Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WiP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WiP. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lutego 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy 6 - Samotne Głowy

Ha, wychodzi na to że gdyby nie FKB, to nie było by kolejnych wpisów na blogu ;) No cóż, jakoś nie widzi mi się ciągłe wrzucanie WiP-ów, a że jeszcze nic kompletnego nie zmalowałem... ale dzięki FKB mam wymówkę.
Tematem 6-ej edycji są "Samotne głowy" - czyli same głowy. Oczywiście idealnie było by pokazać samiuteńką głowę, ale po ostatnich czystkach w moich bitsach jedyne co mam to pojedyncze główki od Perrych, a że nie miałem pomysłu jak ciekawie taką główkę zrobić (so one dość "generic", choć swoją funkcję - czyli urozmaicanie oddziałów poprzez "head-swaps" - spełniają idealnie). Postanowiłem więc - jak kilka innych osób - pokazać główkę przymocowaną już do figurki ;) Tematem więc jest to co na warsztacie - bohaterka Dark Elfów z Reapera.

piątek, 11 kwietnia 2014

Apatia

"W bez-kształt-nej
bryle uwięziony tyle lat"
KAT

No to się w końcu zebrałem żeby coś skrobnąć. Bardziej dla siebie, niczym terapeutyczne w założeniu doświadczenie, niż "dla ludu".
Nalałem sobie sporą szklanicę 12-letniej Balvenie od brata, w zębach trzymam e-papierosa, a z przyciszonych do granic przyzwoitości głośników płynie "Formless" - druga płyta Aghory. W sam raz.

Od paru miesięcy trwam w jakiejś takiej apatii. Niby coś robię, ale jakbym stał obok. Żona twierdzi że jestem przemęczony, i może ma rację. Praca + dojazdy zajmują mi większą część dnia, potem próbuję bawić się z Hezbollahem Marszczybrewką, a kiedy mały kamikaze w końcu zaśnie jestem już tak spruty że nie mam siły ani ochoty na nic sensownego. Weekendy z reguły obłożone są jakimiś towarzysko - rodzinnymi terminami, a jeśli już jakiś wolniejszy dzień się trafi to śpię do południa jak debil i potem narzekam że mnie głowa boli. Trochę nie widzę końca tego zaklętego cyklu, bo kasy wcale nie przybywa w zadowalającym tempie, kolejne wydatki są odkładane na później (zebrało się tego, oj zebrało), w domu czeka masa rzeczy na zrobienie / naprawę / wymianę, a brakuje na to wciąż albo siły, albo czasu, albo funduszy.

czwartek, 17 października 2013

Narodziny bestii, cz. 5

To już końcówka. Tym razem wszystkie detale.

Po kolei:

1. Kryształki
O metodach malowania kryształków rozpisywałem się kiedyś... ups, tak naprawdę się NIE rozpisywałem, pamięć ludzka jest zawodna :( Dzięki QC za wykrycie błędu. Zacznę jeszcze raz:
Kryształki pomalowałem sposobami które ćwiczyłem TUTAJ. W przypadku Fire of Salvation nie wyważałem otwartych drzwi, po prostu powieliłem schemat, używając czarnego (RMS), 959 Purple, 945 Magenta (VMC) oraz czystej bieli (na blik).

niedziela, 13 października 2013

Narodziny bestii, cz. 4

Czas na metal. Znaczy się puszczamy np. takie coś i bierzemy się za pędzle.
Wiele razy wspominałem że metaliki sprawiają mi niejaki problem. Niby teorię znam, wiem jak powinien wyglądać metal robiony suchym pędzlem a jak washowany... ale różnie mi to wychodziło. Ostatnimi czasy zacząłem się przekonywać do powolnego, spokojnego, wielowarstwowego glaze'owania, i taką też metodą pomalowałem metale na Fire of Salvation.

środa, 11 września 2013

Narodziny bestii, cz. 3

Następnym kolorem do malowania była charakterystyczna menothowa purpura, do której użyłem - by the book - farb P3: Sanguine Base oraz Sanguine Highlight.

