Sa takie polaczenia, ktore z pozoru nie maja szans, a jednak sprawdzaja sie znakomicie. Gdyby jeszcze 10 lat temu ktos powiedzial mi, ze czekolada i chilli to dobrana para, pewnie bym go wysmiala. Dzis jestem ogromna fanka tej kombinacji smakow i uwazam, ze rewelacyjnie sie dopelniaja.
Dlatego gdy Shinju zaproponowala, by upiec wspolnie te ciasteczka, nie wahalam sie dlugo. Dolaczyla do nas Gin, ktora zawsze latwo namowic na slodkosci.
Ciacha sa banalnie proste w przygotowaniu. Zadnego zmudnego walkowania, wycinania, czasochlonnego chlodzenia w lodowce. Wystarcza rece i... brak oporow przed upapraniem ich czekoladowa masa. Ciasto jest z tych nieklopotliwych, nie klei sie i latwo uformowac z niego kulki.
A same ciasteczka? Dla milosnikow slodko-ostrych smakow - prawdziwa gratka! Chrupiace, mocno czekoladowe, z zaskakujaca, pikantna nuta, sa naprawde wyjatkowe. Jesli wiec nie boicie sie niecodziennych kombinacji i macie chwile wolnego czasu, przygotujcie je, a przekonacie sie, ze warto.
Z podanych proporcji wyszlo mi 25 ciasteczek. Uwaga: ciastka twardnieja po wyjeciu z piekarnika, dlatego nie przejmujcie sie, jesli po podanym w przepisie czasie wydaja sie niedopieczone. Jesli zostawicie je w piekarniku na dluzej, moga sie zrobic zbyt twarde.
Meksykanskie ciasteczka czekoladowe z chilli
Ciasto:
- 1 3/4 szklanki maki
- 115 g masla, w temperaturze pokojowej
- 55 g gorzkiej czekolady
- 1 jajko, w temperaturze pokojowej
- 1 szklanka cukru
- 1 lyzeczka sody oczyszczonej
- 1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
- 1/2 lyzeczki mielonej chilli
- 1/2 lyzeczki cynamonu
- 2 gozdziki, drobno starte
- 1/4 lyzeczki soli
Cukrowa skorupka:
- 1/3 szklanki cukru
- 3/4 lyzeczki cynamonu
- 1/4 lyzeczki pieprzu cayenne
Rozgrzac piekarnik do 200 stopni, wylozyc papierem do pieczenia 2 duze blachy do ciastek.
Rozpuscic czekolade w kapieli wodnej i odstawic do przestygniecia. W duzej misce utrzec maslo z cukrem na lekka, puszysta mase (okolo 5 minut), dodac rozpuszczona czekolade i jajko, zmiksowac na jednolita mase.
W drugiej misce wymieszac suche skladniki i partiami dodawac do maslano-czekoladowej masy, wciaz miksujac, az skladniki sie polacza. Z ciasta formowac kulki o srednicy okolo 2,5 cm.
W malej misce dokladnie wymieszac cukier, cynamon i pieprz cayenne. W tak powstalej mieszance obtaczac kulki z ciasta i ukladac je na blachach, zostawiajac miedzy nimi 5-cm przerwy. Za pomoca denka szklanki lekko splaszczyc kazda kulke.
Piec przez okolo 10 minut. Studzic na kratce.
Showing posts with label czekolada. Show all posts
Showing posts with label czekolada. Show all posts
Saturday, 30 November 2013
Saturday, 19 October 2013
Sernik czekoladowo-kokosowy
Nazywam sie Maggie i jestem czekoholikiem.
Z wielu rzeczy potrafie zrezygnowac, ale zycie bez czekolady jest dla mnie nie do przyjecia. Najbardziej lubie gorzka, z lekko owocowa nuta, z dobrej jakosci kakao, bez zbednych ulepszaczy. Lubie tez wszelkiej masci pralinki i czekoladki o nietypowym wnetrzu. Porto i Stilton? Czemu nie! Imbir i marchewka? Bardzo chetnie. Marmite? Hmm... Odwazylam sie sprobowac i, ku mojemu zdziwieniu, nie bylo to wcale takie traumatyczne przezycie.
Czekolada i kokos to jedno z moich ulubionych polaczen, dlatego kiedy padlo haslo, by wspolnie upiec czekoladowy sernik, postawilam na te kombinacje. Zmodyfikowalam nieco ten przepis autorstwa Rachel Allen: zastapilam orzechy wiorkami kokosowymi, a spod zrobilam z kokosowych ciasteczek. Sernik jest przepyszny: ciezki, mazisty, z gatunku tych, ktorych wystarczy zjesc odrobine, by sie nasycic, a jednak jakims cudem reka sama ucieka po kolejny kawalek... Gratka dla wszystkich czekoholikow!
Wraz ze mna piekli: Gin, Ola, Siaska, Wojciech i Lejdi.
Sernik czekoladowo-kokosowy
Na spod:
- 300 g ciastek kokosowych
- 75 g masla
Na mase:
- 100 g masla, plus odrobina do posmarowania blachy
- 350 g ciemnej czekolady, polamanej na kawalki
- 450 g serka kremowego typu Philadelphia
- 100 ml kwasnej smietany
- 3 jajka
- 175 g drobnego cukru
- 100 g wiorkow kokosowych
- platki kokosowe, do dekoracji
Rozgrzac piekarnik do 170 stopni (150 z termoobiegiem). Nasmarowac maslem spod i brzegi okraglej foremki z luznym dnem o srednicy 23-25cm. Ciastka zmiksowac malakserem na piasek albo wlozyc do woreczka i pokruszyc za pomoca walka najdrobniej, jak sie da. Maslo rozpuscic, dodac do niego pokruszone ciastka i dobrze wymieszac. Przelozyc do przygotowanej formy i docisnac do dna, a nastepnie wlozyc do lodowki.
Przygotowac mase serowa: maslo i czekolade rozpuscic w kapieli wodnej, mieszajac od czasu do czasu, az sie polacza. Zdjac z ognia, dodac serek, zmiksowac do polaczenia skladnikow, dodac smietane i znow zmiksowac. W drugiej misce ubic jajka z cukrem na puszysta, lekka mase. Dodac czekoladowo-serowa miksture i wiorki kokosowe, wymieszac, az konsystencja stanie sie jednlolita. Przelozyc na schlodzony spod, wyrownac wierzch i piec przez 1,5 godziny albo do momentu, kiedy sernik bedzie prawie sciety - srodek powinien sie lekko ruszac, gdy potrzasniemy blacha. Ostudzic, a nastepnie wlozyc do lodowki na co najmniej godzine. Przed podaniem udekorowac platkami kokosowymi.
Z wielu rzeczy potrafie zrezygnowac, ale zycie bez czekolady jest dla mnie nie do przyjecia. Najbardziej lubie gorzka, z lekko owocowa nuta, z dobrej jakosci kakao, bez zbednych ulepszaczy. Lubie tez wszelkiej masci pralinki i czekoladki o nietypowym wnetrzu. Porto i Stilton? Czemu nie! Imbir i marchewka? Bardzo chetnie. Marmite? Hmm... Odwazylam sie sprobowac i, ku mojemu zdziwieniu, nie bylo to wcale takie traumatyczne przezycie.
Czekolada i kokos to jedno z moich ulubionych polaczen, dlatego kiedy padlo haslo, by wspolnie upiec czekoladowy sernik, postawilam na te kombinacje. Zmodyfikowalam nieco ten przepis autorstwa Rachel Allen: zastapilam orzechy wiorkami kokosowymi, a spod zrobilam z kokosowych ciasteczek. Sernik jest przepyszny: ciezki, mazisty, z gatunku tych, ktorych wystarczy zjesc odrobine, by sie nasycic, a jednak jakims cudem reka sama ucieka po kolejny kawalek... Gratka dla wszystkich czekoholikow!
Wraz ze mna piekli: Gin, Ola, Siaska, Wojciech i Lejdi.
Sernik czekoladowo-kokosowy
Na spod:
- 300 g ciastek kokosowych
- 75 g masla
Na mase:
- 100 g masla, plus odrobina do posmarowania blachy
- 350 g ciemnej czekolady, polamanej na kawalki
- 450 g serka kremowego typu Philadelphia
- 100 ml kwasnej smietany
- 3 jajka
- 175 g drobnego cukru
- 100 g wiorkow kokosowych
- platki kokosowe, do dekoracji
Rozgrzac piekarnik do 170 stopni (150 z termoobiegiem). Nasmarowac maslem spod i brzegi okraglej foremki z luznym dnem o srednicy 23-25cm. Ciastka zmiksowac malakserem na piasek albo wlozyc do woreczka i pokruszyc za pomoca walka najdrobniej, jak sie da. Maslo rozpuscic, dodac do niego pokruszone ciastka i dobrze wymieszac. Przelozyc do przygotowanej formy i docisnac do dna, a nastepnie wlozyc do lodowki.
Przygotowac mase serowa: maslo i czekolade rozpuscic w kapieli wodnej, mieszajac od czasu do czasu, az sie polacza. Zdjac z ognia, dodac serek, zmiksowac do polaczenia skladnikow, dodac smietane i znow zmiksowac. W drugiej misce ubic jajka z cukrem na puszysta, lekka mase. Dodac czekoladowo-serowa miksture i wiorki kokosowe, wymieszac, az konsystencja stanie sie jednlolita. Przelozyc na schlodzony spod, wyrownac wierzch i piec przez 1,5 godziny albo do momentu, kiedy sernik bedzie prawie sciety - srodek powinien sie lekko ruszac, gdy potrzasniemy blacha. Ostudzic, a nastepnie wlozyc do lodowki na co najmniej godzine. Przed podaniem udekorowac platkami kokosowymi.
Saturday, 27 July 2013
Koktajl mocha
Lato to dziwna sprawa. Czlowiek czeka na nie caly rok, psioczy i narzeka na dluzaca sie zime, a kiedy w koncu robi sie cieplo, zaczyna narzekac i na to. Nie wiem, czy sklonnosc do narzekania to rzecz wrodzona, czy moze nabyta, ale wiem jedno: jest bardzo powszechna przypadloscia.
Ja tam nie narzekam, ciesze sie latem, poki jest (a w tym roku zatrzymalo sie na Wyspach wyjatkowo dlugo), a kiedy jest mi cieplo, serwuje sobie cos dla ochlody.
Ten koktajl to prawdziwa gratka dla milosnikow kawy i czekolady. Robi sie go blyskawicznie i... rownie blyskawicznie znika. To takie dwa w jednym: napoj i deser. Dobrze sie przechowuje w lodowce, wiec jesli lubicie takie smaki, mozecie zrobic wieksza porcje, by zawsze miec pod reka szklaneczke schlodzonej czekoladowo-kawowej pysznosci.
Wraz ze mna chlodzace smakolyki przygotowaly Martynosia, Panna Malwinna, Lejdi, Mirabelka, Dobromila, Wiera i Pela.
Koktajl mocha
Skladniki:
(na 4 porcje)
- 200 ml mleka
- 50 g gorzkiej czekolady, startej na tarce, plus odrobina do dekoracji
- 3 lyzeczki kawy rozpuszczalnej
- 900 ml lodow smietankowych
Mleko podgrzac i rozpuscic w nim czekolade. Odstawic do ostygniecia.
