu żal i postanowiłam zabrać go ze sobą do domu.

No dobrze, przekonały mnie do tego również: niska cena {9,50}, wygodne i estetyczne opakowanie {z pompką, nie trzeba łapać butelki wypadającej z mokrych dłoni} o profesjonalnym wyglądzie oraz opis producenta. Na składach znałam się jeszcze słabiej, niż teraz. Pamiętam, że go przeczytałam i mile zaskoczył mnie brak SLeS, o którym wówczas również nic nie wiedziałam.

1 lutego 2014

Pod oczy za osiem złotych {Ziaja Bławatkowa}

Wszystko zaczęło się od nastoletnich zmarszczek pod oczami {które widzę tylko ja}, nieco powiększonych przez retinoid. Nadszedł najwyższy czas na zakup kremu pod oczy. Z powodu oszczędności i cięcia kosztów wybór musiał paść na coś taniego, skończyłam z Ziają.



Nie wiem, jak wpływa na moją skórę pod oczami dieta, nie znam się na tym kompletnie. Większe znaczenie przypisuję snowi. Ale zdarza mi się zasypiać o drugiej i budzić się z gładką skórą, a pójście spać o dwudziestej trzeciej wcale tego nie gwarantuje. Jakiś miesiąc temu kilkukrotnie nakładałam na twarz maseczkę Bingo, ona nieźle prasowała skórę. Ale to było miesiąc temu. Jednym zdaniem - nie mam pojęcia, co wpływa na moją skórę pod oczami, nie ogarniam jej.

10 stycznia 2014

Gotowe kwasy prosto z apteki | przeciw przebarwieniom, o dobrym składzie {Iwostin}

Kiedyś w moim domu pojawił się kartonik z dziwnym czymś. Patrzę: Iwostin. Pewnie będzie kiepskie. Ale zerknęłam na skład i... wow!



W kartoniku znajdowała się tubka z przeźroczystym żelem. Na opakowaniu widzimy nazwę: Żel redukujący zmiany potrądzikowe. Czyli przebarwienia. Jest tam też jakiś uczony opis działania, adnotacja o konieczności używania filtrów podczas kuracji i skład. Patrząc po nim jest to przyjemny i łatwy w użyciu żel zawierający kwasy. Żel, którym warto się zainteresować.

29 listopada 2013

Apis seria żurawinowa: krem do twarzy z olejkiem arganowym, koktajl do ciała, żel pod prysznic

Bardzo polubiłam się ze wszystkimi trzema kosmetykami. Są niedrogie, nieźle działają, mają dobre składy. Najwyższy czas o nich napisać!


Kiedyś używałam kremu Apis z serii professional i byłam nim zachwycona. Po jego zużyciu postanowiłam kupić krem z serii "ogólnodostępnej" {czyli dostępnej na dozie, po jedenaście złotych za sztukę} - dla porównania. I chyba była to nieodpowiednia kolejność. Czuję, że ten krem jest naprawdę świetny, ale po Hydro Balance musiał pozostać niedoceniony.

23 października 2013

Best! - najlepsza "kupna" maseczka, jakiej kiedykolwiek używałam

Wiecie co? Nie jestem pewna, czy przypadkiem kiedyś o tej maseczce nie pisałam, ale załóżmy, że nie. Z pewnością pisałam natomiast o wykonanej przeze mnie maseczce, inspirowanej produktem Best! właśnie. No dobrze, chyba nie pisałam. Więc piszę teraz, bo opisu tego produktu na moim blogu zabraknąć nie może.

Maseczkę kupiłam dawno temu, przy okazji zamówienia na dozie. Wiele dobrego o niej przeczytałam, musiałam w końcu sprawdzić, czy naprawdę działa tak dobrze. No i miałam nadzieję, że pomoże mi w opanowaniu trądziku.



Po przeczytaniu składu stwierdziłam, że z pewnością mi nie zaszkodzi i nałożyłam na twarz praktycznie bez żadnych obaw. Jest to właściwie zwyczajna maseczka glinkowa, ale z wieloma dobroczynnymi dodatkami, bardzo wydajna i przyjemna w użyciu. Ma ładny kolor, ładnie pachnie, opakowanie jest wygodne. Być może mało higieniczne, ale przynajmniej da się wykorzystać produkt do końca, a ręce i tak myjemy przed użyciem.

