Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kluski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kluski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Kierunek - Azja. Mantou. Chińskie trufle i Lo. Para buch!




Czasem się wydaje, że marzenie jest zbyt piękne, aby mogło stać się prawdą. 
W rzeczywistości jednak jest tylko wyzwaniem i próbą dla odwagi. 
I szansą na zrobienie czegoś niezwykłego. *


Dziś napiszę o takim marzeniu, a nawet dwóch. 
O dwóch spełnionych marzeniach. 
I o kolejnej podróży, a nawet dwóch. 


Marzenie pierwsze - fioletowe ziemniaki. 
Czy można marzyć o ziemniakach?
Oczywiście. O takich z ogniska wygrzebanych z popiołu i chwytanych łapczywie w poparzone palce.
I o takich, które są inne, niedostępne i do tego konieczne, by spełnić marzenie. 


Chińskie trufle. 
Pochodzą z Boliwii i Peru.
Swą ciemnofioletową barwę zawdzięczają naturalnym barwnikom - antocyjanom, karotenoidom i kwasowi fenolowemu.  To dzięki tym przeciwutleniaczom obniżają ciśnienie i zmniejszają stany przewlekłego zapalenia związane z chorobą serca.


Moje przyjechały z Włoch, by w kompletnej nieświadomości spędzić ze mną niedzielne przedpołudnie, a potem pojechać dalej do Warszawy. 
Marzyłam o nich nadal, na głos, który po powrocie do domu usłyszała Lo
Napisała "Były koło Ciebie, miałam je w bagażniku".   


No cóż, pomyślałam, pewnie nie są mi jednak pisane. 
Ale wtedy woreczek chińskich trufli był już u początku swej podróży. Do mnie.
Tułaczka pocztą trwała niemal tydzień i tajemnicą fioletowych ziemniaków pozostanie już co robiły podczas podróży, którą można pokonać w 5 godzin. 


Dotarły jednak w nienagannym stanie. Gotowe, by zmierzyć się z moim marzeniem. A nawet dwoma. 
Mantou i Lo. Lo i mantou
Gotowanie z Lo, na które umawiałyśmy się już chyba ponad 2 lata. 
I mantou - chińskie bułeczki na parze z fioletowych ziemniaków, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. 

Znacie to uczucie, kiedy wiecie, że wszystko zaczyna do siebie pasować?
Nastaje odpowiednia chwila i czas, by zrobić coś, o czym marzy się od dawna. 
Tak właśnie było z ziemniakami, Lo i mantou, które gotowałyśmy razem w pierwszą marcową i słoneczną niedzielę. 
Wszystko  do siebie pasowało. Spełnione marzenie, a nawet dwa.


Mantou to chińskie bułeczki gotowane na parze, najbardziej charakterystyczne i popularne w północnych Chinach, gdzie zamiast ryżu częściej uprawiana jest pszenica.  Po ugotowaniu mogą być przechowywane w lodówce lub zamrażane i ponownie podgrzewane na parze. Są popularną przekąską pakowaną dzieciom do szkoły oraz podawaną w restauracjach, a także sprzedawaną w ulicznych barach. 


Typowe mantou to delikatne, puszyste bułki wielkości ok. 4 cm. W bardziej eleganckich restauracjach można otrzymać znacznie większe okazy. Czasem podawane są także w wersji smażonej na głębokim tłuszczu i moczonej w mleku kondensowanym. Do ciasta na bułki dodaje się także np. pure z dyni lub fioletowych ziemniaków, dzięki czemu powstają bardziej kolorowe wariacje mantou


Tak, macie rację - są bardzo podobne do naszych klusek na parze. 
To niezwykłe jak bardzo możemy się różnić, a mimo to kiedy trafiamy do kuchni, potrafimy zawsze odnaleźć coś co łączy i budzi najlepsze wspomnienia. 
Mantou i kluski na parze. 
Odległe Chiny i talerz dymiących pampuchów z przedszkola. 


Kuchnia to wszystko łączy. 
Pozwala na podróż tam, gdzie nie możemy dotrzeć.
Zabiera też tam, skąd już wyrośliśmy. 
I spełnia marzenia. 



I zaskakuje. 
Ziemniaki z tego samego worka, a jednak inne?
A może to magia kolorów? 
Moje ciasto ma kolor jagodowy, a Lo dzwoni mówiąc, że u niej jest ... zielone! 
Za to obiad, nie umawiając się ani trochę, zjadłyśmy taki sam. 
To magia na pewno.


Jak smakują mantou?
Są pyszne. Delikatne, puchate, słodkie w sam raz.
Mają intensywny i niezwykle przyjemny aromat ziemniaków w najlepszej postaci, 
takich, które ma się ochotę jeść jeden za drugim. 
To jakby smakowało się ziemniaczaną duszę. 