Kawe rozpuscic w 2 lyzkach goracej wody. Wlac do blendera, dodac mleko z czekolada oraz lody. Miksowac na gladka konsystencje. Przed podaniem udekorowac starta czekolada.
Przepis dodaje do akcji Dla ochlody.
Ja tam nie narzekam, ciesze sie latem, poki jest (a w tym roku zatrzymalo sie na Wyspach wyjatkowo dlugo), a kiedy jest mi cieplo, serwuje sobie cos dla ochlody.
Ten koktajl to prawdziwa gratka dla milosnikow kawy i czekolady. Robi sie go blyskawicznie i... rownie blyskawicznie znika. To takie dwa w jednym: napoj i deser. Dobrze sie przechowuje w lodowce, wiec jesli lubicie takie smaki, mozecie zrobic wieksza porcje, by zawsze miec pod reka szklaneczke schlodzonej czekoladowo-kawowej pysznosci.
Wraz ze mna chlodzace smakolyki przygotowaly Martynosia, Panna Malwinna, Lejdi, Mirabelka, Dobromila, Wiera i Pela.
Koktajl mocha
Skladniki:
(na 4 porcje)
- 200 ml mleka
- 50 g gorzkiej czekolady, startej na tarce, plus odrobina do dekoracji
- 3 lyzeczki kawy rozpuszczalnej
- 900 ml lodow smietankowych
Mleko podgrzac i rozpuscic w nim czekolade. Odstawic do ostygniecia.
Kawe rozpuscic w 2 lyzkach goracej wody. Wlac do blendera, dodac mleko z czekolada oraz lody. Miksowac na gladka konsystencje. Przed podaniem udekorowac starta czekolada.
Przepis dodaje do akcji Dla ochlody.
Friday, 31 May 2013
Kurczak w sosie mole poblano
Trzecia edycja akcji Hola Mexico dobiega dzis konca. Nie udalo mi sie zrealizowac wszystkich moich meksykanskich planow kulinarnych - zabraklo czasu, a szkoda... Ale nic to, bo przeciez koniec akcji nie oznacza konca kulinarnej wyprawy do Meksyku, prawda?
Dzis wraz z Mirabelka i Wojciechem wybieramy sie do gorzystego stanu Puebla, skad pochodzi bodaj najslynniejszy z tradycyjnych sosow mole. Mole poblano, bo to o nim mowa, zawdziecza swoj specyficzny, gleboki smak fuzji skladnikow, wsrod ktorych obok pomidorow pojawiaja sie migdaly, a obok chilli - ciemna czekolada. Robilam juz kiedys inna, bardziej skomplikowana wersje; ta jest zdecydowanie prostsza i nie wymaga tak wielu trudnych do kupienia skladnikow, ale smakuje rownie dobrze. Zmodyfikowalam przepis do moich potrzeb i zawartosci spizarni: pominelam rodzynki, surowe pomidory zastapilam puszkowanymi, bo uznalam, ze to lepsze rozwiazanie niz uzywanie niedojrzalych, pozbawionych smaku, supermarketowych owocow. Efekt? Przepyszne danie, ktore moglabym jesc i jesc...
Podaje przepis z moimi modyfikacjami.
Kurczak w sosie mole poblano
Skladniki:
(dla 4 osob)
- 400 g posiekanych pomidorow z puszki
- 700 g piersi kurczaka
- 3 lyzki oliwy z oliwek
- 25 g masla
- 1 mala cebula, drobno posiekana
- 2 zabki czosnku, przecisniete przez praske
- 1 ostra czerwona papryczka chilli (najlepsza bedzie chipotle), posiekana
- 1 lyzka podprazonych nasion sezamu
- 1 lyzka posiekanych migdalow
- 1/4 lyzeczki cynamonu
- 1/4 lyzeczki mielonych gozdzikow
- 1/4 lyzeczki kuminu
- 300 ml bulionu drobiowego
- 1 lyzka masla orzechowego
- 30 g ciemnej czekolady (70% kakao)
Rozgrzac piekarnik do 190 stopni.
Pokroic kurczaka na kawalki i posolic. Rozgrzac 2 lyzki oliwy w duzym garnku i podsmazyc na niej kurczaka, az sie przyrumieni. Wyjac mieso z garnka i odlozyc na bok.
Do garnka dodac maslo. Kiedy zacznie sie pienic, dodac cebule, chilli i czosnek i smazyc na malym ogniu przez 5 minut, az zmiekna. Dodac sezam, migdaly i przyprawy, smazyc przez 2-3 minuty, ciagle mieszajac. Dodac pomidory, bulion, maslo orzechowe i czekolade. Wymieszac, doprawic do smaku i gotowac 5 minut. Zdjac z ognia i zmiksowac blenderem na gladka konsystencje.
Podsmazonego kurczaka ulozyc w naczyniu zaroodpornym, zalac sosem i piec przez 30-45 minut, az sos zgestnieje, a kurczak bedzie ugotowany w srodku. Przed podaniem posypac odrobina sezamu i starta czekolada.
Przepis dodaje do akcji Hola Mexico 3.
Dzis wraz z Mirabelka i Wojciechem wybieramy sie do gorzystego stanu Puebla, skad pochodzi bodaj najslynniejszy z tradycyjnych sosow mole. Mole poblano, bo to o nim mowa, zawdziecza swoj specyficzny, gleboki smak fuzji skladnikow, wsrod ktorych obok pomidorow pojawiaja sie migdaly, a obok chilli - ciemna czekolada. Robilam juz kiedys inna, bardziej skomplikowana wersje; ta jest zdecydowanie prostsza i nie wymaga tak wielu trudnych do kupienia skladnikow, ale smakuje rownie dobrze. Zmodyfikowalam przepis do moich potrzeb i zawartosci spizarni: pominelam rodzynki, surowe pomidory zastapilam puszkowanymi, bo uznalam, ze to lepsze rozwiazanie niz uzywanie niedojrzalych, pozbawionych smaku, supermarketowych owocow. Efekt? Przepyszne danie, ktore moglabym jesc i jesc...
Podaje przepis z moimi modyfikacjami.
Kurczak w sosie mole poblano
Skladniki:
(dla 4 osob)
- 400 g posiekanych pomidorow z puszki
- 700 g piersi kurczaka
- 3 lyzki oliwy z oliwek
- 25 g masla
- 1 mala cebula, drobno posiekana
- 2 zabki czosnku, przecisniete przez praske
- 1 ostra czerwona papryczka chilli (najlepsza bedzie chipotle), posiekana
- 1 lyzka podprazonych nasion sezamu
- 1 lyzka posiekanych migdalow
- 1/4 lyzeczki cynamonu
- 1/4 lyzeczki mielonych gozdzikow
- 1/4 lyzeczki kuminu
- 300 ml bulionu drobiowego
- 1 lyzka masla orzechowego
- 30 g ciemnej czekolady (70% kakao)
Rozgrzac piekarnik do 190 stopni.
Pokroic kurczaka na kawalki i posolic. Rozgrzac 2 lyzki oliwy w duzym garnku i podsmazyc na niej kurczaka, az sie przyrumieni. Wyjac mieso z garnka i odlozyc na bok.
Do garnka dodac maslo. Kiedy zacznie sie pienic, dodac cebule, chilli i czosnek i smazyc na malym ogniu przez 5 minut, az zmiekna. Dodac sezam, migdaly i przyprawy, smazyc przez 2-3 minuty, ciagle mieszajac. Dodac pomidory, bulion, maslo orzechowe i czekolade. Wymieszac, doprawic do smaku i gotowac 5 minut. Zdjac z ognia i zmiksowac blenderem na gladka konsystencje.
Podsmazonego kurczaka ulozyc w naczyniu zaroodpornym, zalac sosem i piec przez 30-45 minut, az sos zgestnieje, a kurczak bedzie ugotowany w srodku. Przed podaniem posypac odrobina sezamu i starta czekolada.
Przepis dodaje do akcji Hola Mexico 3.
Wednesday, 1 May 2013
Weekendowa Cukiernia. Czekoladowo-pomaranczowy wieniec drozdzowy
To byla milosc od pierwszego wejrzenia.
Zaczelo sie od zdjecia na Pinterest. Zdjecie rozpalilo moje zmysly. Kliknelam i trafilam tutaj. I juz wiedzialam, ze nie spoczne, dopoki nie sprobuje.
Sprobowalam. Udalo sie. Smakowalo wspaniale.
Drozdzowe bywa kaprysne. Zdarza sie, ze nie chce rosnac, buntuje sie, odmawia wspolpracy. Troche sie balam, ze obciazone kakao, bedzie jeszcze bardziej niesubordynowane. Na szczescie spotkala mnie mila niespodzianka: ciasto wyroslo idealnie. Mialam tez pewne obawy odnosnie formowania wienca, bo moje zdolnosci manualne pozostawiaja wiele do zyczenia, ale okazuje sie, ze to nie jest wcale tak trudne, jak sie wydaje. Jak ze wszystkim, najtrudniejszy jest poczatek. Potem jakos idzie.
Punktem wyjscia dla tego przepisu byla receptura na cynamonowy chlebek. Autorka bloga, Lillie Auld, zmodyfikowala go. Ja juz nie musialam, bo przepis jest, moim zdaniem, doskonaly.
Mam nadzieje, ze i wy odwazycie sie sprobowac - zapraszam do pieczenia w ramach majowej Weekendowej Cukierni!
Czekoladowo-pomaranczowy wieniec drozdzowy
Skladniki na ciasto:
- 7 g aktywnych suchych drozdzy
- 120 ml cieplej wody
- 30 g niesolonego masla, roztopionego
- 120 ml mleka w temperaturze pokojowej
- 55 g cukru
- 1 jajko
- 1/2 lyzeczki soli
- 25 g kakao
- 375 g maki, plus troche do podsypania
Nadzienie:
- 55 g niesolonego masla, roztopionego
- 60 g brazowego cukru
- 70 g bialego cukru
- skorka z 1 pomaranczy
- 55 g ciemnej czekolady, posiekanej na male kawalki
Lukier:
- 130 g cukru pudru
- sok z 1 pomaranczy
- szczypta soli
Przygotowac ciasto: wlac wode do malej miski i rozpuscic w niej drozdze i 1/2 lyzeczki cukru. Odstawic na 5 minut, by drozdze zaczely pracowac.
W miedzyczasie w duzej misce ubic za pomoca miksera rozpuszczone maslo i mleko, dodac pozostaly cukier, jajko i sol i ubijac, az masa stanie sie gladka. Dodac kakao i drozdze wraz z woda i ubijac do polaczenia sie skladnikow.
Stopniowo dodawac make i miksowac hakami na niskich obrotach, az masa zrobi sie jednolita i zacznie sie odklejac od scianek miski. Powinno byc lekko klejace. Przelozyc ciasto na oproszony maka blat i wyrabiac przez kilka minut, az zrobi sie gladka i elastyczna. Uformowac kule i wlozyc ja do naoliwionej miski, obracajac raz, by cale ciasto bylo pokryte oliwa. Przykryc folia kuchenna i czysta sciereczka i odstawic do wyrosniecia na 2 godziny - ciasto powinno podwoic objetosc. Mozna tez wstawic do lodowki na 12 godzin.
