Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studio. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 października 2017

HobbyZone: wszyscy mają - mam i ja!

Produkty Hobby Zone są już chyba znane wszystkim w naszej niszy figurkowo - malarskiej. I nie chodzi tu tylko o to że Piotrek fajny gościu jest - po prostu ma dobry produkt.

Długo się przymierzałem do kupna czegoś na moje biurko, bo to albo akurat kasy nie było, albo byłem w trakcie kolejnego remanentu i nie byłem pewien co i jak mi się zmieści.W końcu nadszedł ten dzień, w którym przy okazji porządkowania pokoju i pakowania rzeczy na handel uznałem że więcej miejsca już mieć nie będę, a warto by w końcu trochę usprawnić ergonomię mojego stanowiska pracy.

czwartek, 11 grudnia 2014

Przemeblowanko

Jak można się było domyślić z ostatnich postów oraz strony fb, wiele się u mnie ostatnio zmienia. Rodzina mi się powiększyła o małą Wand(alk)ę, w związku z czym trzeba było odświeżyć i przemeblować mieszkanie. Poboczną korzyścią dla mnie było zakupienie przy okazji nowych mebli do tzw. studia - komody na pierdoły i przydasie oraz biurka. Jednak jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie nim będę mógł z nich w pełni korzystać.

piątek, 11 kwietnia 2014

Apatia

"W bez-kształt-nej
bryle uwięziony tyle lat"
KAT

No to się w końcu zebrałem żeby coś skrobnąć. Bardziej dla siebie, niczym terapeutyczne w założeniu doświadczenie, niż "dla ludu".
Nalałem sobie sporą szklanicę 12-letniej Balvenie od brata, w zębach trzymam e-papierosa, a z przyciszonych do granic przyzwoitości głośników płynie "Formless" - druga płyta Aghory. W sam raz.

Od paru miesięcy trwam w jakiejś takiej apatii. Niby coś robię, ale jakbym stał obok. Żona twierdzi że jestem przemęczony, i może ma rację. Praca + dojazdy zajmują mi większą część dnia, potem próbuję bawić się z Hezbollahem Marszczybrewką, a kiedy mały kamikaze w końcu zaśnie jestem już tak spruty że nie mam siły ani ochoty na nic sensownego. Weekendy z reguły obłożone są jakimiś towarzysko - rodzinnymi terminami, a jeśli już jakiś wolniejszy dzień się trafi to śpię do południa jak debil i potem narzekam że mnie głowa boli. Trochę nie widzę końca tego zaklętego cyklu, bo kasy wcale nie przybywa w zadowalającym tempie, kolejne wydatki są odkładane na później (zebrało się tego, oj zebrało), w domu czeka masa rzeczy na zrobienie / naprawę / wymianę, a brakuje na to wciąż albo siły, albo czasu, albo funduszy.

sobota, 26 października 2013

Bestia powstała... i co dalej?

Po dłuższej przerwie spowodowanej Hussarem i następującym po nim ciężkim tygodniu wracamy do stałego rozkładu jazdy.

Oto gotowa bestia, znaczy się Fire of Salvation. Zdjęcia zrobiłem jeszcze przed Hussarem, ale dopiero teraz miałem czas by je obrobić i opublikować. Jako że to mój najlepszy - jak dotąd - warjack, postanowiłem zamęczyć Drogich Czytelników fotkami z każdej możliwej strony :P

środa, 31 lipca 2013

Rocky road to Scotland

Prawie się nie udało - nagłe podupadnięcie zdrowotne prawie przekreśliło moje plany wyjazdowe, ale opanowałem sytuację i jednak jadę! A raczej lecę ;)
Celem jest Edynburg. Odwiedzam tam mojego brata (bo on jest za leniwy żeby przyjechać do Polski), i zgodnie z naszą tradycją odwiedzimy konwent wargame'owy. Do tej pory był to Carronade w Falkirk, tym razem jednak zobaczę Claymore - największy i najbardziej prestiżowy "show" w Szkocji. Nie muszę dodawać że popiskuję z radości jak mała dziewczynka na widok Hello Kitty. Zastanawiam się czy nie podwoić zapasu baterii do aparatu, bo może być ciekawie ;) Spodziewajcie się więc obszernej relacji jakoś w przyszłym tygodniu.