Ciasto zagniata się doskonale, jest elastyczne i nie sprawia żadnych problemów. Pure z fioletowych ziemniaków można zastąpić np. pure z dyni, wtedy mantou nabiorą ślicznego pomarańczowego koloru. Zamiast sezamu, na cześć Lo użyłam siekanych pistacji, a drugą część ciasta przeznaczyłam na mantou bez dodatków, gotowanych w formie pączków róż. Obie smakowały cudownie. Można je zjadać same lub z dodatkiem słodkich sosów i konfitur.


Dziękuję Lo, że usłyszała moje marzenie i zechciała je spełnić. 
To marzenie było szansą na zrobienie czegoś wyjątkowego. 
Dziękuję za wyjątkowy, pełen magii dzień. 
I za podróż do Chin, którą udało się odbyć nie opuszczając kuchni.


MANTOU - CHIŃSKIE BUŁECZKI NA PARZE Z FIOLETOWYCH ZIEMNIAKÓW

1 łyżeczka drożdży instant
80 ml letniej wody 
240 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
65 g drobnego cukru
250-300 g ugotowanych i przetartych fioletowych ziemniaków
2 łyżki oleju roślinnego 
2 łyżki czarnego sezamu (zastąpiłam siekanymi pistacjami - na cześć Lo)
10 g cukru - pominęłam 


Drożdże wsypać do miski z letnią wodą, zamieszać i odstawić aż zaczną "bąbelkować". Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, połączyć z cukrem i powoli wsypywać do wody z drożdżami. Zamieszać, dodać pure z ziemniaków i zacząć zagniatać, aż masa zacznie robić się gładka i elastyczna - jeśli trzeba, dodać odrobinę wody (tak zrobiłam).  Dodać olej i nadal zagniatać do uzyskania gładkiego, jednolitego ciasta.  Przełożyć do lekko natłuszczonej miski, nakryć i odstawić do lekkiego wyrośnięcia na ok. 30 minut (nie musi podwoić swojej objętości, wystarczy, że lekko "ruszy" do góry). 


W tym czasie w moździerzu lekko utłuc prażone ziarna czarnego sezamu z cukrem - nie miałam sezamu, więc na cześć Lo prowadzącej blog Pistachio, posiekałam pistacje. Nie łączyłam ich jednak z cukrem. 
Podrośnięte ciasto przełożyć na oprószony mąką blat i rozwałkować na prostokąt. Z wierzchu posypać sezamem lub pistacjami i zwinąć jak roladę.  Ostrym nożem pociąć na ok. 3-4 cm kawałki, przełożyć na pergamin, nakryć i odstawić na 15 minut. 


Po tym czasie razem z pergaminem, na którym wyrastały, przełożyć bułeczki na bambusową kratkę do gotowania na parze (lub inną, przeznaczoną do tego typu gotowania), ustawić na garnku z gotującą się wodą i gotować pod przykryciem ok. 10 minut. Można sprawdzać w trakcie gotowania czy bułeczki są gotowe - najlepiej przy pomocy testu "suchego patyczka". W trakcie gotowania dość mocno rosną, więc nie należy układać ich zbyt blisko siebie. 


W celu przygotowania bułeczek-róż podzielić ciasto na małe porcje wielkości dużej czereśni. Każdą z nich rozwałkować na kształt koła. Sześć kół nałożyć na siebie (jak na zdjęciu), a następnie zwinąć jak roladę. Przedzielić w połowie - w ten sposób każda zewnętrzna strona po ustawieniu na pionowo będzie przypominała pączek róży. Z sześciu kółek nałożonych na siebie otrzymamy 2 bułeczki-róże. Odstawić pod przykryciem na 15 minut i dalej gotować według wskazówek podanych powyżej.


* cytat z książki Blondynka w Zanzibarze, B. Pawlikowska 
** przepis na mantou znaleziony na tej stronie - klik, inspiracje na bułki-róże pochodzi stąd - klik 

czwartek, 9 września 2010

Jesień na talerzu. Z marchewki.




Już tęsknię za jesienią.
Jeszcze tydzień temu myślałam zupełnie inaczej. Ale teraz mam na nią wielką ochotę.
I czekam na jesień.


Dlaczego?
Jesień ubiera się w piękne, ciepłe kolory. Moje ulubione.
Cudownie szeleści i pachnie ogniskiem.
Zakłada czerwone korale z jarzębiny i zaprasza na szarlotkę.
Pachnie powidłami, rozgrzewa ciepłą zupą, uwodzi koszykiem leśnych grzybów. 


Szukam miękkiego koca i ciepłego swetra.
Doglądam nalewki. 
Układam drewno do kominka.
Jestem gotowa na spotkanie. 
A jesień?