Proces minimalnie się różnił od poprzedniego etapu, ze względu na dość słabe właściwości kryjące farby Sanguine Highlight.

Na początek położyłem 2-3 cienkie warstwy tejże farby:

sobota, 7 września 2013

Narodziny bestii, cz. 2

Zanim przejdziemy do fotek - kilka uwag.
Po pierwsze - nie trzymam się sztywno "fabrycznego" schematu malowania; owszem, używam kolorów wymyślonych przez Privateer Press, ale samo ich rozmieszczenie jest inne.
Po drugie - w trakcie pracy nad modelem jedna z łap warjacka najpierw się obluzowała, a potem zupełnie zeszła ze sztyftu. Tak naprawdę to dobrze, bo łatwiej mi będzie pomalować detale, ale na zdjęciach co chwilę jest w trochę innej pozycji ;)
Po trzecie - mam jedną porządną lampę, i żeby zrobić zdjęcie muszę ją przemieszczać między stanowiskiem do malowania a tym drugim do robienia zdjęć; w związku z tym oświetlenie na poszczególnych fotach może się trochę różnić, ale mam nadzieję że różnice pomiędzy poszczególnymi etapami widać wystarczająco dobrze.

A teraz - zdjęcia:

wtorek, 3 września 2013

Narodziny bestii, cz. 1

Czas na obiecany "krok-po-kroku"!

Dostałem do pomalowania model Fire of Salvation ze stajni Privateer Press. Model jest mocno oldschool, ciężki, metalowy i trochę pokraczny, ale największym problemem była sama jakość odlewu - praktycznie cały warjack był pokryty małymi wżerkami. Z tego co słyszałem tu i ówdzie takie uszkodzenia powstają gdy leje się roztopiony metal w słabo nagrzaną formę (inna teoria mówi o efektach spalania talku, który czasem używany jest w roli substancji ułatwiającej wyjmowanie odlewów z formy). Tak czy inaczej wyglądało to nie najlepiej:

środa, 31 lipca 2013

Rocky road to Scotland

Prawie się nie udało - nagłe podupadnięcie zdrowotne prawie przekreśliło moje plany wyjazdowe, ale opanowałem sytuację i jednak jadę! A raczej lecę ;)
Celem jest Edynburg. Odwiedzam tam mojego brata (bo on jest za leniwy żeby przyjechać do Polski), i zgodnie z naszą tradycją odwiedzimy konwent wargame'owy. Do tej pory był to Carronade w Falkirk, tym razem jednak zobaczę Claymore - największy i najbardziej prestiżowy "show" w Szkocji. Nie muszę dodawać że popiskuję z radości jak mała dziewczynka na widok Hello Kitty. Zastanawiam się czy nie podwoić zapasu baterii do aparatu, bo może być ciekawie ;) Spodziewajcie się więc obszernej relacji jakoś w przyszłym tygodniu.

piątek, 14 czerwca 2013

Czas ucieka...

... a malowanie ledwo tylko ruszyło się do przodu.
To znaczy - malowałem dużo, ale niewiele widać. Oczywiście masa spraw zwaliła mi się na głowę, jak to zwykle bywa w sytuacjach kiedy czas jest ograniczony :( W związku z tym - co było do przewidzenia - z mojej początkowej reprezentacji ostały się dwie figurki które mają szanse na pomalowanie na czas. Nie przejmuję się zbytnio, ponieważ wolę pomalować dwie tak żebym był z nich w miarę zadowolony niż pomalować pięć i mieć cały czas poczucie że mogłem to zrobić lepiej.
Ponieważ przykładam się jak mogę, same metale na dwóch moich zawodnikach robiłem kilka wieczorów. Zdjęcia znów poglądowe, więc niestety nie widać całości efektu...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

"Huragan" Wołomin

Juuuuuż tłumaczę o co chodzi z tym tytułem :)