sobota, 23 marca 2013

Zrób to sam: stojak na farby

Obiecywałem kiedyś że opiszę sposób w jaki zrobiłem swój stojak na farby. Nagłe pomnożenie moich zapasów farb Vallejo (25 sztuk przysłane mi przez brata) przyspieszył tę operację - po prostu nie mam gdzie trzymać nadliczbowych farbek, więc musiałem na szybko dorobić stojak :)

Moje stojaki zrobione są z grubej tektury - ok. 2,5 mm. Można użyć grubszej lub cieńszej, jednak cokolwiek ponad 3 mm to overkill, a cokolwiek poniżej 1,5 mm może być zbyt giętkie.

Najpierw wyrysowuję wszystko na arkuszu. Buteleczki stosowane przez Vallejo, Reapera czy Army Paintera mają 25 mm średnicy, a razem z nakrętką - 75 mm wysokości. Żeby składować buteleczki w pozycji leżącej, a jednocześnie móc je łatwo wyjmować i wkładać do stojaka, obliczyłem że potrzebuję przestrzeni 30x30x60 mm. W związku z tym wyrysowałem na arkuszu pasy o szerokości 60 mm i zaznaczyłem na nich komory 30 mm oddzielone 3 mm odstępami na elementy idące prostopadle; nie chciałem bawić się w idealne dopasowywanie w szczeliny 2,5 mm, bo cięcie takiej tektury wymaga sporo wysiłku, precyzyjne cięcie - jeszcze więcej wysiłku, a ja chciałem mieć stojak relatywnie szybko do dyspozycji. Poza tym aż tak dokładne zakleszczenie elementów nie jest potrzebne. Na zewnętrznych krawędziach dodałem po 10 mm zapasu, żeby konstrukcja się trzymała.
Po wymierzeniu pozostałego miejsca na biurku wyszło mi, że nowy stojak będzie mógł pomieścić 13 rzędów po 9 farbek. W związku z tym wyciąłem dwa zestawy elementów: poziome (po 9 komór) i pionowe (13 komór).
Najtrudniejszą, bo najbardziej pracochłonną i męczącą (czyli w skrócie - upierdliwą) czynnością jest wycinanie zagłębień montażowych. Jako że tektura dość szybko tępi ostrza noża kreślarskiego, w trakcie pracy nad stojakiem zmieniałem je chyba z 10 razy... No i nadgarstek boli mnie do teraz.
Po wycięciu elementów trzeba je złożyć do kupy i wzmocnić przyklejając plecki (mogą być z cieńszej tektury). Zrezygnowałem z klejenia między sobą poszczególnych elementów z dwóch powodów: po pierwsze jest to dodatkowa upierdliwość która aż tak znacząco nie wpływa na sztywność całej konstrukcji, po drugie - jak wspomniałem wyżej wycięcia są szersze niż sama tektura, więc powierzchnia klejenia i tak była by mała. Nie wspominając już o tym ile czasu by to zajęło. Złożyłem więc elementy "na sucho"...
... po czym ułożyłem całość na płaskiej powierzchni. Warto upewnić się przed klejeniem że całość trzyma kąt.
Na każde skrzyżowanie elementów nałożyłem kroplę białego kleju i dodatkowo posmarowałem kilka krawędzi pionowych elementów. Na to nałożyłem arkusz cieńszej (ok. 1 mm) tektury - nie przejmowałem się przycinaniem go "na wymiar", ponieważ można to zrobić już po wyschnięciu kleju. Dla pewności plecki obciążyłem na czas klejenia książkami.
Po kilku godzinach, gdy klej wysechł, do bocznych krawędzi przykleiłem jeszcze wsporniki w formie pasów tektury ok. dwukrotnie szersze niż głębokość komory. Wsporniki te mają zapobiec "gibnięciu się" stojaka do przodu; jeśli gibnie się do tyłu, i tak oprze się o ścianę.
Na koniec przyciąłem wsporniki, bardziej dla wyglądu niż dla funkcjonalności, oraz dokleiłem jeszcze jeden pasek tektury na samą górę (trochę poprawia to sztywność konstrukcji).
Zrobione! Oto gotowy stojak w akcji (po prawej, załadowany Reaperami) obok poprzedniego egzemplarza (po lewej, załadowany Vallejo i Army Painter):
I teraz najlepsze: taki arkusz tektury, wystarczający na zrobienie jednego stojaka, kosztuje nie więcej niż 10-12 zł (może nawet mniej: ja za swoją tekturę płaciłem 6 zł, ale było to jakieś 10 lat temu). Wymiar stojaka można sobie dopasować do przestrzeni jaką się dysponuje, jedyne czego wymaga to trochę czasu na wykonanie (mi zajęło to łącznie ok. 5 godzin nie licząc schnięcia kleju, z czego większość to wycinanie szczelin montażowych). Rzecz jasna można sobie kupić wycinane laserowo stojaki, czy nawet zamówić takie wycięcie choćby w Your Move. Tyle że sklejka w warunkach domowych nie ma większej przewagi nad tekturą w przypadku takiego stojaka, a koszt również będzie bez porównania większy... Poza tym mam czasem ciągoty do dawnego podejścia do hobby, kiedy przede wszystkim robiło się różne rzeczy samemu... ;)