Natomiast działanie... No wprost cudowne! Zaraz po nałożeniu maseczka delikatnie szczypie, ale uczucie szybko mija, a skóra nie jest podrażniona, wręcz przeciwnie. Jest nawilżona, złagodzona, rozjaśniona, a koloryt ujednolicony. Znikają różnego rodzaju przebarwienia. A przy regularnym użytkowaniu zmiany trądzikowe pojawiają się rzadziej. Wyraźnie poprawia się też wygląd skóry {i to nie tylko mojej, podobnie zareagowała na nią moja mama}. Nadaje się też do nałożenia na dzień przed jakimś wyjściem, jako pewniak poprawiający wygląd skóry {przynajmniej mojej}. Idealnie współpracuje z Savon Noir. Nie wiem tylko, czy pomaga w ograniczeniu łojotoku, ale takiego działania na mojej skórze nie przypisuję {o dziwo} żadnej glince. Natomiast wiem, że już nigdy nie kupię glinki w proszku. Ta kosztuje znacznie mniej, działa lepiej, stosuje się ją wygodniej.


Odpuszczam sobie analizę składu, chyba nawet nie chcę wiedzieć, czym są te dziwne substancje przy końcu składu. A nóż - widelec okaże się, że któraś z nich zapycha skórę i zadziała efekt placebo, na który jestem niezwykle podatna? Zawiera białą i różową glinkę, wyciągi z ziół, hydrolat lawendowy i oczarowy, łagodzącą allantoinę, antybakteryjny tlenek cynku i trochę chemicznych składników. Działa świetnie, nie będziemy się niczego czepiać.

Moja ocena: 6
Stosunek jakości do ceny: 6 {kosztuje nieco ponad dziesięć złotych}
Nie potrzebuję już niczego innego.

Najwygodniejszy sposób na zakupienie kosmetyku to chyba zamówienie na doz.pl i odbiór w aptece. Nie uważam tej apteki za szczególnie tanią i raczej unikam, ale tej maseczki nie widziałam nigdzie indziej. Wspominam o stronie w razie, gdyby ktoś zechciał wejść w posiadanie maseczki i nie wiedział, jak to uczynić.

Jak chyba w każdym poście pojawiającym się w tym miesiącu {a do tej pory było ich aż 3!} zapraszam wszystkich na listopad, w którym to konkursowo będziemy świętować przeminięcie roku mojego blogowania i w którym pojawi się zdecydowanie więcej nowych, ciekawych {a przynajmniej moim skromnym zdaniem ciekawych} wpisów. No i bardziej sensownych i lepiej napisanych, mam nadzieję.

27 września 2013

Biały Jeleń z otrębami - mydło, które myje, naturalnie...

W zasadzie cała recenzja mydełka została już zawarta w tytule, ale... Jest to pierwszy kosmetyk, który kupiłam pod wpływem pozytywnych recenzji specjalnie po to, żeby opisać i zrecenzować na blogu. Tak więc nijak nie mogę sobie odpuścić obszernego opisu.

Przed zakupem przeczytałam, że mydełko jest delikatne, idealne do cery trądzikowej i problemowej, nie przesusza skóry, zawiera naturalne otręby. No cud, miód i orzeszki. Znacie to, prawda?

Kostka mydła ma zwyczajny kształt kostki mydła. Zapewne, jak to mydło ma w zwyczaju, bardzo łatwo wyślizgiwałaby się z ręki mydlanym sposobem, ale naturalne otręby wytwarzają tarcie i umożliwiają silne i trwałe uchwycenie mydła. Na tym kończą się ich zalety, ponieważ niemiłosiernie drapią skórę. Jak dla mnie są zdecydowanie zbyt ostre, delikatną skórę twarzy można by nawet nimi poranić. Tak więc najpierw namydlałam dłonie, a następnie przy ich użyciu przenosiłam pianę na twarz.

Nie spotkałam się też nigdy z nawilżającym mydłem i to nie jest wyjątkiem. Owszem, zostawia po spłukaniu na skórze warstewkę, ale dla mnie nie oznacza to nawilżenia. Co więcej - dyskwalifikuje produkt, ponieważ nienawidzę warstewek wszelkiej maści, mam po nich wrażenie niedomytej i zapchanej skóry. Mydła zaczęła używać moja mama, ale nawet ona się poddała. A na tarkę do stóp jest zbyt słabe. Jakośtam je zmęczyłyśmy do końca, ale już zwyczajny, szary Biały Jeleń jest od niego lepszy. Przynajmniej nie drapie i myje chyba nawet lepiej od wersji z płatkami.