Przygotowac nadzienie: oba rodzaje cukru wymieszac w misce ze skorka pomaranczowa i rozetrzec, az sie polacza, a cukier nabierze aromatu pomaranczy. Na oproszony maka blacie rozwalkowac ciasto na prostokat o wymiarach 30x40 cm. Posmarowac rownomiernie roztopionym maslem, posypac pomaranczowym cukrem i kawalkami czekolady, a nastepnie chwycic za dluzszy bok i zwinac w ciasny rulon. Koncowki scisnac palcami, by sie nie rozchodzily. Za pomoca ostrego noza lub nozyczek przeciac rulon wzdluz, a potem zlaczyc na jednym koncu. Rozchylic tak, by srodek byl na wierzchu, i zakladac jedna czesc na druga, pilnujac, by warstwy sie nie rozchylily, az powstanie warkocz.
Lekko natluscic okragla blache o srednicy 22-23 cm. Ostroznie umiescic jeden koniec warkocza posrodku blachy, a nastepnie zwinac tak, by powstal okrag. Drugi koniec wlozyc pod spod. Przykryc luzno folia kuchenna i odstawic do wyrosniecia na 30-45 minut.
Rozgrzac piekarnik do 175 stopni (160 z termoobiegiem). Piec przez 40-45 minut. Po upieczeniu lekko przestudzic na kratce
Przygotowac lukier: w misce wymieszac cukier puder ze szczypta soli i dodawac sok pomaranczowy, po 1 lyzce, mieszajac, az lukier osiagnie odpowiednia konsystencje (mi wystarczyly 2 lyzki). Polac wieniec i podawac. Najlepiej smakuje na cieplo :)
Zaczelo sie od zdjecia na Pinterest. Zdjecie rozpalilo moje zmysly. Kliknelam i trafilam tutaj. I juz wiedzialam, ze nie spoczne, dopoki nie sprobuje.
Sprobowalam. Udalo sie. Smakowalo wspaniale.
Drozdzowe bywa kaprysne. Zdarza sie, ze nie chce rosnac, buntuje sie, odmawia wspolpracy. Troche sie balam, ze obciazone kakao, bedzie jeszcze bardziej niesubordynowane. Na szczescie spotkala mnie mila niespodzianka: ciasto wyroslo idealnie. Mialam tez pewne obawy odnosnie formowania wienca, bo moje zdolnosci manualne pozostawiaja wiele do zyczenia, ale okazuje sie, ze to nie jest wcale tak trudne, jak sie wydaje. Jak ze wszystkim, najtrudniejszy jest poczatek. Potem jakos idzie.
Punktem wyjscia dla tego przepisu byla receptura na cynamonowy chlebek. Autorka bloga, Lillie Auld, zmodyfikowala go. Ja juz nie musialam, bo przepis jest, moim zdaniem, doskonaly.
Mam nadzieje, ze i wy odwazycie sie sprobowac - zapraszam do pieczenia w ramach majowej Weekendowej Cukierni!
Czekoladowo-pomaranczowy wieniec drozdzowy
Skladniki na ciasto:
- 7 g aktywnych suchych drozdzy
- 120 ml cieplej wody
- 30 g niesolonego masla, roztopionego
- 120 ml mleka w temperaturze pokojowej
- 55 g cukru
- 1 jajko
- 1/2 lyzeczki soli
- 25 g kakao
- 375 g maki, plus troche do podsypania
Nadzienie:
- 55 g niesolonego masla, roztopionego
- 60 g brazowego cukru
- 70 g bialego cukru
- skorka z 1 pomaranczy
- 55 g ciemnej czekolady, posiekanej na male kawalki
Lukier:
- 130 g cukru pudru
- sok z 1 pomaranczy
- szczypta soli
Przygotowac ciasto: wlac wode do malej miski i rozpuscic w niej drozdze i 1/2 lyzeczki cukru. Odstawic na 5 minut, by drozdze zaczely pracowac.
W miedzyczasie w duzej misce ubic za pomoca miksera rozpuszczone maslo i mleko, dodac pozostaly cukier, jajko i sol i ubijac, az masa stanie sie gladka. Dodac kakao i drozdze wraz z woda i ubijac do polaczenia sie skladnikow.
Stopniowo dodawac make i miksowac hakami na niskich obrotach, az masa zrobi sie jednolita i zacznie sie odklejac od scianek miski. Powinno byc lekko klejace. Przelozyc ciasto na oproszony maka blat i wyrabiac przez kilka minut, az zrobi sie gladka i elastyczna. Uformowac kule i wlozyc ja do naoliwionej miski, obracajac raz, by cale ciasto bylo pokryte oliwa. Przykryc folia kuchenna i czysta sciereczka i odstawic do wyrosniecia na 2 godziny - ciasto powinno podwoic objetosc. Mozna tez wstawic do lodowki na 12 godzin.
Przygotowac nadzienie: oba rodzaje cukru wymieszac w misce ze skorka pomaranczowa i rozetrzec, az sie polacza, a cukier nabierze aromatu pomaranczy. Na oproszony maka blacie rozwalkowac ciasto na prostokat o wymiarach 30x40 cm. Posmarowac rownomiernie roztopionym maslem, posypac pomaranczowym cukrem i kawalkami czekolady, a nastepnie chwycic za dluzszy bok i zwinac w ciasny rulon. Koncowki scisnac palcami, by sie nie rozchodzily. Za pomoca ostrego noza lub nozyczek przeciac rulon wzdluz, a potem zlaczyc na jednym koncu. Rozchylic tak, by srodek byl na wierzchu, i zakladac jedna czesc na druga, pilnujac, by warstwy sie nie rozchylily, az powstanie warkocz.
Lekko natluscic okragla blache o srednicy 22-23 cm. Ostroznie umiescic jeden koniec warkocza posrodku blachy, a nastepnie zwinac tak, by powstal okrag. Drugi koniec wlozyc pod spod. Przykryc luzno folia kuchenna i odstawic do wyrosniecia na 30-45 minut.
Rozgrzac piekarnik do 175 stopni (160 z termoobiegiem). Piec przez 40-45 minut. Po upieczeniu lekko przestudzic na kratce
Przygotowac lukier: w misce wymieszac cukier puder ze szczypta soli i dodawac sok pomaranczowy, po 1 lyzce, mieszajac, az lukier osiagnie odpowiednia konsystencje (mi wystarczyly 2 lyzki). Polac wieniec i podawac. Najlepiej smakuje na cieplo :)
Friday, 22 February 2013
Ciasto klementynkowe z czekolada
Wyglada tak niepozornie, prawda? Ot, zwyczajne ciasto pod czekoladowa skorupka. Swoj herbaciany kolor zawdziecza... No wlasnie, wcale nie herbacie, a klementynkom.
Klementynkowe ciasto Nigelli jest doskonale znane w kulinarnej blogosferze na calym swiecie. Sama nie wiem, jak to mozliwe, ze odkrylam je dopiero niedawno, przegladajac te wydana przez wytwarzajaca czekolade firme Green & Black's ksiazke, szukajac inspiracji na Czekoladowy Weekend. Ciasro jest naprawde niezwykle: bez maki, bez tluszczu, swoja wilgotna konsystencje i wspanialy, intensywnie cytrusowy zapach zawdziecza wlasnie klementynkom, najpierw gotowanym w calosci, a potem przerobionym na puree wraz ze skorka. Calosci dopelnia skorupka z pomaranczowej gorzkiej czekolady. Zeby bylo bardziej czekoladowo, dwie lyzki zmielonych migdalow zastapilam kakao, ale mysle, ze i bez tego ciasto bedzie wyborne.
Wraz ze mna czekoladowo-ksiazkowo pichcily dzis Emma, Dobromila, Wiera, Mirabelka, Eve, Siankoo i Malwinna.
Ciasto klementynkowe z czekolada
Skladniki:
- 375 g klementynek bez pestek
- 6 srednich jaj
- 225 g cukru
- 225 g zmielonych migdalow
- 2 lyzki kakao
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 100 g dobrej jakosci ciemnej czekolady pomaranczowej (u mnie Green & Black's Maya Gold)
Klementynki wlozyc do garnka, zalac zimna woda, doprowadzic do wrzenia i gotowac przez 2 godziny (u mnie krocej, niewiele ponad godzine - chodzi o to, by usunac goryczke i rozmiekczyc skorke). Odcedzic, pozostawic do ostygniecia, a nastepnie przekroic na pol, usunac narosle i zmiksowac w malakserze na puree.
Rozgrzac piekarnik do 190 stopni (175 z termoobiegiem), natluscic i wylozyc papierem tortownice o srednicy 20 cm.
Jajka ubic mikserem. Dodac cukier, migdaly, kakao i proszek do pieczenia, zmiksowac do polaczenia skladnikow. Dodac puree z klementynek, dobrze wymieszac i przelac ciasto do przygotowanej tortownicy. Piec okolo godziny, do suchego patyczka; po 40 minutach mozna przykryc wierzch folia aluminiowa, jesli bedzie sie zbyt szybko rumienil.
W miedzyczasie zetrzec czekolade na drobnych oczkach. Po wyjeciu ciasta z piekarnika posypac je czekolada - kiedy sie rozpusci, utworzy twarda, blyszczaca skorupke. Kroic dopiero po calkowitym ostygnieciu.
Przepis dodaje do Czekoladowego weekendu...
...oraz do akcji Z ksiazka w kuchni 2013.
Klementynkowe ciasto Nigelli jest doskonale znane w kulinarnej blogosferze na calym swiecie. Sama nie wiem, jak to mozliwe, ze odkrylam je dopiero niedawno, przegladajac te wydana przez wytwarzajaca czekolade firme Green & Black's ksiazke, szukajac inspiracji na Czekoladowy Weekend. Ciasro jest naprawde niezwykle: bez maki, bez tluszczu, swoja wilgotna konsystencje i wspanialy, intensywnie cytrusowy zapach zawdziecza wlasnie klementynkom, najpierw gotowanym w calosci, a potem przerobionym na puree wraz ze skorka. Calosci dopelnia skorupka z pomaranczowej gorzkiej czekolady. Zeby bylo bardziej czekoladowo, dwie lyzki zmielonych migdalow zastapilam kakao, ale mysle, ze i bez tego ciasto bedzie wyborne.
Wraz ze mna czekoladowo-ksiazkowo pichcily dzis Emma, Dobromila, Wiera, Mirabelka, Eve, Siankoo i Malwinna.
Skladniki:
- 375 g klementynek bez pestek
- 6 srednich jaj
- 225 g cukru
- 225 g zmielonych migdalow
- 2 lyzki kakao
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 100 g dobrej jakosci ciemnej czekolady pomaranczowej (u mnie Green & Black's Maya Gold)
Klementynki wlozyc do garnka, zalac zimna woda, doprowadzic do wrzenia i gotowac przez 2 godziny (u mnie krocej, niewiele ponad godzine - chodzi o to, by usunac goryczke i rozmiekczyc skorke). Odcedzic, pozostawic do ostygniecia, a nastepnie przekroic na pol, usunac narosle i zmiksowac w malakserze na puree.