środa, 20 lutego 2013

Czarnuch z błyskotką

Na początku przeprosiny - na stronie fb obiecywałem lepsze zdjęcia, tymczasem wyszły tak sobie. Obawiam się że za daleko ustawiłem figurki od aparatu, a na poprawkę nie miałem już szansy ponieważ zostały dostarczone klientowi. Widać z robieniem fotek jest jak z malowaniem - trzeba zwracać uwagę na szczegóły i pamiętać o nich przy następnej okazji...

Następnie sprostowanie: czarnuch = Dark Elf, błyskotka = element pomalowany jako imitacja kryształu.
To na wypadek wątpliwości co do mojej nienagannej postawy względem poprawności politycznej...
/sarcasm

Oto dokończeni bohaterowie Dark Elfów z poprzedniego posta:

Wykryte błędy: zabyt jasne i zbyt toporne linie tatuażu, za małe źrenice oczu, za ciemny makijaż pod okiem. Trzeba będzie poćwiczyć.


Nauki wyciągnięte z malowania totemu, czyli "błyskotki": wielkość białej plamki (tzw. bliku) powinna być proporcjonalna do wielkości danej bryły. W pierwszej wersji plamki były jednakowej wielkości, w związku z czym przód totemu wyglądał jakby farba poodpadała :/ Drugie podejście wyszło lepiej, jednak zastanawiam się czy nie próbowałem skoczyć na zbyt głęboką wodę, ponieważ akurat ten totem jest dość skomplikowany, i mogłem nie ogarnąć do końca prawidłowego rozłożenia blików i rozjaśnień.
Drugą ważną nauką jest użycie odpowiednio jasnego koloru na odbicia światła, czyli te dolne rozjaśnienia. Mam ogólnie problem z kontrastem na figurkach, w sensie że wychodzi mi zbyt mały przez co figurki wydają się słabo wycieniowane i "płaskie". Na kryształkach jest to podwójnie widoczne. W tym zakresie totem poprawiałem dwa razy, a i tak zastanawiam się czy nie przydało by się zwiększyć kontrast użyciem czystej czerni... Ale boję się ruszać gotowej figurki w myśl zasady "lepsze jest wrogiem dobrego" :)

Na koniec przedstawiam mój warsztat fotograficzny w nowej odsłonie - warto zwrócić uwagę na to jak aparat interpretuję różnicę w oświetleniu pomiędzy lampą pokojową a moją roboczą świetlówką ;)


W następnym poście zamieszczę moje przemyślenia w temacie malowania oczu, może nawet jakiś "step-by-step" ;)

piątek, 16 listopada 2012

Skala 1:1

W domu się uspokoiło, zapanowała cisza... Resztką sił siadłem do komputera by wstukać parę słów wyjaśnienia.
Otóż szczęśliwym zrządzeniem losu zostałem tatą! Moja najnowsza (i jedyna jak na razie) figurka w skali 1:1 została dostarczona 3 listopada. Fakt że od momentu zamówienia minęło 9 miesięcy, ale firma Natura tak już ma, że na dostawę trzeba zaczekać...
Co ważne w kontekście tego bloga i mojej działalności malarsko-wargamowej, od momentu dostarczenia nowa figurka absorbuje mnie tak bardzo że nie mam w ogóle czasu na jakiekolwiek inne działania. Pozwolę sobie to zilustrować zdjęciami:

 Tak wygląda miniaturek od święta, w obiektywie profesjonalnego fotografa...
... a tak wygląda na codzień.

Proszę więc o wyrozumiałość w kwestii częstotliwości pojawiania się nowych postów. Ostatnie dni przed dostawą pełne były emocji i dopinania wszystkiego na ostatni guzik, natomiast od momentu pojawienia się miniaturka na świecie dni pełne są wszystkiego poza snem.
Żeby jednak pokazać, że nie poddałem się do końca, oto garść nowinek:
Kilka tygodni temu pomalowałem figurkę dla kolegi w prezencie. Niestety, spieszyłem się żeby zdążyć na urodzinową imprezę, i zdjęcia które robiłem na szybko wyszły dość koszmarnie, tzn. lakier matowy nie zdążył wyschnąć do końca i nie miałem czasu pomanewrować z oświetleniem. W efekcie figurka błyszczy się jak pokryta Sidoluxem, stąd tylko jedno poglądowe zdjęcie:


Zaraz po miniaturku otrzymałem również zamówione farbki Reaper. Do tej pory miałem tylko kilka sztuk (w tym jedną triadę), ale byłem pod wrażeniem ich właściwości krycia, jakości koloru i doboru odcieni w triadzie. Dlatego postanowiłem się szarpnąć i wzbogacić moją paletę o kilka kolejnych triad, które z pewnością ułatwią mi malowanie w jakości "champion".

Blisterki z triadami po rozpakowaniu.
Małe przemeblowanie mojego stojaka: po lewej Reaper, po prawej Vallejo. Zarezerwowałem już miejsce na następne triady (w pierwszej wersji było ich dwa razy więcej niż w ostatecznym zamówieniu, jednak nie jestem Tywinem Lannisterem i nie sram złotem :( ).

Na razie to tyle. Za jakiś tydzień-dwa powinienem na tyle okrzepnąć w nowej sytuacji i roli życiowej by móc powoli wrócić do regularnego malowania. Od czasu pojawienia się miniaturka w domu codziennie obiecuję sobie że "dziś na bank coś pomaluję", jednak przez prawie dwa tygodnie jedyne co pomalowałem to kopytka Thundertuska. Miałem plany wystawić coś na konkurs malarski zorganizowany przez sklep Cytadela, jednak czarno to widzę...

Zatem do przeczytania wkrótce!

*przewraca się do łóżka*



wtorek, 25 września 2012

Wyzwanie

Znów minęło sporo czasu od ostatniego wpisu... wiem. Niestety (lub stety, zależnie od punktu widzenia) jeśli się inwestuje w nową skalę figurek, zwłaszcza w 1:1, czas ulega nagłemu skurczeniu i pojawia się wiele dodatkowych zadań które trzeba wykonać zanim rzeczona figurka zostanie... ehem... "dostarczona" :) Na szczęście udało mi się wynegocjować z Tą-Której-Należy-Się-Słuchać odrobinę czasu pomiędzy remontem przedpokoju a remontem sypialni. Czas ten w całości poświęcę na malowanie figurek (poza dzisiejszą wizytą u dentysty...), choć to tylko kilka dni.
Jakiś czas temu na stronie fb podjąłem wyzwanie rzucone przez Chest of Colors. Dla niewtajemniczonych opis konkursu tutaj. Pewnie nawet nie myślałbym o wzięciu udziału gdyby nie figurka, którą kupiłem 12 lat temu - limitowana edycja z firmy Fortress Figures, wyrzeźbiona przez legendarną Sandrę Garrity w jej charakterystycznym, "słitaśnym" stylu. Leżała sobie spokojnie w szafce aż do teraz. Moim zdaniem idealnie pasuje do wymagań konkursu na figurkę gladiatora fantasy :D
Zdjęcie na potrzeby konkursu - niepomalowana figurka na tle regulaminu. Dlatego takie dziwne.

