Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2013

Miętowo malinowe orzeźwienie.



Jest za gorąco, nawet na to by napisać jakikolwiek post. Mój organizm bardo źle znosi tak wysoki temperatury. Jedyne co mnie ratuje to okłady z zimnych ręczników i siedzenie w domu.
Każde wyjście na słońce = niesamowity ból głowy.
Wody ! Błagam, wody !

czwartek, 25 lipca 2013

Surowa, czekoladowa gryczanka na niepogodę.


Dzisiejszy poranek był dość pochmurny. Miałam nadzieję, że moje poranne powitania słońca pomogą się przedrzeć promieniom największej gwiazdy układu przez obecne na niebie, gęsto kłębiące się szaro-bure chmurzyska. Niestety. Nawet moje asany nie pomogły pogodzie w poprawie.
W takie dni zbawieniem okazuje się być gorzka czekolada.

środa, 17 lipca 2013

Surowa gryczanka.



Niegdyś, przeglądając bloga Green Kitchen Stories zwróciłam uwagę na przepis Raw Buckwheat Porridge De Luxe, ale jakoś nie mogłam się do niego przekonać, gdyż trudno mi było uwierzyć, że można zjeść kaszę uprzednio jej nie gotując. Niedawno, na blogu Martynki, pojawił się przepis na
Surową Gryczankę "Owsiankę", który rozwiał wszelkie wątpliwości dot. pojęcia RAW.

niedziela, 14 lipca 2013

Gofry.


Odkąd pamiętam kojarzą mi się z wakacjami. A dokładniej rzecz biorąc z wakacjami w Międzyzdrojach, gdzie zaraz po przyjeździe, prosto ze stacji PKP kierowaliśmy się z mamą, babcią i dziadkiem do kawiarni na molo. Mama z babcią i dziadziem zamawiali kawę oraz gofry z bitą śmietaną i owocami, zaś ja stateczna w miłości do gofrów, wolałam ich klasyczną wersję z samym cukrem pudrem, a do tego deser lodowy.
Podczas jednego dnia pobytu ad morzem, potrafiłam pochłonąć ich tuzin i w kwestii ich zjadania byłam niczym studnia bez dna.
Pomimo, że wiele w moim życiu od czasu beztroskich lat dzieciństwa się zmieniło, moja miłość do gofrów zdecydowanie nie uległa zmiania, ewentualnie uległa umocnieniu.

środa, 26 czerwca 2013

Sałatka z zielonej soczewicy.


Niedaleko bloku, w którym mieszkam jakiś rok temu otworzono sklep ze zdrową żywnością. Szczerze, byłam w szoku, że na takim małym osiedlu, w dodatku 20 minut od centrum otworzą taki sklepik. Nie mniej jednak jednak byłam bardzo rad, gdy tylko zobaczyłam banerek nowego lokalu. Radość moja trwała krótko, gdy zobaczyłam ceny poszczególnych produktów. Wyszłam stamtąd szybciej niż weszłam i nie wracałam aż do dziś, a właściwie kilka dni tamu. Ku memu zdziwieniu niektóre ceny uległy znaczącym obniżkom, a większość jest taka sama jak wszędzie niższa. Są i takie, jak np. miód manuka /(najmniejszy słoiczek 202 zł.), które nadal pozostają dla mnie nieosiągane. Tak czy inaczej, raz na jakiś czas, będę kupować tam produkty, które z pewnością niejednokrotnie będą dla mnie inspiracją do tworzenia nowych przepisów.

sobota, 15 czerwca 2013

Koktajl na zszargane nerwy i upalne dni.



Kilka dni temu zrozumiałam, że nikt nie jest niezniszczalny. Po miesiącach bycia w ciągłym ruchu, napięciu i życiu w ciągłym stresie dopadło mnie jakieś okropne choróbsko, którego jak to ja oczywiście nie wyleżałam, przechodziłam, przenosiłam, a skończyło się zapaleniem ślinianki przyusznej.