Otóż kiedy jeździłem w odwiedziny do swojej przyszłej żony, pociągiem do Wołomina, za każdym razem mijałem znajdujący się po drodze stadion tego klubu. I tak sobie czasem myślałem, co sobie obiecują grający w nim piłkarze. Przecież wiadomo że ekstraklasy z tego nie będzie, po samym stadionie widać. Więc po co?
I za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku: po to żeby grać. Może to i wyidealizowane wyobrażenie, wszak nie śledzę tematów piłkarskich i nie wiem jak to od podszewki wygląda, ale przecież po to są te ligi żeby któreś były pierwsze, a któreś drugie albo trzecie. Gdyby wszyscy byli na tym samym poziomie - nie było by najlepszych. Więc i takie "Huragany" mają swoje, bardzo potrzebne miejsce.
A jaki to ma związek z figurkami? Otóż wielkimi krokami zbliżają się wspomniane przeze mnie ostatnio konkursy - Festiwal w Toruniu i MoI w Radomiu. Na oba się wybieram. Wiem że nie wygram. Więc po co? Ano właśnie po to żeby ktoś lepszy mógł wygrać, żeby było z czego wybierać. Żeby robić tło jako ta IV liga*.
Tak poza tym - żeby w tym uczestniczyć, po prostu. Poznać innych malarzy, pogadać przy jakimś zacnym trunku o przewadze NMM nad TMM (lub na odwrót), popatrzeć jak na żywo wygląda to lepsze malowanie.
Więc działam! Oto moja IV-ligowa reprezentacja:
Od lewej mamy: Dark Elfa z GW, dwoje rzezimieszków z Reapera (do winietki typu "pojedynek"), orkowy boss z Forge World (łapy z toporem oddzielnie), i w pierwszym rzędzie: wojowniczka z Hasslefree (ręka z tarczą oddzielnie) oraz jedyna w tym zespole figurka 54 mm - rycerz z Andrea Miniatures.
Dark Elf i Ork są tak naprawdę figurkami malowanymi na zamówienie, ale nie mam czasu by zająć się tylko modelami na konkurs, więc uzupełniają szeregi.

W tym poście chciałbym się nieco skupić na figurce z Andrea Miniatures. Pisałem już o niej wcześniej, kiedy to dostałem ją w prezencie od przyjaciół :) Kiedy zdecydowałem się pomalować ją na konkurs, okazało się że rzeźba twarzy niezbyt przypomina Orlando Blooma. Co więcej, po przeszukaniu coolminiornot okazało się, że nawet lepsi ode mnie malarze nie są w stanie upodobnić jej do Legolasa z zarostem. W związku z tym postanowiłem odpuścić i zająć się nią w inny sposób.
Od jakiegoś czasu interesuje mnie średniowieczna i renesansowa armia Hiszpanii. Różniła się zasadniczo od innych europejskich armii z powodu ciągłych walk z Maurami w ramach tzw. Rekonkwisty - czyli odbierania ziem hiszpańskich z rąk muzułmanów, które trwało od IX w. aż do upadku Grenady w 1492 roku... Ekhem, dobra, zapędzam się. W każdym razie na przełomie XII i XIII wieku w ówczesnych hiszpańskich królestwach powstały 4 rycerskie zakony, wzorowane na Templariuszach i Joannitach. Najznaczniejszym z nich (choć nie pierwszym) był zakon św. Jakuba, patrona Hiszpanii, który dla klimatu i przez hipsterskie podejście do historii nazywał będę oryginalnie: Orden de Santiago.

Ciekawą cechą hiszpańskich zakonów były ich krzyże, z których ten od Santiago różnił się od pozostałych (wszystkie trzy pozostałe zakony miały krzyże w tym samym kształcie, różniące się kolorem). W odróżnieniu od relatywnie prostych krzyży popularnych w Ziemi Świętej, te hiszpańskie były urozmaicone i wręcz ozdobne.

Krzyż Orden de Santiago

Orden de Calatrava

Orden de Montesa

Orden de Alcantara

Uznałem że krzyż zakonu Calatrava jednak przekracza moje możliwości freehandowe, w związku z czym stanęło na Santiago. Oczywiście, jeśli rycerz-zakonnik, to musi być brodaty - więc złapałem za miliput i dorobiłem mu brodę:
Na zdjęciu widać także Liquid Green Stuff, którego użyłem do wyrównania powierzchni figurki.