Z założenia nie biję się o złotą patelnię, udział w konkursie potraktowałem jako wyzwanie dla samego siebie i może trochę metodę autopromocji. Teraz wyzwanie nabrało dodatkowego wymiaru, ponieważ w momencie pisania tego postu do terminu nadsyłania prac pozostał 1 dzień, 16 godzin i 17 minut...

Ponieważ od tego terminu do końca mojego wynegocjowanego czasu zostanie jeszcze trochę, postanowiłem sobie dodać następne zadanie: pomalować do końca zamówionego Thundertuska. Nie mam na myśli całości, bo to niewykonalne ze względu na ilość detali; chodzi mi o samą bestię, wraz z przyklejonymi do niej siodłami i zaczepami na trofea. Na chwilę obecną futro jest zrobione powiedzmy w 1/3... zobaczymy jak pójdzie.

W tych wszystkich zadaniach na pewno pomoże mi nowa lampa:
Zdjęcie zrobione "z ręki", bez dodatkowego oświetlenia, w ciemnym pokoju...

Jak widać mam oświetlone praktycznie całe stanowisko. Mógłbym się rozpływać nad zaletami nowego sprzętu, ale po co wyważać otwarte drzwi - oto recenzja na stronie Coloured Dust (by Arbal).

No cóż, pozostaje mi odpalić mój ulubiony motywator do zadań wszelakich i brać się do roboty. Następne sprawozdanie jutro :)




czwartek, 16 sierpnia 2012

Badum-tsz!

Zdobyłem baterie do aparatu, więc śpieszę pochwalić się moją odnowioną kanciapą... znaczy pracownią!

Po odmalowaniu i wzbogaceniu o nowe półki, jak również przeorganizowaniu całości, prezentuje się doprawdy zacnie:


Może i trochę ciasno, ale i tak lepiej niż poprzednio (szkoda że nie zrobiłem zdjęcia "przed").






Nowe półki! Wylądowała na nich co ważniejsza literatura fachowa oraz zapasy figurek i modeli.

 Za drzwiami kryje się mniej podręczna literatura fachowa oraz inne zbiory książek. Jeszcze nie wszystkie przesiedliłem z innych zakamarków mieszkania.

 Parę półek zarezerwowałem na swoje własne armie. Trzy gotowe jednostki czekają na resztę, która z kolei czeka na pomalowanie...

Remont mieszkania jeszcze nie dobiegł końca - chwilowy magazyn materiałów i narzędzi znajduje się pod oknem.

Tu dzieje się magia! Moje nowe stanowisko do malowania, wysokością dopasowane do klęcznika.

Nad oświetleniem i pojemnikiem na narzędzia jeszcze muszę popracować... ale za to stojak na farby jest gotowy! Profesjonalna konstrukcja z tektury mojego autorstwa, dopasowana do farb Vallejo. Muszę jeszcze zrobić co najmniej jeden podobny na farbki P3 i Coat d'Arms.

Stanowisko do prac mniej precyzyjnych. Docelowo będzie tu także miejsce do malowania aerografem (ta niepozorna skrzyneczka za lampą to pochłaniacz w stanie złożonym).

Powiększenie obiektu widocznego powyżej na stole do malowania... Kolejne zlecenie, czyli Thundertusk do armii Ogre Kingdoms. Biedny imperialny łucznik dostawiony dla porównania gabarytów.

Na koniec miły akcent: jakiś czas temu dołożyłem się do kampanii zbierania funduszy na działalność Warhammerjoey, czyli Joey Berry - autorki wesołego kanału na Youtube. Zdążyłem już o tym zapomnieć, a tu znienacka przychodzi do mnie paczuszka z listem z podziękowaniami i pudełkiem czekoladek! Czekoladki zostały zjedzone na spółkę z małżonką i były wielce zacne. Dzięki zebranym funduszom Joey miała m. in. odwiedzić turniej Warhammera ETC w Gorzowie Wielkopolskim ;) Fajnie jest czasem zrobić coś dla innych hobbystów, ma się poczucie współtworzenia społeczności...





wtorek, 26 czerwca 2012

Wieści z frontu

Dużo się dzieje ostatnio w mojej jaskini męskich uciech, zwanej kanciapą lub po prostu - pracownią.

Po pierwsze - zostałem bez kompresora. W trakcie ciężkich prac podkładowych poległ na polu chwały plastikowy wężyk doprowadzający powietrze ze sprężarki do zbiornika. Cóż, po ponad 10 latach miał prawo...


Obecnie jestem rozdarty pomiędzy potrzebą poszukania takiego wężyka i zainstalowania go w kompresorze a chęcią nabycia nowego kompresora (nowszego i wygodniejszego w użyciu), jednak decyzję będę mógł podjąć dopiero po pozyskaniu jakichkolwiek funduszy.

Obiecana druga część malowania Blackguardów także się opóźnia (jak widać). Żeby za dużo nie pisać podam wersję skróconą:

1. Psuje się kompresor.
2. Nie mogę położyć posiadanego akrylowego lakieru matowego za pomocą pędzla, ponieważ ma brzydką tendencję do zasychania na półmatowo, zaś wysłużony matowy Humbrol dość długo schnie.
3. Podróż do sklepu po duszący, trujący ale za to pięknie matowy lakier Army Painter.
4. Army Painter zasycha na półmat, mimo dwuminutowego wstrząsania i położenia kilku cienkich warstw.

Jak mawiał mój ojciec: wiatr w oczy, nóż w plecy i kanapka masłem do ziemi. Ostatecznie skończy się na Humbrolu, mam nadzieję że uda mi się położyć pędzlem na tyle cienką warstwę że nie powstaną białe plamy i nie zmieni się kolor farby pod lakierem.

Teraz te dobre wieści:
Doroczna wyprzedaż garażowa na Saskiej Kępie zaowocowała kupnem pożądanego przeze mnie od dawna klęcznika. Do klęczenia przez komputerem lub stolikiem do malowania trzeba się trochę przyzwyczaić, ale zarówno kręgosłup, jak i część ciała dupskiem zwana stanowczo mniej się męczy i ugniata. Klęcznik oczywiście jest używany, ale przy cenie wynoszącej poniżej 10% kosztów nabycia nowego urządzenia, te kilka zadrapań nie robi mi żadnej różnicy.


Na koniec status update Gorgera. Po fiasku pierwszej wersji kolorystycznej zabrałem się za kolejną. Niestety, spieprzone przez twórcę wykończenie powierzchni figurki (tym razem to nie wina techniki odlewania) niweczy prawie cały wysiłek włożony w blending. Niemniej prace idą do przodu. Postanowiłem zrobić kilka zdjęć ponieważ ciekawie wygląda postęp malowania na figurce: od dołu (prawie skończonego) do góry (z jednym podstawowym kolorem).
Same zdjęcia też wyszły interesująco - wciąż eksperymentuję z różnymi ustawieniami zarówno fotografowania, jak i obróbki fotek już w komputerze. To co widać poniżej nieco bliższe jest zdjęciom publikowanym na coolminiornot, i całkiem możliwe że kolejne zdjęcia będą podobnie obrabiane.


Aroha nui, jak mawiają Maorysi :)

P.S. Żeby zobaczyć zdjęcia w pełnej krasie, nie zapomnijcie kliknąć prawym przyciskiem i wybrać "Pokaż obrazek" :)