Od pierwszej chwili kiedy dowiedziałam się o wygranej byłam niesamowicie podekscytowana, co też może kryć się pod nazwą fish pedicure. Co prawda wcześniej naczytałam się o sporo na ten temat w internecie, jednak to nie to samo, co osobiste doświadczenie.
Po dłużącym się wyczekiwaniu nadszedł w końcu dzień zabiegu... Po przestąpieniu progu Rafy, pierwszym co rzuciło mi się w oczy było niewielkie, lecz totalnie przytulne wnętrze, emanujące prostotą złamaną kolorowymi dodatkami. Dość spore zaciemnienie pomieszczeń oraz niebieskie światła emitowane z akwariów dawały bardzo miłe wrażenia estetyczne, potęgowane przyjemną dla ucha muzyką, dzięki której człowiek momentalnie czuł się zrelaksowany.
Drugim istotnym elementem tegoż miejsca była i jest bardzo sympatyczna właścicielka - Pani Karolina (z góry przepraszam za słowo "element", ale nie przyszło mi do głowy nic lepszego). Należy ona do typu właścicieli/pracowników/ekspedientów, który bardzo lubię. Wiecznie uśmiechnięta i uprzejma, już na samym wstępie wzbudza sympatię i zaufanie.
A przechodząc do fishowych konkretów... Zanim zanurzyłyśmy nasze wymęczone błądzeniem po krakowskim Kazimierzu stópki do wody, należało oczywiście dobrze je opłukać, coby nie zrobić krzywdy rybkom. Po pełnych śmiechu i dziwnych żartów przygotowaniach, wskoczyłyśmy w zabawne jednorazowe ciapki, a potem (oczywiście już bez "obuwia") chlup do wody i... Pierwsze pięć minut chichotałam jak opętana, gdyż rybki natychmiast rzuciły się w stronę moich nóg i niesamowicie łaskotały ;) Na szczęście uczucie minęło po kilku chwilach, więc mogłam w pełni oddać się relaksowi popijając od czasu do czasu pyszną kawusię...
Podczas zabiegu moje stopy przeszły przez wachlarz odczuć od wspomnianego łaskotania, poprzez "mrówki" typowe dla odrętwienia na lekkim poszczypywaniu kończąc. Jednak mogę Was zapewnić, iż żadne ze wspomnianych doświadczeń nie było w jakikolwiek sposób nieprzyjemne, wręcz przeciwnie - czas leciał nam tak szybko, że zamiast siedzieć w tych akwariach 30 minut przebywałyśmy tam... Cóż, ponad godzinę ;) Po wynurzeniu naszych oczyszczonych i rozluźnionych już stóp z wody, nadeszła chwila na wmasowanie w nie wybranego kremu/kremów marki Delawell, które mnie bardzo podpasowały.
Myślę, że jeżeli nie boicie się takich małych, słodkich, żwawych żyjątek, jakimi są rybki Garra Ruffa (a naprawdę nie ma czego), powinnyście spróbować takiego pedicure na własnej skórze. Zabieg ma nie tylko właściwości kosmetyczne, ale również lecznicze i co ważne - relaksacyjne. Po opisanej tutaj fishowej sesji wyszłyśmy rozluźnione, w bardzo dobrych humorach, co zachęciło nas do kolejnej wizyty, zaplanowanej już na najbliższą sobotę. Tym razem będziemy pielęgnować nasze rączki ;)
A oto jeszcze mały prezencik jaki otrzymałam w ramach wygranej:
- Voucher na (kolejny już :)) zabieg fish pedicure
- Zestaw próbek marki Delawell
A wszystko zapakowane w urocze pudełeczko, które wykorzystam do własnych celów ;)