A jesień jeszcze nie... 
Koniec lata płacze deszczem ponurym. 
A ja mam ochotę na ciepłe kolory! Jeśli nie za oknem, to na talerzu. 
Wybieram pomarańczowy. Jest soczysty i pełen energii.
Sięgam po marchewkę, z którą przyjaźnię się coraz bardziej (o naszych początkach pisałam tu - klik).
I jak to w przyjaźni bywa, nie zawodzi mnie.
Zgadza się na pomysł, by zrobić z niej kluski. 


Marchewkowe gnocchi z dodatkiem cytryny, kuminu i tandoori masala mają nie tylko piękny kolor, ale dzięki orientalnej nucie smakują naprawdę wybornie. Podałam je z masłem czosnkowym z dodatkiem świeżej kolendry. 

Jesień na talerzu niezwykle nam smakowała. Was też gorąco namawiam do takiego jesiennego spotkania z marchewką! Będzie bardzo smacznie:)


MARCHEWKOWE GNOCCHI
/na 2-3 porcje/ 

370 g marchewki (u mnie 4 średnie marchewki)
1 żółtko
1 cebula
1-2 łyżeczki cukru
sól, pieprz do smaku
mąka - ok. 8 łyżek
1-2 łyżki soku z cytryny
łyżeczka kuminu
1/2 łyżeczki kminku
1/2 łyżeczki tandoori masala
1 ząbek czosnku
garść świeżej kolendry
oliwa
masło


Marchewkę obrać i ugotować w osolonej wodzie z 1 łyżeczką cukru i kminkiem. Odcedzić. 
Na patelni podgrzać oliwę, wrzucić pokrojoną drobno cebulę i dodać ugotowaną marchewkę. Doprawić kuminem, tandoori masala, sokiem z cytryny, pieprzem  i pozostałym cukrem. Trzymać na średnim ogniu przez ok. 5 minut, aby smaki się dobrze połączyły. Następnie przełożyć do miksera lub blendera i dokładnie zmiksować na gładkie puree. Lekko przestudzić. 


Do przestudzonej masy dodać żółtko i stopniowo dosypywać mąkę - ilość zależy od rodzaju mąki i tego jak bardzo soczysta była marchewka. Ja użyłam 8 kopiastych łyżek mąki. Wyrobić na gładką masę, jeśli konieczne doprawić do smaku i formować kluski. 


Możecie przygotować wałeczki z masy i kroić jak na kopytka. Ja poszłam na łatwiznę i nabierałam łyżeczką małe porcje, które od razu wrzucałam do wrzątku.
Gotować ok. 3 minut, do momentu aż wypłyną na wierzch. 
Odcedzić. Polać oliwą lub masłem czosnkowym, posypać posiekaną kolendrą i skropić cytryną. Smacznego!


czwartek, 18 marca 2010

Zielono mi !





Wytęsknioną wiosnę postanowiłam powitać lekkim, smacznym i zielonym daniem. Tak powstały kluski serowe ze szpinakiem i sosem pomidorowym. Danie przygotowuje się bardzo szybko, jest proste, lekkie. Myślę, że może też być świetnym pomysłem na zachęcenie dzieci do zjadania szpinaku. Polecam!

Porcja dla 2 osób
KLUSKI
200 g twarogu
1 jajko
1/2 filiżanki mąki
3 kostki mrożonego szpinaku
sól, pieprz
ząbek czosnku

SOS
1 puszka pomidorów
cebula
oliwa
sól, pieprz
czosnek
szczypta cukru
bazylia
Szpinak rozmrozić, odparować i doprawić do smaku solą, pieprzem i czosnkiem (używam szpinaku mrożonego w małych porcjach-kostkach, do tych klusek starczyły 3 kostki). Twaróg dobrze wymieszać w misce z doprawionym szpinakiem, jajkiem i mąką. W zależności od gatunku twarogu i mąki, ilość mąki może być mniejsza lub większa. Na oprószonym mąką blacie z gotowej masy uformować kilka wałków grubości 1-1,5 cm i pokroić je na kluski ok. 2-3 cm. Wrzucać do gotującej się posolonej wody, gotować krótko - do momentu gdy wypłyną na wierzch. Podawać z sosem pomidorowym.
Na rozgrzaną oliwę wrzucam pokrojoną drobno cebulę oraz czosnek. Po chwili dodaję pomidory z puszki, doprawiam solą, pieprzem i ziołami. Gotuję 5-10 minut, pod koniec doprawiam do smaku ok. pół łyżeczką cukru. Jeśli używam pomidorów krojonych bez skórki, sosu nie miksuję.



Drukuj przepis

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails