Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warhammer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warhammer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 lipca 2021

Dziwne rzeczy się dzieją na Karmazynowym Dworze...

Oj, od czego by tu zacząć... Wiele się dzieje ostatnio poza blogiem. Właściwie powinienem to rozbić na co najmniej dwa posty, z tym że ten lepiej wyjasniający to co się dzieje zostawię sobie chyba na "drugą nóżkę". Dziś natomiast pochwalę się SKOŃCZONYMI FIGURKAMI OMG! 


piątek, 19 stycznia 2018

Ocieplanie wizerunku Kings of War

Geneza


Jest takie powiedzenie: "tylko krowa nie zmienia poglądów". Nie wiem jak się to ma do charakteru i psychiki prawdziwej krowy, ale demonstruje pewną postawę o którą coraz trudniej w świecie social mediów, gdzie każdy jest specjalistą od wszystkiego i zawsze ma rację.
Ja przez długi czas byłem krową jeśli chodzi o Kings of War. Wiadomo powszechnie że Mantic Games powstało żeby odciąć trochę kuponów od sławy Warhammera, zarówno za pomocą tańszych figurek (do dziś na stronie mają motto "Welcome to the home of affordable wargames miniatures...") jak i systemu Kings of War. O ile figurki nigdy mi nie przeszkadzały, nawet je obwąchiwałem - zwłaszcza orków, którzy w moich oczach wyglądali trochę mniej groteskowo niż małpiszony z GW - o tyle z systemu zawsze się nabijałem. Byłem święcie przekonany że to tylko podkładka do robienia figurek, że Alessio Cavatore raczej nie wyjdzie z cienia Ricka Priestly i Jervisa Johnsona i co najwyżej powieli kilka dobrych pomysłów. No i komu by się chciało grać w grę w której nic, absolutnie nic nie robisz w turze przeciwnika, ba - nawet save'ów sobie nie rzucasz?

piątek, 10 listopada 2017

Imprezowa jesień cz.1 - Oldhammer

Miałem okazję uczestniczyć niedawno w dwóch imprezach skupiających się na dwóch aspektach naszego hobby - jednej wargamingowej i jednej malarskiej. Początkowo zamierzałem je wrzucić w jeden post i "mieć z głowy", ale selekcja zdjęć i opisywanie zajmują mi więcej czasu niż planowałem, więc jednak zrobię oddzielny wpis dla każdej ;) Poza tym szykują mi się jeszcze dwa wpisy z recenzjami figurek, więc zaraz się okaże że na przestrzeni dwóch tygodni blog przebije okres ostatnich dwóch lat...
Zaczniemy chronologicznie, od wydarzeń z zeszłego miesiąca.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Stonehorn

Zakończyłem prace nad największym i najtrudniejszym - jak do tej pory - modelem. Jedyne co zostało to wymyślić jakiś sposób na bezpieczny transport tego bydlaka; chyba bez magnesów się nie obejdzie.

Póki co jednak jestem szczęśliwy i mimo że zostało mi kilka zleceń do podgonienia, czuję się jak nowo narodzony :) Może nawet sobie jakąś prywatną figurkę pomaluję?

Dość gadania - oto obrazki. Jak widać bestia nie mieściła mi się na moim skromnym tełku do fotografowania...

piątek, 16 stycznia 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy: Niedokończone opowieści



Dzisiaj będzie bardziej wargamingowo-blogowo-warhammerowo. Dużo pisaniny, więc jeśli chcieliście tylko pooglądać obrazki, przeczytać coś ciekawego o malowaniu czy też cierpicie na tl;dr, to przykro mi - ale ten wpis możecie pominąć.

Pewnie bym się jeszcze ociągał z tym postem gdyby nie to, że wpadła mi w oko (dzięki niezastąpionemu QC) informacja o nowej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego. Do tej pory tak średnio się interesowałem tą inicjatywą, i pewnie nadal by tak było gdyby nie temat tej edycji: Niedokończone opowieści (jeśli nie wiecie o co chodzi - KLIK).

"Patrz Pan" - pomyślałem sobie - "przecież coś takiego właśnie chciałem opisać".

wtorek, 22 kwietnia 2014

Dark Elf Hero (Avatars of War)

Nadchodzi koniec wielkiej smuty - oto udało mi się skończyć ludka! Oczywiście jeden z zamówionych.

Już drugi raz miałem okazję malować figurkę Avatars of War. Pozwolę sobie na szybką recenzję:

PLUSY
- Ciekawa poza. Choć pokazywanie paluchem/mieczem jest już mocno wyeksploatowane, w tym wypadku razi mniej ze względu na drugą rękę, spoczywającą na rękojeści drugiego miecza.
- Niezły detal. Nie za dużo, nie za mało, ciekawe kształty pancerza.

MINUSY
- Jakość rzeźby. Miałem sporo zabawy z usuwaniem linii podziału formy i kilku nadlewek. Ogólnie powierzchnia modelu w niektórych miejscach (wnętrze płaszcza) mogłaby być bardziej wyrównana. Zlane detale na włosach,  runy na mieczu jakieś takie bez pomysłu, jakby rzeźbiarzowi się nie chciało. To samo z łuskami na płaszczu - bardziej przypominają kamyczki: ot takie kulki greenstuffu, trochę spłaszczone.
- Kilka problemów z anatomią - za duża (moim zdaniem) głowa, za małe stopy.

piątek, 11 kwietnia 2014

Apatia

"W bez-kształt-nej
bryle uwięziony tyle lat"
KAT

No to się w końcu zebrałem żeby coś skrobnąć. Bardziej dla siebie, niczym terapeutyczne w założeniu doświadczenie, niż "dla ludu".
Nalałem sobie sporą szklanicę 12-letniej Balvenie od brata, w zębach trzymam e-papierosa, a z przyciszonych do granic przyzwoitości głośników płynie "Formless" - druga płyta Aghory. W sam raz.

Od paru miesięcy trwam w jakiejś takiej apatii. Niby coś robię, ale jakbym stał obok. Żona twierdzi że jestem przemęczony, i może ma rację. Praca + dojazdy zajmują mi większą część dnia, potem próbuję bawić się z Hezbollahem Marszczybrewką, a kiedy mały kamikaze w końcu zaśnie jestem już tak spruty że nie mam siły ani ochoty na nic sensownego. Weekendy z reguły obłożone są jakimiś towarzysko - rodzinnymi terminami, a jeśli już jakiś wolniejszy dzień się trafi to śpię do południa jak debil i potem narzekam że mnie głowa boli. Trochę nie widzę końca tego zaklętego cyklu, bo kasy wcale nie przybywa w zadowalającym tempie, kolejne wydatki są odkładane na później (zebrało się tego, oj zebrało), w domu czeka masa rzeczy na zrobienie / naprawę / wymianę, a brakuje na to wciąż albo siły, albo czasu, albo funduszy.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Lokhir Fellheart


Moje ostatnie malowidło - Lokhir Fellheart w całej krasie.
Jak pisałem wcześniej - byłem bardzo pozytywnie zaskoczony jakością figurki, i nie mówię tu o odlewie, ale o samym koncepcie i rzeźbie. Bez zbędnych dupereli i wydumanych kretynizmów cechujących ostatnie wybroczyny Gównianego Wydawcy. Bardzo przyjemnie się malowało.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Inna strona hobby...

Zbierałem się do "normalnego" wpisu w tym tygodniu, i niewątpliwie jakiś popełnię, ale zdarzyła się pewna rzecz o której nie mogłem nie napisać.

Jak kiedyś wspomniałem, na facebooku istnieje grupa wielbicieli Oldhammera. Dziś pojawił się tam wpis, który pozwolę sobie zacytować w całości poniżej. W oryginalnym brzmieniu, bo tłumaczyć mi się nie chce, poza tym języki obce trzeba znać ;)
Wpis ten skłonił mnie do refleksji. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy jak wielki wpływ może mieć nasze hobby (czyt. zabawa i malowanie małych żołnierzyków) na poważne, czasem nieuleczalne problemy które komuś zatruwają całe życie. Nie codziennie słyszy się historie ludzi którym hobby uratowało - dosłownie - życie.
Polecam lekturę, bo to ważny - moim zdaniem - temat.

wtorek, 12 marca 2013

Powiało oldskulem

Oto dokonało się - kolejny milowy krok w mojej podróży przez odmęty kolekcjonerstwa.

Udało mi się wygrać akcję na ebayu. Przedmiotem tejże aukcji było trzech halabardników produkcji Citadela z okresu 4 edycji WHFB. Dwa z tych trzech wzorów pojawiają się dość często, jednakże tego trzeciego widziałem pierwszy raz od wielu miesięcy. Oto on:


W ten oto sposób zamknąłem pewien rozdział - zebrałem wszystkich halabardników. Jestem z siebie tak dumny że aż zrobiłem pamiątkowe foto ich wszystkich, ustawiając ich w tej samej kolejności jak na stronie z katalogu Citadela z 1993 r.

Dla porównania - skan tejże strony ze Stuff of Legends:


W ten sposób halabardnicy dołączyli do skompletowanych formacji: flagellantów, kuszników, łuczników i arkebuzjerów (handgunners). Oprócz tego z listy "do skompletowania" zniknęły także pozycje "Kislev Winged Lancers", "Kislev Horse Archers", "Knights Panther", "Knights of the White Wolf", "Knights of the Blazing Sun" oraz wiele pojedynczych modeli bohaterów, czarodziejów i machin wojennych.

Na upartego mógłbym jeszcze polować na Swordsmenów, Spearmenów i niektórych czarodziei, ale mam te oddziały/modele z późniejszych edycji, więc do kompletnej armii (czyli takiej w której jest przynajmniej po jednym oddziale każdego typu) nie są mi potrzebni. Może kiedyś, jak już nie będę miał co robić z funduszami... Jednak większy powab ma obecnie dla mnie zgłębienie się w pomroki Oldhammera.


Co to jest Oldhammer? Ano jest to hobby związane z Warhammerem, ale w wydaniu z czasów do 3 edycji. Czyli czasów kiedy grą nie rządziły turnieje, nie istniały księgi armii, wolno było grać figurkami innymi niż Citadel a w White Dwarfie publikowano scenariusze do D&D. Tak tak, były takie czasy.

Zazwyczaj wielbiciele Oldhammera koncentrują się na 3 edycji, tej równoległej z WHFRP. Armie tworzono wówczas z wszelkich dostępnych figurek, więc nie było niczym dziwnym jeśli obok modeli Citadela pojawiały się te z Ral Partha, Minifigs czy Heritage. Siłą rzeczy to armie dostosowywano do figurek, a nie odwrotnie, w związku czym listy armii opublikowane w książce Warhammer Armies pozwalały na naprawdę dużo, przy jednoczesnym braku bardzo specyficznych modeli dostępnych tylko u jednego producenta.
Czy to nie brzmi przyjemnie? ;)

Oczywiście, jakość tych figurek nie umywa się do tego co mamy dzisiaj. W większości były nieco koślawe i bez oszałamiającej ilości detali. Jednak były to czasy kiedy Citadel wychodził na prowadzenie jeśli chodzi o figurki i wiele wzorów do dzisiaj trzyma poziom wystarczający do tego żeby je porządnie pomalować lub postawić na stole. W wielu przypadkach miały te ludki o wiele więcej charakteru niż to co mamy dzisiaj - wystarczy choćby spojrzeć na wojowników Chaosu: dziś są zuniformowani lepiej niż żołdacy Imperium, wtedy każdy był inny, z innymi mutacjami i uzbrojeniem. Zgraja takich indywiduów naprawdę wyglądała jak horda Chaosu, a nie zestaw chodzących kas pancernych z jednej wytwórni...

 
Lord of Battle z 1985 r., jedno z niedrogich znalezisk z ebaya. Poniżej strona z katalogu Citadela z 1988 r. z tymże wojownikiem (pozycja 21).

Niestety, zbieranie takich oldhammerowych modeli nie jest łatwe. O ile nie zbiera się starych serii "Feudals" i "Man at Arms", które to figurki są do dzisiaj produkowane przez Wargames Foundry, trzeba się uzbroić w cierpliwość i spory zapas gotówki, ponieważ jedynym źródłem jest eBay. No chyba że ktoś mieszka w UK, ponieważ można wtedy polować na lokalnych konwentach wargame'owych, gdzie czasem trafia się na żyłę złota w postaci gości wyprzedających zawartość starych pudeł. Tak np. udało mi się ustrzelić fabrycznie nowy zestaw startowy do 2 edycji Warhammera za... 5 funtów. 25 złotych. Ja pierdykam :D

 
Sigmund - figurka z serii Feudal Man At Arms z 1986 r. Ta konkretna, widoczna na zdjęciu, została wyprodukowana przez Wargames Foundry. Poniżej skan ze starej reklamówki Citadela z wersją oryginalną.

Na szczęście jeśli nie trafi się jakiś zajadły kolekcjoner, figurkami oldhammerowymi na ebayu raczej nie interesują się ludzie grający obecnie w Warhammera, stąd można je kupić za stosunkowo niewielkie pieniądze. No chyba że są to bardzo rzadkie wzory lub są zapakowane w oryginalne blisterki - wtedy cena i ilość licytujących idzie w górę. Osobiście nie mam ambicji "zebrania ich wszystkich", wystarczy mi okazjonalny pojedynczy ludek, bo też i w 3 edycję nie mam z kim grać, a nawet jeśli by ktoś się znalazł chętny, to można przecież grać późniejszymi figurkami. Raczej zbieram oldhammerki z czystego sentymentu do starych dobrych czasów, których zresztą nie pamiętam bo Warhammerem zainteresowałem się o wiele później ;)

P.S. Jeśli ktoś zainteresował się Oldhammerem, polecam kilka blogów na których można znaleźć masę informacji na ten temat, w tym kilka ciekawostek (np. Skrag the Slaughterer, obecnie bohater specjalny do armii Ogre Kingdoms, w swojej pierwotnej postaci był cichym wyznawcą Malala, boga Chaosu który ze powodu braku licencji został usunięty z uniwersum Warhammera w czasach 3 edycji...): Erny's Place, Old-Hammer oraz Realms of Chaos 80s.

środa, 20 lutego 2013

Czarnuch z błyskotką

Na początku przeprosiny - na stronie fb obiecywałem lepsze zdjęcia, tymczasem wyszły tak sobie. Obawiam się że za daleko ustawiłem figurki od aparatu, a na poprawkę nie miałem już szansy ponieważ zostały dostarczone klientowi. Widać z robieniem fotek jest jak z malowaniem - trzeba zwracać uwagę na szczegóły i pamiętać o nich przy następnej okazji...

Następnie sprostowanie: czarnuch = Dark Elf, błyskotka = element pomalowany jako imitacja kryształu.
To na wypadek wątpliwości co do mojej nienagannej postawy względem poprawności politycznej...
/sarcasm

Oto dokończeni bohaterowie Dark Elfów z poprzedniego posta:

Wykryte błędy: zabyt jasne i zbyt toporne linie tatuażu, za małe źrenice oczu, za ciemny makijaż pod okiem. Trzeba będzie poćwiczyć.


Nauki wyciągnięte z malowania totemu, czyli "błyskotki": wielkość białej plamki (tzw. bliku) powinna być proporcjonalna do wielkości danej bryły. W pierwszej wersji plamki były jednakowej wielkości, w związku z czym przód totemu wyglądał jakby farba poodpadała :/ Drugie podejście wyszło lepiej, jednak zastanawiam się czy nie próbowałem skoczyć na zbyt głęboką wodę, ponieważ akurat ten totem jest dość skomplikowany, i mogłem nie ogarnąć do końca prawidłowego rozłożenia blików i rozjaśnień.
Drugą ważną nauką jest użycie odpowiednio jasnego koloru na odbicia światła, czyli te dolne rozjaśnienia. Mam ogólnie problem z kontrastem na figurkach, w sensie że wychodzi mi zbyt mały przez co figurki wydają się słabo wycieniowane i "płaskie". Na kryształkach jest to podwójnie widoczne. W tym zakresie totem poprawiałem dwa razy, a i tak zastanawiam się czy nie przydało by się zwiększyć kontrast użyciem czystej czerni... Ale boję się ruszać gotowej figurki w myśl zasady "lepsze jest wrogiem dobrego" :)

Na koniec przedstawiam mój warsztat fotograficzny w nowej odsłonie - warto zwrócić uwagę na to jak aparat interpretuję różnicę w oświetleniu pomiędzy lampą pokojową a moją roboczą świetlówką ;)


W następnym poście zamieszczę moje przemyślenia w temacie malowania oczu, może nawet jakiś "step-by-step" ;)

wtorek, 5 lutego 2013

Wieści z frontu 3

Nie myślałem że kiedykolwiek to stwierdzę, ale... fajnie było pomalować coś z Warmachine *gasp*
Guardian okazał się dość ciężkim modelem, aż musiałem robić przerwy żeby zregenerować nadgarstek ;) ale jeśli chodzi o stopień skomplikowania malowania to wcale nie było tragicznie. Kiedyś narzekałem na ilość detali w modelach Privateer Press, ale po doświadczeniach z finecastem i najnowszymi produkcjami GW musiałem zrewidować ten pogląd ;)
Oto bestyja w całej swojej okazałości:


Równie miłym doświadczeniem było cieniowanie farbkami P3. Od czasu malowania poprzednich "łormaszinów" nauczyłem się trochę lepiej kontrolować konsystencję farby, co w połączeniu z płynnym pigmentem P3 zaczyna mnie przekonywać do spróbowania pełnego "wet blending" - czyli cieniowania poprzez mieszanie płynnej farby już na figurce. Może kiedyś spróbuję.

W temacie eksperymentów - po raz kolejny wziąłem się za bary z mokrą paletą:

 
Wciąż chyba coś robię źle, ponieważ nadal nie widzę jakichś mega-zajebistych korzyści wynikających z użycia tego gadżetu; jednak muszę się przyznać że nie malowałem jeszcze figurki przy której naprawdę musiałbym mieszać masę kolorów (jasne/ciemne/zimne/ciepłe/bardziej zielone czerwienie/bardziej błękitne czernie itp.).Mam kilka takich obiektów w szufladzie, więc i na to przyjdzie czas.

Mokra paleta była w użyciu przy malowaniu kolejnych Dark Elfów - na razie zrobione są twarze i ciała, reszta niedługo. W ramach urozmaicania hero-questowej czarodziejki postanowiłem machnąć jej tatuażyk - o ile forma nawet mi się podoba, o tyle coś nie do końca mi się podoba z kolorem (mieszałem niebieski z kolorem użytym do malowania skóry; zastanawiam się czy nie lepszym pomysłem było by domieszanie czarnego... zobaczymy przy następnej dziarze).

 Nie do końca to widać na fotce, ale odcień twarzy i skór użytych jako płaszcz i chorągiew jest nieco inny :)

Ostatnio zastanawiałem się co dalej zrobić z tym blogiem. Wbrew moim oczekiwaniom nie stał się on źródłem niekończących się zamówień na malowanie figurek - jak widać, sama obecność w sieci nie wystarczy. Z drugiej strony nie jestem jakimś mistrzem żeby w kółko pisać porady i tutoriale... Jakieś pomysły? Co chcielibyście poczytać w moich postach?

niedziela, 27 stycznia 2013

Orlando Bloom i 20 czarnuchów

Kolejne zamówienie skończone - tym razem pełen oddział Blackguardów do armii Dark Elves, w jakości "champion" w której czuję się coraz lepiej.
Jestem zadowolony przede wszystkim z "bajeru" na płaszczach grupy dowódczej i sztandarze. Trochę mi to zajęło, ale myślę że efekt łagodnego przejścia - choć nie tak doskonały jak zrobiony aerografem - jest naprawdę niezły.
Również freehand na samym sztandarze wyszedł tak jak chciałem. Problematyczne było to że malując na gotowym przejściu tonalnym nie bardzo mogłem sobie pozwolić na błędy, ponieważ korekta kolorem tła była by mocno utrudniona ;)


Z innych, dobrych wieści - od moich wspaniałych przyjaciół dostałem prezent urodzinowy: figurkę Andrei w skali 54 mm (1/32). Jest to moja pierwsza "andrea" i nie mogę się doczekać kiedy się za nią wezmę :) Przedstawia krzyżowca z czasów 2 krucjaty, a tak naprawdę Orlanda Blooma z filmu "Królestwo Niebieskie".  Trochę się obawiam malowania twarzy, ponieważ samo rzeźbienie nie przypomina Orlanda. Sporo czasu zajmie mi analiza kadrów z filmu żeby odpowiednio zidentyfikować charakterystyczne cechy facjaty aktora.
Poza tym figurka jest bez zastrzeżeń - kolczuga odwzorowana na tyle na ile pozwala metal, podział konstrukcyjny jest logiczny, nie ma przerostu niepotrzebnych detali... Jednym słowem - miodzio. Oczywiście zobaczymy jak się będzie malować, ale jestem pełen dobrych myśli.
Andrea załączyła nawet instrukcję malowania i kupon na wypadek potrzeby wymiany uszkodzonego elementu. Moja prywatna ocena tej firmy jest póki co bardzo pozytywna.




niedziela, 6 stycznia 2013

Z impetem w nowy rok!

Nie udało się wyrobić z niczym w grudniu, ale za to przynajmniej styczeń dobrze się zaczyna! Oto przed Państwem Thunder-Tusk, znany w moim skromnym studiu jako Wyrzut Sumienia. Ksywa wzięła się z tego, że figurka spędziła u mnie ponad pół roku - jak nie urok, to sraczka i ciągle malowanie było odkładane na później. No ale w końcu udało się go zrobić :)


Był to chyba najbardziej złożony model jaki miałem okazję sklejać, i wliczam w to moją modelarską przeszłość! Ilość elementów które trzeba było pomalować przed montażem była zatrważająca. Przy okazji poćwiczyłem trochę techniki, których na codzień nie używam, czyli: wash po całości, suchy pędzel i pigmenty. 
Ogólnie jestem zadowolony z efektu, choć widzę też miejsca które można by udoskonalić, np. podstawka. Również na skórę ogrów proszę nie zwracać krytycznego oka - była robiona "pod armię", metodą której bym raczej nie użył na własną rękę.
Miejmy nadzieje że jedna jaskółka (tylko trochę większa) uczyni wiosnę i jeszcze w tym miesiącu pochwalę się kolejnymi skończonymi figurkami!

Szczęśliwego Nowego Roku!

sobota, 21 lipca 2012

Wieści z frontu 2

Przepraszam za dłuższą przerwę - miałem losowy przypadek skutkujący pobytem w szpitalu :/ Jeszcze nie do końca mogę siadać do figurek, ale potrzeba malowania zwyciężyła i dokończyłem zamówionego Gorgera do armii Ogre Kingdoms:


Z racji braku sprawnego kompresora nadal nie mogę posługiwać się aerografem. Stanąłem w obliczu potrzeby zmatowienia całej figurki (po pokryciu warstwą Sidoluxu, aby zapobiec ścieraniu farby - bądź co bądź, figurka ma być użyta w grze). Jako że testowane przeze mnie do tej pory lakiery nie zdawały egzaminu jeśli chodzi o nakładanie pędzlem, postanowiłem zaryzykować i zamówiłem matowy lakier Army Paintera - ale w buteleczce. Przy okazji postanowiłem przetestować też "washową" odmianę bejcy AP, ponieważ czytałem dobre opinie na jej temat (zwłaszcza jeśli chodzi o czas schnięcia).



Jak widać na zdjęciach Gorgera - mat sprawdził się w 100% pozytywnie. Nakładałem go na figurkę przy wilgotności powietrza przekraczającej 50% i dość grubo, a jednak zasechł na matowo i bez rozbieleń w miejscach gdzie zgromadziło się trochę więcej lakieru (choć nadal nie ryzykowałbym chlapania na figurkę bez opamiętania). Mam nadzieję że wiadomość ucieszy INQUISITORA ;) Polecam.
Pseudo-bejcę testowałem na figurce przeznaczonej do zmycia, i też jestem zadowolony. Odcień i efekt podobny do poliuretanowej bejcy w puszce, czas schnięcia dużo krótszy (1-1,5 godz. kontra 24 godziny dla poliuretanu). Nakłada się pędzlem prawie jak wash, z tym że specyfik AP jest gęstszy niż klasyczne washe np. Citadela. No i oczywiście nie zasycha w puszce, bo jest w buteleczce ;)

P.S. Jak zwykle, aby zobaczyć zdjęcia w pełnej rozdzielczości, należy po kliknięciu w fotkę wybrać "pokaż obraz" spod prawego przycisku.

sobota, 30 czerwca 2012

Blackguard, krok po kroku - cz.2

Oto obiecana druga część - metale. Były robione w trzech etapach: najpierw jasna stal...