Skład

Sodium Tallowate{sól sodowa - mydło pochodzenia zwierzęcego}, Sodium Cocoate{sól sodowa - mydło na bazie oleju kokosowego}, Aqua{woda}, Glycerin{humektant, produkt uboczny produkcji mydła}, Triticum Vulgare {Wheat} Bran{otręby pszenne}, Parfum{kompozycja zapachowa}, Propylene Glycol{humektant}, Avena Sativa Kernel Extract{wyciąg z owsa}, Sodium Chloride{chlorek sodu - sól kuchenna}, Sodium Hydroxide{zasada sodowa}, Tetrasodium Etidronate{konserwant, najprawdopodobniej jest to Tetrasodium EDTA}, CI 77891{barwnik}

Widzieliście kiedyś analizę składu mydła? Ja widzę pierwszy raz. Jest to typowe, zwyczajne mydło, o zdecydowanie zasadowym pH. Nie wygląda mi na delikatne, po jego użyciu konieczne jest przetarcie skóry tonikiem. Zawiera zarówno kompozycję zapachową jak i barwnik, ale nie przypominam sobie jego zapachu, a barwę ma zwyczajną, beżową. Zawiera glikol propylenowy, który może dodatkowo podrażniać już podrażnioną skórę {na przykład podrapaną płatkami owsianymi}. Oczywiście zawiera płatki owsiane oraz ekstrakt z owsa, który akurat jest bardzo przyjemnym składnikiem.
 
Pozwolę sobie nie wystawiać mu oceny.
Cena: 6zł/kostka
{KWC}

Tego mydła nigdy więcej nie kupię, ale ogólnie firmę bardzo lubię i szanuję. Rzuciło mi się w oczy, że mają wersję z oczarem wirginijskim. Muszę się za nią rozejrzeć i zakupić, jak tylko moje mydelnicze zapasy zostaną uszczuplone.

Miałam Was uszczęśliwić również zestawieniem nowości kosmetycznych, ale zdecydowałam się na stworzenie z nich kolejnego przyjemnego i łatwego w tworzeniu posta. Zaplanowałam już kilka ciekawych, obszernych i przydatnych, ale jakoś nie mam siły na ich napisanie. Jesienne rozleniwienie? Chyba raczej całoroczne rozleniwienie. Też tak macie?

PS: No ok, to z oczarem to żel jest, ale inne ciekawe mydła też mają.

25 września 2013

Skarby, które czekają na odkrycie w naszych kuchniach + recenzja Isany Oil Care

Dziś idę na totalną łatwiznę. Ale proszę - bez żadnego linczu! Naprawdę napracowałam się, pisząc kiedyś ten artykuł, a nie wiem nawet, czy ktoś go przeczytał. Tak więc zapraszam Was - czytelniczki mojego bloga do przeczytania mojego artykułu opublikowanego jakiś czas temu na stronie female.pl


Napisałam o oliwie z oliwek, kawie, siemieniu lnianym i ogólnie o domowych maseczkach. Znajdziecie w nim moje ulubione, sprawdzone, domowe metody pielęgnacji. I to z wykorzystaniem produktów, które chyba każda z nas ma w swojej kuchni.

Drobna uwaga: W przypadku demakijażu spokojnie można pominąć olej rycynowy. Sama oliwa z oliwek sprawdza się świetnie. Zawsze masuję nią skórę, następnie dwukrotnie zmywam żelem do twarzy z SLeS, ta metoda jest dla mnie idealna i żaden inny olej nie działa tak dobrze.

Poza tym wciąż przygotowuję nowe zakładki, w których zbieram najciekawsze wpisy, jakie do tej pory opublikowałam. Znajdzie się tam również kilka zupełnie nowych uwag, które w zasadzie byłyby niezłymi tematami na nowe posty. Nie, żeby brakowało mi pomysłów, skądże! Lekko licząc, na opisanie czeka już około czterdziestu tematów. No i lekko zmodyfikowałam nagłówek. Widzicie różnicę? Chyba zaprowadzam jesienne porządki.