Choć sama broda cudem rzeźby nie jest, to jednak w miarę wpasowała się w klimat figurki.
Żeby lepiej oddać efekt ostrego, hiszpańskiego słońca, postanowiłem na figurce zastosować tzw. "pre-shading", czyli podkładowanie ciemnym i jasnym kolorem. W tym wypadku najpierw całość pokryłem czarnym primerem (wszystkie podkłady robię primerami Vallejo za pomocą aerografu), następnie od góry, pod lekkim kątem, obsikałem całość szarym. Dzięki temu mniej-więcej widać gdzie światło byłoby najostrzejsze, a więc gdzie najbardziej trzeba będzie figurkę rozjaśnić.
Prace idą powoli ze względów o których już nie raz pisałem, ale wciąż jestem dobrej myśli. Nawet podstawki już mam mniej-więcej zaplanowane i częściowo zbudowane (a jak wiadomo, na konkurs nie wypada mieć zwykłych plastikowych kwadracików):
Przez ostatni weekend (a przynajmniej tyle ile miałem z niego do dyspozycji) oprócz położenia podkładu udało mi się dokonać pierwszych maźnięć. Od razu zaznaczam że fotki są mocno WiP, więc niewiele na nich widać poza samym faktem pomalowania ;)
Kusi mnie żeby jeszcze urozmaicić oczy blikami i źrenicami, ale nie chcę z drugiej strony żeby zanadto się wybijały, bo rycerz ma zerkać "spode łba"...
Niestety, przejścia wyszły trochę chropowate, choć z samych kolorów jestem zadowolony.
Ta fotka wygląda strasznie, ale to kwestia powiększenia i słabego światła - wojowniczka z Hasslefree jest naprawdę, ale to naprawdę drobniutka. Nie wiem czy to nie najmniejsza figurka (poza 15 mm) którą miałem okazję malować...

Jak widać - plany mam ambitne, zobaczymy ile z nich uda się wykonać :)




* Już po wymyśleniu wstępu do tego posta dowiedziałem się przypadkowo, że Huragan Wołomin właśnie awansował z IV do III ligi... czyżby dobry omen? :P


piątek, 22 lutego 2013

Te (niekoniecznie) czarne oczy...

Słowo się rzekło - kobyłka u płota, jak mówi stare przysłowie.

Na początek proponuję zapoznać się z powyższym filmikiem - mimo że narracja jest w języku angielskim, pokazuje dość wyraźnie podstawowe zagadnienia związane z malowaniem oczu na figurce, co wielu osobom przysparza niejakich problemów.

Po obejrzeniu tego materiału postanowiłem zastosować świeżo zdobytą wiedzę na figurce 28 mm, jednak zanim przejdziemy do części "krok-po-kroku" chciałbym jeszcze podzielić się paroma przemyśleniami, których nie ma w filmie.

Przede wszystkim źrenice/tęczówki należy malować symetrycznie. Nieważne czy ludek ma patrzeć w lewo, w prawo czy wprost - nie powinien mieć zeza! Jeśli malujemy ludka patrzącego wprost, dobrą wytyczną są kąciki ust - jeśli źrenica będzie się z nimi pokrywać w linii pionowej, będzie ok.

Drugą sprawą jest orientacja pionowa tęczówek. Dzięki temu możemy nadać twarzy figurki dużo wyrazu, często więcej niż sama mimika nadana jej przez rzeźbiarza. Pozwoliłem sobie na szybko zrobić poglądowy rysunek:



1 - neutralne, naturalne położenie źrenicy. Większa część tęczówki ukryta jest pod górną powieką, dolna jej krawędź ledwo wchodzi pod dolną powiekę (lub jej dotyka). Takie coś malujemy na większości figurek.

