Odkąd pamiętam kojarzą mi się z wakacjami. A dokładniej rzecz biorąc z wakacjami w Międzyzdrojach, gdzie zaraz po przyjeździe, prosto ze stacji PKP kierowaliśmy się z mamą, babcią i dziadkiem do kawiarni na molo. Mama z babcią i dziadziem zamawiali kawę oraz gofry z bitą śmietaną i owocami, zaś ja stateczna w miłości do gofrów, wolałam ich klasyczną wersję z samym cukrem pudrem, a do tego deser lodowy.
Podczas jednego dnia pobytu ad morzem, potrafiłam pochłonąć ich tuzin i w kwestii ich zjadania byłam niczym studnia bez dna.
Pomimo, że wiele w moim życiu od czasu beztroskich lat dzieciństwa się zmieniło, moja miłość do gofrów zdecydowanie nie uległa zmiania, ewentualnie uległa umocnieniu.