A jeżeli wciąż Wam mnie brakuje i chętnie przeczytałybyście coś jeszcze, to zapraszam do mojej włosowej siostry Blondregeneracji, która dziś opublikowała recenzję Isany Oil Care mojego autorstwa. Kochana, nawet zdjęcia nie mogłam Ci podkraść, bo nieodpowiedni rozmiar miało :D Naprawdę nie rozumiem, jak Wy możecie czytać to, co piszę. Ja nie dałam rady przebrnąć przez ten opis odżywki.

A to sobie pogadałam o niczym! Jak ja lubię takie wpisy. Chyba pora na założenie kolejnego bloga. Co Wy na to?

18 września 2013

Szampon Catzy - całkiem niezły, całkiem niedrogi, całkiem z apteki

Zastanawiałam się, jak w ogóle nazwać ten szampon. Doszłam do wniosku, że jest to Catzy Healing Herbal, ziołowy szampon przeciwłupieżowy do włosów przetłuszczających się. Łupieżu nie mam i nigdy nie miałam. Więc skąd taki szampon? Podstawowa "czerwona" wersja jest ulubionym kosmetykiem mojej mamy, jakiś czas temu dostałam od niej tą "zieloną" i muszę przyznać, że jest niezła.

Postanowiłam napisać o tym szamponie głównie dlatego, że bardzo lubi go moja skóra głowy, a to nie zdarza się często. Dobrze ją oczyszcza, ale nie jest zbyt mocny. Co prawda nie używam go na co dzień, ale w połączeniu z delikatniejszymi szamponami jest ideałem. Sięgam po niego zawsze wtedy, kiedy skóra zaczyna się szybciej przetłuszczać i ewidentnie potrzebuje czegoś silniejszego od Olssona. Tak raz, dwa razy w ciągu dwóch tygodni. Na włosach może nie sprawia jakichś niezwykłych cudów, ale ich nie plącze i nie szkodzi im w żaden widoczny sposób.

Jest bardzo gęsty i nieźle się pieni, to przekłada się na wydajność. Opakowanie jest wygodne, łatwo wydobyć z niego odpowiednią ilość produktu. Ma fajny, miętowy kolor i delikatny zapach, który nie kojarzy mi się z niczym innym. No i nie jest drogi. W mojej aptece kosztuje około trzynastu złotych.

Skład
 
Aqua{woda}, Sodium Laureth Sulfate{silny detergent}, Cocamide DEA{substancja pianotwórcza, również odbudowująca warstwę tłuszczową}, Zinc Pyrithione {pirytionian cynku - substancja o działaniu przeciwłupieżowym}, Propylene Glycol{humektant}, Betula Alba Bark Extract{wyciąg z brzozy}, Rosmarinus Officinalis Extrakt{wyciąg z rozmarynu}, Chamomilla Recutita Extract{wyciąg z rumianku}, Urtica Dioca Extract{wyciąg z pokrzywy}, Alcohol{raczej jest go tutaj naprawdę niewiele}, Parfum{kompozycja zapachowa}, CI42080{barwnik}, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone{konserwanty}

Jak to się mawia: "skład bardzo ładny". Jest SLeS, ale ma niezłe towarzystwo, nie dodano nawet soli kuchennej w celu wzmocnienia pienienia, nie ma innych detergentów. Mamy za to {tak wnioskuję z opisu} dość przyjazną substancję wspomagającą detergent, substancję nawilżającą, substancję o działaniu przeciwłupieżowym {pirytionian cynku} i sporo ekstraktów. Alkohol znajduje się przy końcu składu, więc to jedynie śladowe ilości. Wróżę mu tutaj status konserwantu.

Moja ocena: 5
Stosunek jakości do ceny: 6 {Niektórzy twierdzą nawet, że pomógł im w walce z łupieżem. Ale ja nic nie wiem, to jeden z niewielu problemów skórnych, z którymi jeszcze nie miałam do czynienia.}
Cena: 13-17 złotych
Tyłka nie urywa, ale nawet go lubię.

Właśnie przeczytałam, że pirytionian cynku może opóźniać odrastanie włosów i wydłużać naturalny cykl życia włosa. Nie wiem, jak odnieść się do tej opinii, ale doszłam do wniosku, że używam szamponu zbyt rzadko, żeby powiązać z nim moje wypadanie włosów, tym bardziej, że nie używałam go w momencie, kiedy zaczęły wypadać. Spotkałyście się kiedyś z takimi informacjami na temat szamponów przeciwłupieżowych lub tego konkretnego związku? Znacie ten szampon? Podobno jest dość popularny!