2 - spojrzenie w górę; pomiędzy dolną powieką a tęczówką jest widoczny odstęp. Jeśli figurka ma pochyloną twarz, możemy poprzez takie umiejscowienie uzyskać fajny efekt patrzenia "spode łba" :)

3 - patrzenie w dół, mało naturalne (zazwyczaj odruchowo pochylamy twarz by na coś spojrzeć). Ma dwa fajne zastosowania: na figurkach z uniesioną twarzą możemy uzyskać efekt szału (przydatne u flagellantów, maruderów Chaosu i innych berserkerów); na innych figurkach można w ten sposób symulować przerażenie (tak wyglądają oczy "rozszerzone ze strachu").

4 - źrenica centralnie pomiędzy powiekami. Rzadko spotykane i raczej nienaturalne ułożenie; najlepiej nie stosować w figurkach żeby nie wyglądały sztucznie.

Co jeszcze? Rozrzedzać farbę, nie pić zbyt dużo kawy przed malowaniem i postarać się o dobre oświetlenie i podparcie dla rąk :)

Obiektem mojego eksperymentu została figurka Reapera z linii Pathfinder, którą nabyłem na zeszłorocznym Hussarze. Ma dość duże jak na tą skalę, dobrze wyrzeźbione oczy, więc było na czym poćwiczyć. Do malowania użyłem mojego wysłużonego pędzelka, na którym zostało niewiele włosia; używam go właściwie tylko do malowania oczu. Zaletą takiego zdezelowanego pędzla jest to że nie nabiera za dużo farby, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko rozlania po malowanej powierzchni.


Zaplanowałem dla tej figurki zielone oczy, więc wybrałem odpowiednie farbki Reapera:


Już wcześniej położyłem na figurce bazowy kolor skóry. Malowanie oczu zacząłem od białek. Zgodnie z poradą w filmie (zresztą czytałem o tym już w kilku poradnikach) użyłem do tego nie czystej bieli, lecz lekko kremowej farby P3 Menoth White Highlight:


Następnie dodałem czystej bieli (ok. 2 części bieli do 1 części Menoth White Highlight) i rozjaśniłem środki białek (nie do końca widać to niestety na zdjęciu):


Teraz zaczynamy zabawę: ciemniejszą zielenią namalowałem tęczówki. Jak widać nie przejmowałem się wyjeżdżaniem poza białka w pionie; koncentrowałem się na odpowiednim umieszczeniu tęczówek w poziomie. Figurka będzie patrzyła wprost:


Kolejny krok to rozjaśnienie tęczówek - tu już się napociłem żeby trafić w środek uprzednio namalowanych plamek :)



Następnie źrenice - tu popełniłem mały błąd: powinienem był namalować je zwykłym tuszem kreślarskim. Schnie on nieco dłużej niż farba i lepiej spływa z pędzla, dzięki czemu wystarczy raz dotknąć pożądanego miejsca i już jest tam czarna kropka. Ja wziąłem czarną farbę Reapera, przez co musiałem zrobić źrenice na kilka dotknięć, no i troszkę zapaskudziłem tęczówki...


... ale na szczęście został mi jeszcze jeden krok - blik, czyli odbicie światła od oka. Tu też się skoncentrowałem i prawie odgryzłem sobie język, ale udało mi się umieścić dwie białe plamki symetrycznie.

 Dzięki temu zamaskowałem lekko czarne zabrudzenia na tęczówce. Jest to poza tym sposób na oszukiwanie oka - w tej skali kombinacja koloru, czerni i białej plamki i tak mówi nam że patrzymy na oko :)

Ostatnim krokiem było poprawienie zabrudzeń na twarzy podstawowym kolorem skóry:


Oczy skończone, teraz będzie można cieniować twarz - co też ma wpływ na "wyraz twarzy" figurki.

Mam nadzieję że cokolwiek ciekawego znaleźliście w tym przydługim poście.

Aroha nui :)

wtorek, 5 lutego 2013

Wieści z frontu 3

Nie myślałem że kiedykolwiek to stwierdzę, ale... fajnie było pomalować coś z Warmachine *gasp*
Guardian okazał się dość ciężkim modelem, aż musiałem robić przerwy żeby zregenerować nadgarstek ;) ale jeśli chodzi o stopień skomplikowania malowania to wcale nie było tragicznie. Kiedyś narzekałem na ilość detali w modelach Privateer Press, ale po doświadczeniach z finecastem i najnowszymi produkcjami GW musiałem zrewidować ten pogląd ;)
Oto bestyja w całej swojej okazałości:


Równie miłym doświadczeniem było cieniowanie farbkami P3. Od czasu malowania poprzednich "łormaszinów" nauczyłem się trochę lepiej kontrolować konsystencję farby, co w połączeniu z płynnym pigmentem P3 zaczyna mnie przekonywać do spróbowania pełnego "wet blending" - czyli cieniowania poprzez mieszanie płynnej farby już na figurce. Może kiedyś spróbuję.

W temacie eksperymentów - po raz kolejny wziąłem się za bary z mokrą paletą:

 
Wciąż chyba coś robię źle, ponieważ nadal nie widzę jakichś mega-zajebistych korzyści wynikających z użycia tego gadżetu; jednak muszę się przyznać że nie malowałem jeszcze figurki przy której naprawdę musiałbym mieszać masę kolorów (jasne/ciemne/zimne/ciepłe/bardziej zielone czerwienie/bardziej błękitne czernie itp.).Mam kilka takich obiektów w szufladzie, więc i na to przyjdzie czas.

Mokra paleta była w użyciu przy malowaniu kolejnych Dark Elfów - na razie zrobione są twarze i ciała, reszta niedługo. W ramach urozmaicania hero-questowej czarodziejki postanowiłem machnąć jej tatuażyk - o ile forma nawet mi się podoba, o tyle coś nie do końca mi się podoba z kolorem (mieszałem niebieski z kolorem użytym do malowania skóry; zastanawiam się czy nie lepszym pomysłem było by domieszanie czarnego... zobaczymy przy następnej dziarze).

 Nie do końca to widać na fotce, ale odcień twarzy i skór użytych jako płaszcz i chorągiew jest nieco inny :)

Ostatnio zastanawiałem się co dalej zrobić z tym blogiem. Wbrew moim oczekiwaniom nie stał się on źródłem niekończących się zamówień na malowanie figurek - jak widać, sama obecność w sieci nie wystarczy. Z drugiej strony nie jestem jakimś mistrzem żeby w kółko pisać porady i tutoriale... Jakieś pomysły? Co chcielibyście poczytać w moich postach?

wtorek, 25 września 2012

Wyzwanie

Znów minęło sporo czasu od ostatniego wpisu... wiem. Niestety (lub stety, zależnie od punktu widzenia) jeśli się inwestuje w nową skalę figurek, zwłaszcza w 1:1, czas ulega nagłemu skurczeniu i pojawia się wiele dodatkowych zadań które trzeba wykonać zanim rzeczona figurka zostanie... ehem... "dostarczona" :) Na szczęście udało mi się wynegocjować z Tą-Której-Należy-Się-Słuchać odrobinę czasu pomiędzy remontem przedpokoju a remontem sypialni. Czas ten w całości poświęcę na malowanie figurek (poza dzisiejszą wizytą u dentysty...), choć to tylko kilka dni.
Jakiś czas temu na stronie fb podjąłem wyzwanie rzucone przez Chest of Colors. Dla niewtajemniczonych opis konkursu tutaj. Pewnie nawet nie myślałbym o wzięciu udziału gdyby nie figurka, którą kupiłem 12 lat temu - limitowana edycja z firmy Fortress Figures, wyrzeźbiona przez legendarną Sandrę Garrity w jej charakterystycznym, "słitaśnym" stylu. Leżała sobie spokojnie w szafce aż do teraz. Moim zdaniem idealnie pasuje do wymagań konkursu na figurkę gladiatora fantasy :D
Zdjęcie na potrzeby konkursu - niepomalowana figurka na tle regulaminu. Dlatego takie dziwne.

Z założenia nie biję się o złotą patelnię, udział w konkursie potraktowałem jako wyzwanie dla samego siebie i może trochę metodę autopromocji. Teraz wyzwanie nabrało dodatkowego wymiaru, ponieważ w momencie pisania tego postu do terminu nadsyłania prac pozostał 1 dzień, 16 godzin i 17 minut...

Ponieważ od tego terminu do końca mojego wynegocjowanego czasu zostanie jeszcze trochę, postanowiłem sobie dodać następne zadanie: pomalować do końca zamówionego Thundertuska. Nie mam na myśli całości, bo to niewykonalne ze względu na ilość detali; chodzi mi o samą bestię, wraz z przyklejonymi do niej siodłami i zaczepami na trofea. Na chwilę obecną futro jest zrobione powiedzmy w 1/3... zobaczymy jak pójdzie.

W tych wszystkich zadaniach na pewno pomoże mi nowa lampa:
Zdjęcie zrobione "z ręki", bez dodatkowego oświetlenia, w ciemnym pokoju...

Jak widać mam oświetlone praktycznie całe stanowisko. Mógłbym się rozpływać nad zaletami nowego sprzętu, ale po co wyważać otwarte drzwi - oto recenzja na stronie Coloured Dust (by Arbal).

No cóż, pozostaje mi odpalić mój ulubiony motywator do zadań wszelakich i brać się do roboty. Następne sprawozdanie jutro :)




czwartek, 16 sierpnia 2012

Badum-tsz!

Zdobyłem baterie do aparatu, więc śpieszę pochwalić się moją odnowioną kanciapą... znaczy pracownią!

Po odmalowaniu i wzbogaceniu o nowe półki, jak również przeorganizowaniu całości, prezentuje się doprawdy zacnie:


Może i trochę ciasno, ale i tak lepiej niż poprzednio (szkoda że nie zrobiłem zdjęcia "przed").






Nowe półki! Wylądowała na nich co ważniejsza literatura fachowa oraz zapasy figurek i modeli.

 Za drzwiami kryje się mniej podręczna literatura fachowa oraz inne zbiory książek. Jeszcze nie wszystkie przesiedliłem z innych zakamarków mieszkania.

 Parę półek zarezerwowałem na swoje własne armie. Trzy gotowe jednostki czekają na resztę, która z kolei czeka na pomalowanie...

Remont mieszkania jeszcze nie dobiegł końca - chwilowy magazyn materiałów i narzędzi znajduje się pod oknem.

Tu dzieje się magia! Moje nowe stanowisko do malowania, wysokością dopasowane do klęcznika.

Nad oświetleniem i pojemnikiem na narzędzia jeszcze muszę popracować... ale za to stojak na farby jest gotowy! Profesjonalna konstrukcja z tektury mojego autorstwa, dopasowana do farb Vallejo. Muszę jeszcze zrobić co najmniej jeden podobny na farbki P3 i Coat d'Arms.

Stanowisko do prac mniej precyzyjnych. Docelowo będzie tu także miejsce do malowania aerografem (ta niepozorna skrzyneczka za lampą to pochłaniacz w stanie złożonym).

Powiększenie obiektu widocznego powyżej na stole do malowania... Kolejne zlecenie, czyli Thundertusk do armii Ogre Kingdoms. Biedny imperialny łucznik dostawiony dla porównania gabarytów.

Na koniec miły akcent: jakiś czas temu dołożyłem się do kampanii zbierania funduszy na działalność Warhammerjoey, czyli Joey Berry - autorki wesołego kanału na Youtube. Zdążyłem już o tym zapomnieć, a tu znienacka przychodzi do mnie paczuszka z listem z podziękowaniami i pudełkiem czekoladek! Czekoladki zostały zjedzone na spółkę z małżonką i były wielce zacne. Dzięki zebranym funduszom Joey miała m. in. odwiedzić turniej Warhammera ETC w Gorzowie Wielkopolskim ;) Fajnie jest czasem zrobić coś dla innych hobbystów, ma się poczucie współtworzenia społeczności...





sobota, 30 czerwca 2012

Blackguard, krok po kroku - cz.2

Oto obiecana druga część - metale. Były robione w trzech etapach: najpierw jasna stal...



... potem ciemna stal...


... i na końcu fioletowy metalik na zdobieniach.


Po pomalowaniu podstawki i naklejeniu kilku tuftów, pierwsza piątka jest gotowa.



Pozostało tylko piętnastu... ;)