... potem ciemna stal...


... i na końcu fioletowy metalik na zdobieniach.


Po pomalowaniu podstawki i naklejeniu kilku tuftów, pierwsza piątka jest gotowa.



Pozostało tylko piętnastu... ;)

wtorek, 26 czerwca 2012

Wieści z frontu

Dużo się dzieje ostatnio w mojej jaskini męskich uciech, zwanej kanciapą lub po prostu - pracownią.

Po pierwsze - zostałem bez kompresora. W trakcie ciężkich prac podkładowych poległ na polu chwały plastikowy wężyk doprowadzający powietrze ze sprężarki do zbiornika. Cóż, po ponad 10 latach miał prawo...


Obecnie jestem rozdarty pomiędzy potrzebą poszukania takiego wężyka i zainstalowania go w kompresorze a chęcią nabycia nowego kompresora (nowszego i wygodniejszego w użyciu), jednak decyzję będę mógł podjąć dopiero po pozyskaniu jakichkolwiek funduszy.

Obiecana druga część malowania Blackguardów także się opóźnia (jak widać). Żeby za dużo nie pisać podam wersję skróconą:

1. Psuje się kompresor.
2. Nie mogę położyć posiadanego akrylowego lakieru matowego za pomocą pędzla, ponieważ ma brzydką tendencję do zasychania na półmatowo, zaś wysłużony matowy Humbrol dość długo schnie.
3. Podróż do sklepu po duszący, trujący ale za to pięknie matowy lakier Army Painter.
4. Army Painter zasycha na półmat, mimo dwuminutowego wstrząsania i położenia kilku cienkich warstw.

Jak mawiał mój ojciec: wiatr w oczy, nóż w plecy i kanapka masłem do ziemi. Ostatecznie skończy się na Humbrolu, mam nadzieję że uda mi się położyć pędzlem na tyle cienką warstwę że nie powstaną białe plamy i nie zmieni się kolor farby pod lakierem.

Teraz te dobre wieści:
Doroczna wyprzedaż garażowa na Saskiej Kępie zaowocowała kupnem pożądanego przeze mnie od dawna klęcznika. Do klęczenia przez komputerem lub stolikiem do malowania trzeba się trochę przyzwyczaić, ale zarówno kręgosłup, jak i część ciała dupskiem zwana stanowczo mniej się męczy i ugniata. Klęcznik oczywiście jest używany, ale przy cenie wynoszącej poniżej 10% kosztów nabycia nowego urządzenia, te kilka zadrapań nie robi mi żadnej różnicy.


Na koniec status update Gorgera. Po fiasku pierwszej wersji kolorystycznej zabrałem się za kolejną. Niestety, spieprzone przez twórcę wykończenie powierzchni figurki (tym razem to nie wina techniki odlewania) niweczy prawie cały wysiłek włożony w blending. Niemniej prace idą do przodu. Postanowiłem zrobić kilka zdjęć ponieważ ciekawie wygląda postęp malowania na figurce: od dołu (prawie skończonego) do góry (z jednym podstawowym kolorem).
Same zdjęcia też wyszły interesująco - wciąż eksperymentuję z różnymi ustawieniami zarówno fotografowania, jak i obróbki fotek już w komputerze. To co widać poniżej nieco bliższe jest zdjęciom publikowanym na coolminiornot, i całkiem możliwe że kolejne zdjęcia będą podobnie obrabiane.


Aroha nui, jak mawiają Maorysi :)

P.S. Żeby zobaczyć zdjęcia w pełnej krasie, nie zapomnijcie kliknąć prawym przyciskiem i wybrać "Pokaż obrazek" :)