18 lipca 2013

Krem idealny - Apis Professional dotleniająco-nawilżający

Właśnie zauważyłam, że ten kosmetyk ma wyjątkowo długą nazwę: Apis Professional Hydro Balance krem dotleniająco-nawilżający. Na szczęście jakość produktu idzie w parze z długością jego nazwy. Wydaje mi się, że mogę powiedzieć, że jest to najlepszy krem, jakiego kiedykolwiek używałam.


Zacznijmy od początku. Krem znajduje się w przyjemnym w obsłudze, higienicznym opakowaniu (tak, to ważne, wszystkie tradycyjne kremy psuły się, zanim zużyłam je do końca) o pojemności stu mililitrów (dwa razy większej, niż zazwyczaj). Ma typowo kremową konsystencję i przepiękny zapach. Kojarzy mi się ze świeżo zerwanymi, wodnymi kwiatami. Perfumy o takim zapachu kupiłabym bez wahania.

Przejdźmy do sedna. Krem szybko się wchłania (mimo warstewki, która jest widoczna zaraz po nałożeniu) i przyjemnie nawilża skórę, jednak może być zbyt słaby dla osób z bardzo, bardzo, bardzo suchą skórą. Aczkolwiek takie wrażenie może wynikać z tego, że zazwyczaj na krem nakładam makijaż mineralny, który wysusza. Zaskoczyło mnie to, że świetnie łagodzi moją cerę, która po użyciu jakiegokolwiek innego produktu jest podrażniona i widocznie zaczerwieniona przez pewien czas. Ten krem działa dokładnie odwrotnie. Widzę też efekty wynikające z długotrwałego stosowania - zdecydowanie zwiększyło się nawilżenie mojej skóry. Gdy go nie używałam zdarzało się, że na skórze pojawiały się pierwsze, delikatne i płytkie zmarszczki, które teraz są rzadziej i słabiej widoczne (nie pytajcie, w jaki sposób nabawiła się ich osiemnastolatka z tłustą skórą). Wydaje mi się też, że mnie nie zapycha.

UWAGA: Producent zmienił składy części z produktów. Nie wiem, jak jest z tym kremem, ale radzę potwierdzić, czy produkt, który zamawiacie jest tym, który opisuję.


Skład

aqua(woda), sorbitol(humektant), grape seed oil(olej winogronowy), cetearyl alcohol & ceteareth 20(emolienty, emulgatory), glycerin(humektant), carbomer(zagęstnik, stabilizator), macadamia oil(olej makadamia), glycerin(humektant), hialuronic acid(kwas hialuronowy - humektant), silk protein(proteina jedwabiu), argania spinosa oil/argania spinosa kernel oil(olej arganowy), tocopherol(witamina E), glucose(humektant), urea(mocznik - humektant), glutamic acid(aminokwas), lysine(aminokwas), glycine(aminokwas), lactic acid(kwas mlekowy - regulator pH, humektant), tocopheryl acetate (witamina E - konserwant), triethanolamine(regulator pH), methylchloroisothiazolinone(konserwant), methylisothiazolinone(konserwant), benzyl alcohol(konserwant, aromat), parfum(kompozycja zapachowa)

Kremik zawiera wszystko, co powinien - substancje nawilżające, odżywiające (proteiny) oraz oleje. Znajduje się w nim pewna ilość gliceryny, o której mówi się, że może zapychać, ale prawie niemożliwym jest znalezienie kosmetyku bez niej.
 
 
Moja ocena: 5,5
Stosunek jakości do ceny: 6 (kosztuje około 32 złotych za 100 mililitrów)
Jak na razie w kwestii kremów będę trzymać się tej firmy.


Świetne działanie kremu rekompensuje mi niemiłą przygodę, jaką przeżyłam przy kupowaniu go. Otóż zamówiłam go jako krem z filtrem SPF30, ale dostałam nową wersję produktu - w prawie identycznym opakowaniu (bez oznaczenia filtra) oraz - bez filtra. Jestem nim zachwycona jeżeli po zużyciu całości nie kupię ponownie tego samego produktu, to kupię inny krem tej firmy.
 
Apis - znacie, lubicie? Wiecie, gdzie można znaleźć ich produkty stacjonarnie?