Rozgrzac piekarnik do 190 stopni (175 z termoobiegiem), natluscic i wylozyc papierem tortownice o srednicy 20 cm.
Jajka ubic mikserem. Dodac cukier, migdaly, kakao i proszek do pieczenia, zmiksowac do polaczenia skladnikow. Dodac puree z klementynek, dobrze wymieszac i przelac ciasto do przygotowanej tortownicy. Piec okolo godziny, do suchego patyczka; po 40 minutach mozna przykryc wierzch folia aluminiowa, jesli bedzie sie zbyt szybko rumienil.
W miedzyczasie zetrzec czekolade na drobnych oczkach. Po wyjeciu ciasta z piekarnika posypac je czekolada - kiedy sie rozpusci, utworzy twarda, blyszczaca skorupke. Kroic dopiero po calkowitym ostygnieciu.
Przepis dodaje do Czekoladowego weekendu...
...oraz do akcji Z ksiazka w kuchni 2013.
Wednesday, 30 January 2013
Brownies z maslem orzechowym
Ciezkie, klejace, zwarte i intensywnie czekoladowe. Brownie to bez watpienia jedno z moich ulubionych ciast. Kiedy chodzi za mna ochota na cos dekadenckiego i grzesznego, siegam po kawalek brownie i od razu czuje sie lepiej. Robilam juz kilka wersji, mam swoja ulubiona, ale chetnie testuje nowe przepisy.
Dlatego kiedy Malwinna zaproponowala, by razem upiec brownies z maslem orzechowym z tego przepisu, z checia przystalam na jej propozycje, choc kiedys robilam juz podobne. W koncu czekoladowosci nigdy dosc, prawda? A z doswiadczenia wiem, ze slodko-slone polaczenia bardzo mi odpowiadaja, podejrzewalam wiec, ze brownie mi zasmakuje.
Nie mylilam sie. Ciasto jest naprawde pyszne, zakalcowate i ciezkie, nie za slodkie (pewnie dlatego, ze dalam mniej cukru) i mocno czekoladowe. Esy-floresy z masla orzechowego nie tylko wygladaja dobrze, ale i nadaja calosci szczegolnego charakteru i smaku, ktory na pewno przypadnie do gustu milosnikom niebanalnych polaczen. Uzylam bardzo ciemnej czekolady (85% kakao), stad tez moje brownie ma bardzo intensywny kolor i gleboki smak; jesli zastosujecie czekolade z mniejsza zawartoscia kakao, ciasto bedzie delikatniejsze.
Brownies z maslem orzechowym
Skladniki:
- roztopione maslo, do nasmarowania blachy (ja pieklam w silikonowej, wiec nie potrzebowalam)
- 150 g ciemnej czekolady, grubo posiekanej
- 100 g masla, pokrojonego w kostke
- 215 g drobnego cukru do wypiekow (dalam 170 g)
- 75 g maki
- 2 lyzki kakao
- 2 jajka
- 200 g masla orzechowego
Rozgrzac piekarnik do 160 stopni, blache o wymiarach 16 x 26 cm wysmarowac rozpuszczonym maslem i wylozyc papierem do pieczenia (ja pieklam w silikonowej foremce w ksztalcie serca, prawdopodobnie nieco mniejszej niz zalecany wymiar, stad musialam piec nieco dluzej).
Czekolade i maslo rozpuscic w kapieli wodnej i wymieszac tak, by sie polaczyly. Cukier, make i kakao wymieszac w misce, dodac rozpuszczona czekolade z maslem oraz jajka i wymieszac do polaczenia skladnikow. Przelozyc do formy. Na wierzchu klasc kleksy masla orzechowego i za pomoca noza zrobic esy-floresy na powierzchni ciasta.
Piec 35-40 minut (u mnie jakies 45), studzic w blasze, kroic po calkowitym ostygnieciu.
Dlatego kiedy Malwinna zaproponowala, by razem upiec brownies z maslem orzechowym z tego przepisu, z checia przystalam na jej propozycje, choc kiedys robilam juz podobne. W koncu czekoladowosci nigdy dosc, prawda? A z doswiadczenia wiem, ze slodko-slone polaczenia bardzo mi odpowiadaja, podejrzewalam wiec, ze brownie mi zasmakuje.
Nie mylilam sie. Ciasto jest naprawde pyszne, zakalcowate i ciezkie, nie za slodkie (pewnie dlatego, ze dalam mniej cukru) i mocno czekoladowe. Esy-floresy z masla orzechowego nie tylko wygladaja dobrze, ale i nadaja calosci szczegolnego charakteru i smaku, ktory na pewno przypadnie do gustu milosnikom niebanalnych polaczen. Uzylam bardzo ciemnej czekolady (85% kakao), stad tez moje brownie ma bardzo intensywny kolor i gleboki smak; jesli zastosujecie czekolade z mniejsza zawartoscia kakao, ciasto bedzie delikatniejsze.
Brownies z maslem orzechowym
Skladniki:
- roztopione maslo, do nasmarowania blachy (ja pieklam w silikonowej, wiec nie potrzebowalam)
- 150 g ciemnej czekolady, grubo posiekanej
- 100 g masla, pokrojonego w kostke
- 215 g drobnego cukru do wypiekow (dalam 170 g)
- 75 g maki
- 2 lyzki kakao
- 2 jajka
- 200 g masla orzechowego
Rozgrzac piekarnik do 160 stopni, blache o wymiarach 16 x 26 cm wysmarowac rozpuszczonym maslem i wylozyc papierem do pieczenia (ja pieklam w silikonowej foremce w ksztalcie serca, prawdopodobnie nieco mniejszej niz zalecany wymiar, stad musialam piec nieco dluzej).
Czekolade i maslo rozpuscic w kapieli wodnej i wymieszac tak, by sie polaczyly. Cukier, make i kakao wymieszac w misce, dodac rozpuszczona czekolade z maslem oraz jajka i wymieszac do polaczenia skladnikow. Przelozyc do formy. Na wierzchu klasc kleksy masla orzechowego i za pomoca noza zrobic esy-floresy na powierzchni ciasta.
Piec 35-40 minut (u mnie jakies 45), studzic w blasze, kroic po calkowitym ostygnieciu.
Thursday, 20 December 2012
Basler Herzen
Po ciasteczkowym szalenstwie ubieglego poniedzialku nie planowalam juz piec zadnych innych slodkich malenstw do chrupania. To, co upieklam, schowalam w puszkach (najwyrazniej niewystarczajaco szczelnych, bo wiekszosc ciastek ulotnila sie jak kamfora ;)), schrupawszy uprzednio kilka pomaranczowych ciastek z polenta, ktore bardzo mi smakowaly. Nie sadzilam, ze cos bedzie w stanie im dorownac.
A potem zobaczylam u Majki Basler Herzen, czyli "serca z Bazylei". I nie moglam im sie oprzec. Perspektywa schrupania czegos mocno czekoladowego, w dodatku na bazie mielonych migdalow, byla zbyt kuszaca. Do wspolnego pieczenia naklonilam Gin, ktorej slodkie upodobania wydaja sie byc wyjatkowo zblizone do moich.
Ciesze sie, ze nie udalo mi sie oprzec pokusie! Te ciastka sa naprawde fantastyczne. Smakiem przypominaja nieco brownies, sa chrupiace z wierzchu i lekko ciagnace w srodku. Delikatny zapach rumu i korzennych przypraw dodaje im swiatecznego charakteru. Ich sekretem jest pozostawienie wycietych ciastek do przeschniecia na 12 godzin. To wlasnie dzieki temu sa takie kruche.
Ciasto jest dosc klejace i latwo sie kruszy, dlatego nalezy walkowac je dosc grubo miedzy kawalkami folii spozywczej. Z podanych proporcji wyszlo mi jakies 25 ciastek, bo moj wycinak jest dosc duzy; jesli macie mniejszy, ciastek bedzie wiecej.
Basler Herzen
Skladniki:
- 100 g gorzkiej czekolady
- 250 g mielonych migdalow
- 250 g cukru pudru
- 1 lyzeczka kakao
- 1/4 lyzeczki cynamonu
- szczypta mielonych gozdzikow
- 2 bialka
- szczypta soli
- 1 lyzka kirszu lub rumu (u mnie rum)
- cukier do posypania papieru oraz dekoracji
Czekolade posiekac i stopic w kapieli wodnej. Migdaly podprazyc na suchej patelni, odstawic do przestygniecia. Do miski wsypac cukier puder, dodac kakao, cynamon, gozdziki i zmielone migdaly, wymieszac.
Bialka ubic na sztywna piane ze szczypta soli. Dodawac ja stopniowo do suchych skladnikow, wymieszac. Dodac czekolade i kirsz lub rum, zagniesc gladkie ciasto (ja zagniatalam mikserem), uformowac kule, owinac folia spozywcza i wlozyc do lodowki na 1 godzine.
Wylozyc papierem do pieczenia dwie duze blachy, posypac papier cukrem. Schlodzone ciasto rozwalkowac miedzy dwoma kawalkami folii spozywczej na grubosc okolo 1 cm. Za pomoca wycinaka w ksztalcie serca wyciac ciasteczka, ulozyc na blachach i zostawic na 12 godzin w temperaturze pokojowej do przeschniecia.
Rozgrzac piekarnik do 200 stopni, piec ciasteczka przez 6-8 minut - powinny byc lekko wilgorne w srodku. Sciagnac wraz z papierem z blach i przelozyc na kratke do wystygniecia.
Brzegi wystudzonych ciasteczek posmarowac woda za pomoca pedzelka i zanurzac w miseczce z cukrem, tak, by przykleil sie do ciasteczek.
Wednesday, 12 December 2012
Pomaranczowe ciasteczka z polenta
W poniedzialek mialam wolne, wiec zabralam sie w koncu za swiateczne ciasteczkowanie - tak po prawdzie, to byla jedyna okazja, by troche popiec, bo nadchodzace dni beda bardzo intensywne. Z mojego piekarnika wyszly dwa rodzaje biscotti, kokosanki, chrupiace ciasteczka z orzechami laskowymi... Ale o nich wkrotce.
A dzis, na pierwszy ogien, pomaranczowe ciasteczka z polenta, udekorowane ciemna czekolada, ktore wypatrzylam u Tatter. Cudownie kruche i maslane, o przyjemnym, cytrusowym zapachu i uroczym zlocistym kolorze, ktory zawdzieczaja polencie, idealnie sie sprawdza w roli jadalnego upominku (choc nie wiem, ile z nich dotrwa do swiat, bo tak mi smakuja, ze codziennie ich ubywa...) Ciemna czekolada, ktora doskonale komponuje sie ze smakiem pomaranczy, dodaje im uroku i elegancji. Nieskomplikowane w przygotowaniu, a przy tym naprawde efektowne, beda urocza i smaczna ozdoba swiatecznego stolu.
Z podanych proporcji wyszlo mi jakies 25-30 ciasteczek, choc dokladnie nie pomne, bo nie zdazylam policzyc.
Pomaranczowe ciasteczka z polenta
Skladniki:
- 125 g miekkiego masla
- skorka otarta z 1 duzej pomaranczy
- 90 g cukru pudru
- 55 g polenty
- 150 g maki pszennej
- 1 lyzeczka naturalnego ekstraktu z pomaranczy
- 100 g ciemnej czekolady
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni i wylozyc duza blache (albo dwie mniejsze) papierem do pieczenia. W misce zmiksowac maslo ze skorka, ekstraktem i przesianym cukrem pudrem, az skladniki sie polacza. Dodac polente i przesiana make, wyrobic ciasto lyzka albo mikserem. Uformowac kule, zawinac w duzy kawalek folii przezroczystej i uformowac walek, nastepnie splaszczyc go o blat z czterech stron tak, by boki staly sie kwadratowe. Wlozyc do lodowki na minimum 30 minut (ja wlozylam do zamrazarki na 10 i kroilo sie swietnie).
Dobrze schlodzone ciasto pokroic ostrym nozem na 1-cm plastry. Ulozyc na blasze, zostawiajac 2-cm odstepy miedzy ciastkami. Piec 15 minut, po wyjeciu z pieca odczekac 5 minut, a nastepnie przelozyc na kratke.
Kiedy calkowicie ostygna, rozpuscic czekolade w kapieli wodnej i zanurzac w niej ciastka, a nastepnie ukladac na blasze wylozonej papierem do pieczenia. Odstawic, az czekolada zastygnie; by przyspieszyc ten proces, mozna wlozyc do lodowki na 10-15 minut.
A dzis, na pierwszy ogien, pomaranczowe ciasteczka z polenta, udekorowane ciemna czekolada, ktore wypatrzylam u Tatter. Cudownie kruche i maslane, o przyjemnym, cytrusowym zapachu i uroczym zlocistym kolorze, ktory zawdzieczaja polencie, idealnie sie sprawdza w roli jadalnego upominku (choc nie wiem, ile z nich dotrwa do swiat, bo tak mi smakuja, ze codziennie ich ubywa...) Ciemna czekolada, ktora doskonale komponuje sie ze smakiem pomaranczy, dodaje im uroku i elegancji. Nieskomplikowane w przygotowaniu, a przy tym naprawde efektowne, beda urocza i smaczna ozdoba swiatecznego stolu.
Z podanych proporcji wyszlo mi jakies 25-30 ciasteczek, choc dokladnie nie pomne, bo nie zdazylam policzyc.
Pomaranczowe ciasteczka z polenta
Skladniki:
- 125 g miekkiego masla
- skorka otarta z 1 duzej pomaranczy
- 90 g cukru pudru
- 55 g polenty
- 150 g maki pszennej
- 1 lyzeczka naturalnego ekstraktu z pomaranczy
- 100 g ciemnej czekolady
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni i wylozyc duza blache (albo dwie mniejsze) papierem do pieczenia. W misce zmiksowac maslo ze skorka, ekstraktem i przesianym cukrem pudrem, az skladniki sie polacza. Dodac polente i przesiana make, wyrobic ciasto lyzka albo mikserem. Uformowac kule, zawinac w duzy kawalek folii przezroczystej i uformowac walek, nastepnie splaszczyc go o blat z czterech stron tak, by boki staly sie kwadratowe. Wlozyc do lodowki na minimum 30 minut (ja wlozylam do zamrazarki na 10 i kroilo sie swietnie).
Dobrze schlodzone ciasto pokroic ostrym nozem na 1-cm plastry. Ulozyc na blasze, zostawiajac 2-cm odstepy miedzy ciastkami. Piec 15 minut, po wyjeciu z pieca odczekac 5 minut, a nastepnie przelozyc na kratke.
Kiedy calkowicie ostygna, rozpuscic czekolade w kapieli wodnej i zanurzac w niej ciastka, a nastepnie ukladac na blasze wylozonej papierem do pieczenia. Odstawic, az czekolada zastygnie; by przyspieszyc ten proces, mozna wlozyc do lodowki na 10-15 minut.
Tuesday, 4 December 2012
Bananowo-czekoladowe ciasto z cynamonowa nuta
Ci, ktorzy mnie znaja, wiedza zapewne, ze moja milosc do chlebkow bananowych jest przeogromna. Mam swoje ulubione przepisy, do ktorych czesto wracam (a wsrod ktorych wciaz pierwsze miejsce zajmuje wersja Sophie Dahl), ale nie moge sie oprzec testowaniu nowych. Zwlaszcza, jesli poza bananami, zawieraja tez czekolade, tak jak ten.
To juz wlasciwie nie jest prosty, codzienny chlebek bananowy. To prawdziwie dekadenckie ciasto, ktore z powodzeniem mogloby zagoscic na swiatecznym stole, choc rownie dobrze moze zostac spalaszowane na sniadanie i popite szklanka zimnego mleka. Niezbyt slodkie, za to intensywnie czekoladowe, wilgotne i ciezkie, jest dokladnie takie, jak lubie. Cynamonowa kruszonka nadaje mu lekko swiatecznego charakteru. Zdecydowanie do powtorzenia!
Maki orkiszowej nie mialam, pieklam z pszennej, a zamiast orzechow macadamia uzylam zmielonych orzechow laskowych, podaje wiec przepis z moimi zmianami. Zamiast jednego duzego ciasta zrobilam tez cztery male. Nie moglam znalezc duzej keksowki. Dopiero potem okazalo sie, ze przez caly ten czas stala na mikrofalowce, w zasiegu wzroku i reki... Coz, zdarza sie. Przy okazji przetestowalam moje mini-foremki. Sa swietne i na pewno wkrotce znow pojda w ruch!
Po raz kolejny zwerbowalam do pieczenia Gin. Milo tak popichcic razem, chocby i wirtualnie.
Bananowo-czekoladowe ciasto z cynamonowa nuta
Skladniki:
- 160 g maki
- 150 g miekkiego masla
- 100 g gorzkiej czekolady,
- 50 g bialej czekolady
- 3 jaja
- 3 mocno dojrzale banany + 1 na wierzch
- 1,5 lyzeczki proszku do pieczenia
- 160 g cukru
- 2 lyzki kakao
Kruszonka:
- 50 g masla
- 4 lyzki maki
- 2 lyzki cukru
- 1 lyzka cynamonu
- 1/2 szklanki orzechow macadamia
Maslo utrzec z cukrem, dodawac po jednym jaju, wciaz ucierajac, az powstanie puszysta masa. Ciemna i biala czekolade rozpuscic w kapieli wodnej, banany rozgniesc na pulpe. Przesiac make z proszkiem do pieczenia i kakao, dodac do masy wraz z rozpuszczona czekolada i bananami, wymieszac lyzka lub mikserem na jednolita mase.
Piekarnik rozgrzac do 170 stopni, wylozyc papierem keksowke. Rozetrzec w palcach skladniki na kruszonke, pokroic w plastry pozostalego banana. Przelozyc ciasto do formy, posypac kruszonka, wcisnac w wierzch plastry banana. Piec okolo 45 minut, az patyczek wlozony w srodek ciasta bedzie suchy. Ostudzic po upieczeniu.
To juz wlasciwie nie jest prosty, codzienny chlebek bananowy. To prawdziwie dekadenckie ciasto, ktore z powodzeniem mogloby zagoscic na swiatecznym stole, choc rownie dobrze moze zostac spalaszowane na sniadanie i popite szklanka zimnego mleka. Niezbyt slodkie, za to intensywnie czekoladowe, wilgotne i ciezkie, jest dokladnie takie, jak lubie. Cynamonowa kruszonka nadaje mu lekko swiatecznego charakteru. Zdecydowanie do powtorzenia!
Maki orkiszowej nie mialam, pieklam z pszennej, a zamiast orzechow macadamia uzylam zmielonych orzechow laskowych, podaje wiec przepis z moimi zmianami. Zamiast jednego duzego ciasta zrobilam tez cztery male. Nie moglam znalezc duzej keksowki. Dopiero potem okazalo sie, ze przez caly ten czas stala na mikrofalowce, w zasiegu wzroku i reki... Coz, zdarza sie. Przy okazji przetestowalam moje mini-foremki. Sa swietne i na pewno wkrotce znow pojda w ruch!
Po raz kolejny zwerbowalam do pieczenia Gin. Milo tak popichcic razem, chocby i wirtualnie.
Bananowo-czekoladowe ciasto z cynamonowa nuta
Skladniki:
- 160 g maki
- 150 g miekkiego masla
- 100 g gorzkiej czekolady,
- 50 g bialej czekolady
- 3 jaja
- 3 mocno dojrzale banany + 1 na wierzch
- 1,5 lyzeczki proszku do pieczenia
- 160 g cukru
- 2 lyzki kakao
Kruszonka:
- 50 g masla
- 4 lyzki maki
- 2 lyzki cukru
- 1 lyzka cynamonu
- 1/2 szklanki orzechow macadamia
Maslo utrzec z cukrem, dodawac po jednym jaju, wciaz ucierajac, az powstanie puszysta masa. Ciemna i biala czekolade rozpuscic w kapieli wodnej, banany rozgniesc na pulpe. Przesiac make z proszkiem do pieczenia i kakao, dodac do masy wraz z rozpuszczona czekolada i bananami, wymieszac lyzka lub mikserem na jednolita mase.
Piekarnik rozgrzac do 170 stopni, wylozyc papierem keksowke. Rozetrzec w palcach skladniki na kruszonke, pokroic w plastry pozostalego banana. Przelozyc ciasto do formy, posypac kruszonka, wcisnac w wierzch plastry banana. Piec okolo 45 minut, az patyczek wlozony w srodek ciasta bedzie suchy. Ostudzic po upieczeniu.
Thursday, 29 November 2012
Czekoladowa tarta z zurawinowym kremem
Po pieczonych niedawno muffinkach zostalo mi troche zurawiny. Poczatkowo planowalam zjesc ja na surowo. A potem rozgryzlam jeden pieronsko kwasny owoc i stwierdzilam kategorycznie, ze to nie jest najlepszy pomysl.
Tym sposobem w mojej kuchni powstal cranberry curd, czyli zurawinowy krem z przepisu Kabamaigi. Oj, trudno bylo mi sie powstrzymac przed wyjedzeniem calosci lyzeczka z garnka.
Ale powstrzymalam sie. Bo mialam wobec niego inne plany...
Zima wzrasta moje zapotrzebowanie na czekolade. Tak juz jakos mam, ze codziennie musze zjesc cos czekoladowego: trufle o smaku grzanego wina, kawalek brownie, kostke gorzkiej czekolady... A ostatnio chodzila za mna czekoladowa tarta. Upatrzylam sobie nawet przepis. Mialo byc czekoladowo-pomaranczowo.
A potem wpadlam na to, by ozenic czekolade z zurawinowym kremem. I to byl strzal w dziesiatke! Lekko kwaskowaty krem, slodko-gorzka ciemna czekolada i maslane, kruche ciasto stanowia naprawde bajeczne polaczenie. Kawalek takiej tarty to swietne lekarstwo na listopadowe smutki. Moze nie przegna ich raz na zawsze, ale z pewnoscia pozwoli o nich zapomniec.
Czekoladowo-zurawinowo jest dzis rowniez u Gin.
Czekoladowa tarta z zurawinowym kremem
Skladniki:
- 300 g kruchego ciasta (mozna uzyc domowego, z dowolnego przepisu, albo kupnego)
- 75 g masla
- 120 g ciemnej czekolady
- 3 jajka
- 130 g drobnego cukru do wypiekow
- 40 g maki
- 1/2 porcji kremu zurawinowego
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni (160 z termoobiegiem). Ciasto rozwalkowac tak cienko, jak sie da, i wylozyc nim dno tartownicy (moja ma 23 cm i jest dosc plytka). Na wierzchu polozyc kawalek papieru do pieczenia i obciazyc ceramicznymi fasolkami. Piec przez 10 minut, wysypac fasolki, zdjac papier i piec kolejne 10 minut.
Maslo i czekolade rozpuscic w kapieli wodnej albo w mikrofalowce. Jajka i cukier wlozyc do miski i ubijac na gesta mase nad garnkiem gotujacej sie wody. Dodac do jajeczno-cukrowej masy rozpuszczona czekolade oraz make i delikatnie wymieszac.
Podpieczone kruche ciasto posmarowac gruba warstwa kremu zurawinowego. Na to wylac czekoladowa mase i piec przez 15-20 minut, az sie zetnie. Kroic po calkowitym ostygnieciu.
Przepis dodaje do akcji Wielkie Swieto Zurawiny 2012.
Tym sposobem w mojej kuchni powstal cranberry curd, czyli zurawinowy krem z przepisu Kabamaigi. Oj, trudno bylo mi sie powstrzymac przed wyjedzeniem calosci lyzeczka z garnka.
Ale powstrzymalam sie. Bo mialam wobec niego inne plany...
Zima wzrasta moje zapotrzebowanie na czekolade. Tak juz jakos mam, ze codziennie musze zjesc cos czekoladowego: trufle o smaku grzanego wina, kawalek brownie, kostke gorzkiej czekolady... A ostatnio chodzila za mna czekoladowa tarta. Upatrzylam sobie nawet przepis. Mialo byc czekoladowo-pomaranczowo.
A potem wpadlam na to, by ozenic czekolade z zurawinowym kremem. I to byl strzal w dziesiatke! Lekko kwaskowaty krem, slodko-gorzka ciemna czekolada i maslane, kruche ciasto stanowia naprawde bajeczne polaczenie. Kawalek takiej tarty to swietne lekarstwo na listopadowe smutki. Moze nie przegna ich raz na zawsze, ale z pewnoscia pozwoli o nich zapomniec.
Czekoladowo-zurawinowo jest dzis rowniez u Gin.
Czekoladowa tarta z zurawinowym kremem
Skladniki:
- 300 g kruchego ciasta (mozna uzyc domowego, z dowolnego przepisu, albo kupnego)
- 75 g masla
- 120 g ciemnej czekolady
- 3 jajka
- 130 g drobnego cukru do wypiekow
- 40 g maki
- 1/2 porcji kremu zurawinowego
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni (160 z termoobiegiem). Ciasto rozwalkowac tak cienko, jak sie da, i wylozyc nim dno tartownicy (moja ma 23 cm i jest dosc plytka). Na wierzchu polozyc kawalek papieru do pieczenia i obciazyc ceramicznymi fasolkami. Piec przez 10 minut, wysypac fasolki, zdjac papier i piec kolejne 10 minut.
Maslo i czekolade rozpuscic w kapieli wodnej albo w mikrofalowce. Jajka i cukier wlozyc do miski i ubijac na gesta mase nad garnkiem gotujacej sie wody. Dodac do jajeczno-cukrowej masy rozpuszczona czekolade oraz make i delikatnie wymieszac.
Podpieczone kruche ciasto posmarowac gruba warstwa kremu zurawinowego. Na to wylac czekoladowa mase i piec przez 15-20 minut, az sie zetnie. Kroic po calkowitym ostygnieciu.
Przepis dodaje do akcji Wielkie Swieto Zurawiny 2012.
Wednesday, 14 November 2012
Millionaire's shortbread z solonym karmelem i wyroznienie
Gdyby jeszcze kilka lat temu ktos powiedzial mi, ze karmel, sol i czekolada to wspaniale polaczenie, postukalabym sie w glowe. No bo jak to tak, dodawac sol do slodkosci? Jeszcze smak zepsuje, prawda?
Nieprawda. Co wiecej, nie tylko nie zepsuje, a wydobedzie glebie. Nie bez powodu w ofercie niemal kazdego mistrza czekoladowych pysznosci znajdzie sie czekoladka, pralinka czy trufla ze slonawa nuta. Dlatego kiedy padlo haslo, by wspolnie upiec millionaire's shortbread, od razu wiedzialam, ze postawie na te wersje z solonym karmelem.
Millionaire's shortbread, czyli "krajanka milionera", wywodzi sie podobno ze Szkocji. Sklada sie z trzech warstw: kruchego, maslanego spodu, slodkiej karmelowej masy i czekoladowej skorupki. Nazwa tego wypieku jest bardzo adekwatna, bo jego smak jest bardzo, ale to bardzo bogaty. Uwaga: krajanka milionera jest wyjatkowo slodka. Pewna kolezanka po sprobowaniu stwierdzila, ze umarla z przedawkowania cukru i trafila do nieba... Jesli wasze niebo jest klejace, karmelowo-czekoladowe, z delikatnie wyczuwalna slona nuta, to zdecydowanie polecam!
Wraz ze mna krajanke przygotowaly Lejdi i Shinju.
Millionaire's shortbread z solonym karmelem
Skladniki na spod:
- 175 g niesolonego masla
- 75 g drobnego cukru
- 1 laska wanilii
- 225 g maki
Na mase karmelowa:
- 200 g niesolonego masla
- 1 puszka (397 g) slodzonego mleka skondensowanego
- 4 lyzki golden syrupu
- 1 lyzeczka soli morskiej
Na wierzch:
- 300 g mlecznej czekolady
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni. Natluscic kwadratowa forme o boku 20 cm i wylozyc spod papierem do pieczenia. Do duzej miski wlozyc maslo, cukier, nasionka wyskrobane z laski wanilii i make. Rozcierac w palcach, az powstanie niezbyt gladkie ciasto. Wylozyc nim dno formy, dociskajac dobrze, a nastepnie ponakluwac widelcem. Piec przez 5 minut, nastepnie zmniejszyc temperature do 150 stopni i piec kolejne 35 minut. Odstawic do ostygniecia w blasze.
W miedzyczasie przygotowac karmel: wszystkie skladniki umiescic w garnku, doprowadzic do wrzenia i gotowac przez 10 minut, az masa zgestnieje. Wylac karmel na spod z kruchego ciasta i wlozyc do lodowki, by karmel stwardnial nieco i ostygl.
Czekolade rozpuscic w kapieli wodnej i wylac na karmelowa mase, a nastepnie znow wlozyc do lodowki do calkowitego zastygniecia. Przed podaniem pokroic na kwadraty.
I jeszcze cos: krazace od jakiegos czasu po sieci wyroznienie Liebster Blog Award dopadlo i mnie, za sprawa Jusi. Na pytania odpowiem, bo mam dzisiaj lekko ekshibicjonistyczny nastroj, ale nie bede nominowac kolejnych 11 osob. Nie chce nikogo ciagnac za jezyk, a najciekawsze rzeczy mozna wyczytac miedzy wierszami.
No, to do rzeczy...
1) Kawa, herbata, sok a może woda? Co najczęściej pijesz?
Rano mocne, czarne jak smola espresso, wieczorem herbata, w ciagu dnia woda, ktora, moim zdaniem, najlepiej gasi pragnienie
2) Co robisz gdy masz podły nastrój?
W zaleznosci od okolicznosci: wsiadam na rower, wychodze do klubu i tancze przez cala noc, slucham muzyki albo chwytam dobra ksiazke i zapominam o wszystkim.
3) Książka czy film?
W moim zyciu obie te rzeczy zajmuja znaczace miejsce, ale bez filmow jakos dalabym rade wytrzymac, za to bez ksiazek nie wyobrazam sobie swiata.
4) Pies czy kot?
Kot. A najlepiej co najmniej dwa.
5) Z jakiego powodu założyłaś/łeś bloga?
Z radosci, ze mam wreszcie wlasna kuchnie :)
6) Kim dla Ciebie jest przyjaciel?
Kims, kto rozumie moj punkt widzenia, choc niekoniecznie go podziela. Kims, do kogo bede mogla zadzwonic w srodku nocy, wiedzac, ze mnie wyslucha. Kims, kto bedzie przy mnie w najtrudniejszych momentach.
7) Nieograniczone wakacyjne fundusze... gdzie jedziesz? Dlaczego?
To proste: wszedzie! Z nieograniczonymi funduszami moglabym zafundowac sobie wycieczke dookola swiata. Inna sprawa, ze chcialabym, by taka wycieczka byla dla mnie jakims doswiadczeniem, a nie tylko skakaniem od jednego luksusowego hotelu do kolejnego. Bardziej niz fundusze przydalby mi sie nieograniczony czas.
8) Czego się boisz?
Bezradnosci.
9) Co sprawia, że jesteś szczęśliwa/y?
Potrafie sie cieszyc z prostych rzeczy. Czasem wystarczy drobiazg: wiatr we wlosach, swiatla miasta widziane z balkonu, mile spotkanie w gronie znajomych. Ale najwieksze szczescie daje mi swiadomosc, ze nie musze sie dostosowywac do niczyich wymagan i oczekiwan, zyc wedlug okreslonego scenariusza. Dokonalam tego odkrycia stosunkowo niedawno i to odkrycie zmienilo moje zycie.
10) 5 rzeczy bez których ciężko jest Ci żyć?
Moj rower, ksiazki, przenosny odtwarzacz muzyki, komputer i... piekarnik.
11) Jakiś pozytyw jesieni?
Moda! Zdecydowanie wole jesienno-zimowe kolory i tkaniny od tych wiosenno-letnich. No i wreszcie moge ubierac sie na cebulke.
Nieprawda. Co wiecej, nie tylko nie zepsuje, a wydobedzie glebie. Nie bez powodu w ofercie niemal kazdego mistrza czekoladowych pysznosci znajdzie sie czekoladka, pralinka czy trufla ze slonawa nuta. Dlatego kiedy padlo haslo, by wspolnie upiec millionaire's shortbread, od razu wiedzialam, ze postawie na te wersje z solonym karmelem.
Millionaire's shortbread, czyli "krajanka milionera", wywodzi sie podobno ze Szkocji. Sklada sie z trzech warstw: kruchego, maslanego spodu, slodkiej karmelowej masy i czekoladowej skorupki. Nazwa tego wypieku jest bardzo adekwatna, bo jego smak jest bardzo, ale to bardzo bogaty. Uwaga: krajanka milionera jest wyjatkowo slodka. Pewna kolezanka po sprobowaniu stwierdzila, ze umarla z przedawkowania cukru i trafila do nieba... Jesli wasze niebo jest klejace, karmelowo-czekoladowe, z delikatnie wyczuwalna slona nuta, to zdecydowanie polecam!
Wraz ze mna krajanke przygotowaly Lejdi i Shinju.
Millionaire's shortbread z solonym karmelem
Skladniki na spod:
- 175 g niesolonego masla
- 75 g drobnego cukru
- 1 laska wanilii
- 225 g maki
Na mase karmelowa:
- 200 g niesolonego masla
- 1 puszka (397 g) slodzonego mleka skondensowanego
- 4 lyzki golden syrupu
- 1 lyzeczka soli morskiej
Na wierzch:
- 300 g mlecznej czekolady
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni. Natluscic kwadratowa forme o boku 20 cm i wylozyc spod papierem do pieczenia. Do duzej miski wlozyc maslo, cukier, nasionka wyskrobane z laski wanilii i make. Rozcierac w palcach, az powstanie niezbyt gladkie ciasto. Wylozyc nim dno formy, dociskajac dobrze, a nastepnie ponakluwac widelcem. Piec przez 5 minut, nastepnie zmniejszyc temperature do 150 stopni i piec kolejne 35 minut. Odstawic do ostygniecia w blasze.
W miedzyczasie przygotowac karmel: wszystkie skladniki umiescic w garnku, doprowadzic do wrzenia i gotowac przez 10 minut, az masa zgestnieje. Wylac karmel na spod z kruchego ciasta i wlozyc do lodowki, by karmel stwardnial nieco i ostygl.
Czekolade rozpuscic w kapieli wodnej i wylac na karmelowa mase, a nastepnie znow wlozyc do lodowki do calkowitego zastygniecia. Przed podaniem pokroic na kwadraty.
I jeszcze cos: krazace od jakiegos czasu po sieci wyroznienie Liebster Blog Award dopadlo i mnie, za sprawa Jusi. Na pytania odpowiem, bo mam dzisiaj lekko ekshibicjonistyczny nastroj, ale nie bede nominowac kolejnych 11 osob. Nie chce nikogo ciagnac za jezyk, a najciekawsze rzeczy mozna wyczytac miedzy wierszami.
No, to do rzeczy...
1) Kawa, herbata, sok a może woda? Co najczęściej pijesz?
Rano mocne, czarne jak smola espresso, wieczorem herbata, w ciagu dnia woda, ktora, moim zdaniem, najlepiej gasi pragnienie
2) Co robisz gdy masz podły nastrój?
W zaleznosci od okolicznosci: wsiadam na rower, wychodze do klubu i tancze przez cala noc, slucham muzyki albo chwytam dobra ksiazke i zapominam o wszystkim.
3) Książka czy film?
W moim zyciu obie te rzeczy zajmuja znaczace miejsce, ale bez filmow jakos dalabym rade wytrzymac, za to bez ksiazek nie wyobrazam sobie swiata.
4) Pies czy kot?
Kot. A najlepiej co najmniej dwa.
5) Z jakiego powodu założyłaś/łeś bloga?
Z radosci, ze mam wreszcie wlasna kuchnie :)
6) Kim dla Ciebie jest przyjaciel?
Kims, kto rozumie moj punkt widzenia, choc niekoniecznie go podziela. Kims, do kogo bede mogla zadzwonic w srodku nocy, wiedzac, ze mnie wyslucha. Kims, kto bedzie przy mnie w najtrudniejszych momentach.
7) Nieograniczone wakacyjne fundusze... gdzie jedziesz? Dlaczego?
To proste: wszedzie! Z nieograniczonymi funduszami moglabym zafundowac sobie wycieczke dookola swiata. Inna sprawa, ze chcialabym, by taka wycieczka byla dla mnie jakims doswiadczeniem, a nie tylko skakaniem od jednego luksusowego hotelu do kolejnego. Bardziej niz fundusze przydalby mi sie nieograniczony czas.
8) Czego się boisz?
Bezradnosci.
9) Co sprawia, że jesteś szczęśliwa/y?
Potrafie sie cieszyc z prostych rzeczy. Czasem wystarczy drobiazg: wiatr we wlosach, swiatla miasta widziane z balkonu, mile spotkanie w gronie znajomych. Ale najwieksze szczescie daje mi swiadomosc, ze nie musze sie dostosowywac do niczyich wymagan i oczekiwan, zyc wedlug okreslonego scenariusza. Dokonalam tego odkrycia stosunkowo niedawno i to odkrycie zmienilo moje zycie.
10) 5 rzeczy bez których ciężko jest Ci żyć?
Moj rower, ksiazki, przenosny odtwarzacz muzyki, komputer i... piekarnik.
11) Jakiś pozytyw jesieni?
Moda! Zdecydowanie wole jesienno-zimowe kolory i tkaniny od tych wiosenno-letnich. No i wreszcie moge ubierac sie na cebulke.
Thursday, 25 October 2012
Brownies z dynia
Co roku obiecuje sobie, ze kiedy przyjdzie jesien, bede eksperymentowac z dynia. I co roku konczy sie to tak samo: kilka razy robie zupe dyniowa - i tyle. A przeciez dynia ma tyle do zaoferowania, tyle roznych pysznosci mozna przyrzadzic z jej udzialem. Blogi pecznieja od inspirujacych dyniowych przepisow. Kto wie, moze w tym roku skorzystam z ktoregos z nich?
Poki co, jest slodko. I dyniowo-czekoladowo. Przepis Marthy Stewart zaintrygowal mnie, szalenie spodobalo mi sie zdjecie, urzekl dodatek (niewielki, ale jednak) pieprzu cayenne. No i te piekne wzorki, ktorych, niestety, nie udalo mi sie odtworzyc, bo z rozpedu wylalam cala czekoladowa mase na dno. Dzieki temu, zamiast czterech warstw, moje brownies maja dwie. Sa tez nieco wyzsze (efekt roztargnienia - zamiast zwyklej maki uzylam samorosnacej; na szczescie w pore powstrzymalam sie od dodania proszku do pieczenia...). Ale najwazniejsze jest to, ze wspaniale smakuja! Dosc slodkie, ale przy tym pachnace korzennymi przyprawami, klejace, o zwartej konsystencji, sa dokladnie takie, jak oczekiwalam.
Przepis podaje w oryginalnej wersji, bo moje "modyfikacje" nie byly zamierzone :) Mala uwaga: szklanka w przepisie jest amerykanska i ma pojemnosc 235 ml.
Wraz ze mna dyniowe slodkosci przygotowali dzis Mirabelka, Mopsik, Wiera, Dobromila, Malwinna, Lejdi, Bartoldzik, Tomek i Siaska.
Brownies z dynia
Skladniki:
- 115 g masla, plus odrobina do natluszczenia blachy
- 170 g gorzkiej czekolady, posiekanej
- 2 szklanki maki
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 1/4 lyzeczki pieprzu cayenne
- 1/2 lyzeczki soli
- 1 3/4 szklanki cukru
- 4 duze jajka
- 1 lyzka ekstraktu z wanilii
- 1 1/4 szklanki puree z dyni
- 1/4 szklanki oleju roslinnego
- 1 lyzeczka mielonego cynamonu
- 1/4 lyzeczki mielonej galki muszkatolowej
- 1/2 szklanki posiekanych orzechow laskowych
Rozgrzac piekarnik do 175 stopni. Natluscic kwadratowa blache o boku 23 cm i wylozyc dno papierem do pieczenia.
Czekolade i maslo rozpuscic w kapieli wodnej, mieszajac od czasu do czasu, az mikstura bedzie jednolita i gladka. Make, proszek do pieczenia, pieprz cayenne i sol wymieszac razem w misce, odstawic. Do drugiej miski wlozyc cukier, jajka i ekstrakt z wanilii. Ubijac za pomoca elektrycznego miksera przez 3-5 minut, az masa zrobi sie puszysta. Dodac make, zmiksowac.
Mase podzielic pomiedzy dwie miski, do jednej wlac roztopiona czekolade z maslem, dobrze wymieszac. Do drugiej czesci dodac dynie, olej, cynamon i galke muszkatolowa, wymieszac.
Polowe czekoladowej masy wylac na dno formy, wygladzic, nastepnie wylac polowe dyniowej masy. Powtorzyc z pozostala masa. Za pomoca noza zrobic esy-floresy, by powstal marmurkowy efekt. Posypac wierzch ciasta orzechami. Piuec przez 40-45 minut, studzic na kratce. Kroic dopiero po calkowitym ostygnieciu.
Przepis dodaje do akcji Bei Festiwal Dyni 2012.
Poki co, jest slodko. I dyniowo-czekoladowo. Przepis Marthy Stewart zaintrygowal mnie, szalenie spodobalo mi sie zdjecie, urzekl dodatek (niewielki, ale jednak) pieprzu cayenne. No i te piekne wzorki, ktorych, niestety, nie udalo mi sie odtworzyc, bo z rozpedu wylalam cala czekoladowa mase na dno. Dzieki temu, zamiast czterech warstw, moje brownies maja dwie. Sa tez nieco wyzsze (efekt roztargnienia - zamiast zwyklej maki uzylam samorosnacej; na szczescie w pore powstrzymalam sie od dodania proszku do pieczenia...). Ale najwazniejsze jest to, ze wspaniale smakuja! Dosc slodkie, ale przy tym pachnace korzennymi przyprawami, klejace, o zwartej konsystencji, sa dokladnie takie, jak oczekiwalam.
Przepis podaje w oryginalnej wersji, bo moje "modyfikacje" nie byly zamierzone :) Mala uwaga: szklanka w przepisie jest amerykanska i ma pojemnosc 235 ml.
Wraz ze mna dyniowe slodkosci przygotowali dzis Mirabelka, Mopsik, Wiera, Dobromila, Malwinna, Lejdi, Bartoldzik, Tomek i Siaska.
Brownies z dynia
Skladniki:
- 115 g masla, plus odrobina do natluszczenia blachy
- 170 g gorzkiej czekolady, posiekanej
- 2 szklanki maki
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 1/4 lyzeczki pieprzu cayenne
- 1/2 lyzeczki soli
- 1 3/4 szklanki cukru
- 4 duze jajka
- 1 lyzka ekstraktu z wanilii
- 1 1/4 szklanki puree z dyni
- 1/4 szklanki oleju roslinnego
- 1 lyzeczka mielonego cynamonu
- 1/4 lyzeczki mielonej galki muszkatolowej
- 1/2 szklanki posiekanych orzechow laskowych
Rozgrzac piekarnik do 175 stopni. Natluscic kwadratowa blache o boku 23 cm i wylozyc dno papierem do pieczenia.
Czekolade i maslo rozpuscic w kapieli wodnej, mieszajac od czasu do czasu, az mikstura bedzie jednolita i gladka. Make, proszek do pieczenia, pieprz cayenne i sol wymieszac razem w misce, odstawic. Do drugiej miski wlozyc cukier, jajka i ekstrakt z wanilii. Ubijac za pomoca elektrycznego miksera przez 3-5 minut, az masa zrobi sie puszysta. Dodac make, zmiksowac.
Mase podzielic pomiedzy dwie miski, do jednej wlac roztopiona czekolade z maslem, dobrze wymieszac. Do drugiej czesci dodac dynie, olej, cynamon i galke muszkatolowa, wymieszac.
Polowe czekoladowej masy wylac na dno formy, wygladzic, nastepnie wylac polowe dyniowej masy. Powtorzyc z pozostala masa. Za pomoca noza zrobic esy-floresy, by powstal marmurkowy efekt. Posypac wierzch ciasta orzechami. Piuec przez 40-45 minut, studzic na kratce. Kroic dopiero po calkowitym ostygnieciu.
Przepis dodaje do akcji Bei Festiwal Dyni 2012.
Sunday, 2 September 2012
Czekoladowo-orzechowe ciasto ze sliwkami
Chocbysmy nie wiem jak bardzo chcieli zatrzymac lato, nie da sie ukryc, ze jesien juz wisi w powietrzu. Poranki sa coraz chlodniejsze, slonce coraz szybciej chowa sie za horyzontem, a na straganach zamiast truskawek i malin zaczynaja krolowac jablka, jezyny i sliwki.
To ciasto pachnie i smakuje poczatkiem jesieni. Zwarte i ciezkie, nie za slodkie, idealne do kawy albo kubka zimnego mleka. Wiedzialam, ze sliwki i czekolada bardzo sie lubia, ale nie podejrzewalam, ze orzechy laskowe tak wspaniale do nich pasuja. Okazuje sie, ze te trzy elementy tworza bardzo udana calosc. Przed nami dluga jesien, wiec bedzie jeszcze sporo okazji, by wrocic do tego przepisu. Kto wie, moze nastepnym razem zastapie sliwki innymi sezonowymi owocami? Podejrzewam, ze z jablkami czy gruszkami ciasto bedzie rownie pyszne..
Wraz ze mna piekly Malwinna, Dobromila i Gin.
Czekoladowo-orzechowe ciasto ze sliwkami
Skladniki:
- 175 g masla + odrobina do natluszczenia formy
- 500 g sliwek
- 175 g jasnego cukru muscovado
- 175 g maki samorosnacej (albo zwyklej + 1/4 lyzeczki sody oczyszczonej)
- 175 g zmielonych orzechow laskowych
- 3 jajka
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 50 g ciemnej czekolady (70% kakao), posiekanej
- 2 lyzki orzechow laskowych
- 2 lyzki konfitury porzeczkowej albo sliwkowej (opcjonalnie)
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni (160 z termoobiegiem), natluscic i wylozyc papierem dno okraglej blachy o srednicy 20 cm (moja miala 23 cm, ale ciasto i tak wyroslo dosc wysokie). 4 sliwki przekroic na pol i wyjac pestki, odlozyc, pozostale sliwki posiekac. Cukier, make, maslo, zmielone orzechy, jajka, sode i proszek do pieczenia wlozyc do miski i ubijac drewniana lyzka albo mikserem przez 1-2 minuty, az masa bedzie gladka i puszysta. Wmieszac posiekane sliwki i czekolade, przelozyc do blachy i wyrownac wierzch. Ulozyc na ciescie przepolowione sliwki, dociskajac lekko, a nastepnie posypac orzechami. Piec przez 40-50 minut (u mnie okolo godziny), az wierzch bedzie zlocisty, a ciasto twarde. Ostudzic w blasze przez 10 minut, przelozyc na kratke. Konfiture (jesli uzywamy; ja ten etap pominelam) podgrzac i posmarowac nia ciasto przed podaniem. Mozna zamiast tego posypac cukrem pudrem.
To ciasto pachnie i smakuje poczatkiem jesieni. Zwarte i ciezkie, nie za slodkie, idealne do kawy albo kubka zimnego mleka. Wiedzialam, ze sliwki i czekolada bardzo sie lubia, ale nie podejrzewalam, ze orzechy laskowe tak wspaniale do nich pasuja. Okazuje sie, ze te trzy elementy tworza bardzo udana calosc. Przed nami dluga jesien, wiec bedzie jeszcze sporo okazji, by wrocic do tego przepisu. Kto wie, moze nastepnym razem zastapie sliwki innymi sezonowymi owocami? Podejrzewam, ze z jablkami czy gruszkami ciasto bedzie rownie pyszne..
Wraz ze mna piekly Malwinna, Dobromila i Gin.
Czekoladowo-orzechowe ciasto ze sliwkami
Skladniki:
- 175 g masla + odrobina do natluszczenia formy
- 500 g sliwek
- 175 g jasnego cukru muscovado
- 175 g maki samorosnacej (albo zwyklej + 1/4 lyzeczki sody oczyszczonej)
- 175 g zmielonych orzechow laskowych
- 3 jajka
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 50 g ciemnej czekolady (70% kakao), posiekanej
- 2 lyzki orzechow laskowych
- 2 lyzki konfitury porzeczkowej albo sliwkowej (opcjonalnie)
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni (160 z termoobiegiem), natluscic i wylozyc papierem dno okraglej blachy o srednicy 20 cm (moja miala 23 cm, ale ciasto i tak wyroslo dosc wysokie). 4 sliwki przekroic na pol i wyjac pestki, odlozyc, pozostale sliwki posiekac. Cukier, make, maslo, zmielone orzechy, jajka, sode i proszek do pieczenia wlozyc do miski i ubijac drewniana lyzka albo mikserem przez 1-2 minuty, az masa bedzie gladka i puszysta. Wmieszac posiekane sliwki i czekolade, przelozyc do blachy i wyrownac wierzch. Ulozyc na ciescie przepolowione sliwki, dociskajac lekko, a nastepnie posypac orzechami. Piec przez 40-50 minut (u mnie okolo godziny), az wierzch bedzie zlocisty, a ciasto twarde. Ostudzic w blasze przez 10 minut, przelozyc na kratke. Konfiture (jesli uzywamy; ja ten etap pominelam) podgrzac i posmarowac nia ciasto przed podaniem. Mozna zamiast tego posypac cukrem pudrem.
Saturday, 4 August 2012
Sama slodycz. Czekoladowo-pomaranczowe cupcakes.
Festiwal Cupcakes trwa w najlepsze. I choc nie jestem wielka fanka tych babeczek, postanowilam, ze zmierze sie z jeszcze jednym wariantem. Tym razem na warsztat poszlo klasyczne (i, moim skromnym zdaniem, przepyszne) polaczenie czekolady i pomaranczy.
Przepis znalazlam tutaj. Jako ze nigdy jeszcze nie robilam tradycyjnego maslanego kremu, postanowilam trzymac sie scisle proporcji w nim podanych. Jak mozna bylo sie spodziewac, krem wyszedl oblednie slodki. Sam w sobie bylby dla mnie nie do przelkniecia, ale - ku mojemu zaskoczeniu - calkiem dobrze komponuje sie z niezbyt slodkim, puszystym, wilgotnym od pomaranczowego soku ciastem. To chyba najladniejsze cupcakes, jakie kiedykolwiek robilam. Czy najsmaczniejsze? Coz, kwestia gustu. Ja zdecydowanie wole te limonkowo-kokosowe. Albo marchewkowe. Ale milosnikom bardzo slodkich slodkosci z pewnoscia przypadna do gustu!
Czekoladowo-pomaranczowe cupcakes
Skladniki:
(na 12 babeczek)
Ciasto:
- 120 g maki
- 140 g drobnego cukru do wypiekow
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 40 g niesolonego masla, w temperaturze pokojowej
- 50 g ciemnej czekolady, rozpuszczonej
- 1 jajko
- 125 ml mleka
- sok z 1 pomaranczy
- 3 lyzki cukru
Krem:
- 125 g miekkiego niesolonego masla
- 250 g cukru pudru
- 2-3 lyzki mleka
- 50 g bialej czekolady, rozpuszczonej
- skorka z 1 pomaranczy + troche wiecej do dekoracji
- ciemna pomaranczowa czekolada, do dekoracji
Rozgrzac piekarnik do 170 stopni, wylozyc papilotkami foremke do muffinow. Make, cukier i proszek do pieczenia zmiksowac krotko w malakserze, dodac maslo i zmiksowac, az skladniki sie polacza. Rozpuszczona ciemna czekolade, jajko i mleko wymieszac razem, dodac maczno-maslana miksture, wymieszac krotko. Przelozyc do papilotek i piec przez 15-20 minut, do suchego patyczka. Wyjac z piekarnika i odstawic na 10 minut. W miedzyczasie wymieszac sok z pomaranczy z cukrem i polac nim jeszcze cieple babeczki. Zostawic do calkowitego ostygniecia.
Przygotowac krem: maslo ubic mikserem na lekka, puszysta mase, dodac cukier puder i ostroznie wymieszac, a nastepnie ubijac przez okolo 5 minut. Dodac mleko, biala czekolade i skorke z pomaranczy, ubijac jeszcze przez chwile. Udekorowac kremem babeczki, a nastepnie przystroic wiorkami pomaranczowej czekolady i dodatkowa skorka z pomaranczy.
Przepis dodaje do Festiwalu Cupcakes 2012.
Przepis znalazlam tutaj. Jako ze nigdy jeszcze nie robilam tradycyjnego maslanego kremu, postanowilam trzymac sie scisle proporcji w nim podanych. Jak mozna bylo sie spodziewac, krem wyszedl oblednie slodki. Sam w sobie bylby dla mnie nie do przelkniecia, ale - ku mojemu zaskoczeniu - calkiem dobrze komponuje sie z niezbyt slodkim, puszystym, wilgotnym od pomaranczowego soku ciastem. To chyba najladniejsze cupcakes, jakie kiedykolwiek robilam. Czy najsmaczniejsze? Coz, kwestia gustu. Ja zdecydowanie wole te limonkowo-kokosowe. Albo marchewkowe. Ale milosnikom bardzo slodkich slodkosci z pewnoscia przypadna do gustu!
Czekoladowo-pomaranczowe cupcakes
Skladniki:
(na 12 babeczek)
Ciasto:
- 120 g maki
- 140 g drobnego cukru do wypiekow
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 40 g niesolonego masla, w temperaturze pokojowej
- 50 g ciemnej czekolady, rozpuszczonej
- 1 jajko
- 125 ml mleka
- sok z 1 pomaranczy
- 3 lyzki cukru
Krem:
- 125 g miekkiego niesolonego masla
- 250 g cukru pudru
- 2-3 lyzki mleka
- 50 g bialej czekolady, rozpuszczonej
- skorka z 1 pomaranczy + troche wiecej do dekoracji
- ciemna pomaranczowa czekolada, do dekoracji
Rozgrzac piekarnik do 170 stopni, wylozyc papilotkami foremke do muffinow. Make, cukier i proszek do pieczenia zmiksowac krotko w malakserze, dodac maslo i zmiksowac, az skladniki sie polacza. Rozpuszczona ciemna czekolade, jajko i mleko wymieszac razem, dodac maczno-maslana miksture, wymieszac krotko. Przelozyc do papilotek i piec przez 15-20 minut, do suchego patyczka. Wyjac z piekarnika i odstawic na 10 minut. W miedzyczasie wymieszac sok z pomaranczy z cukrem i polac nim jeszcze cieple babeczki. Zostawic do calkowitego ostygniecia.
Przygotowac krem: maslo ubic mikserem na lekka, puszysta mase, dodac cukier puder i ostroznie wymieszac, a nastepnie ubijac przez okolo 5 minut. Dodac mleko, biala czekolade i skorke z pomaranczy, ubijac jeszcze przez chwile. Udekorowac kremem babeczki, a nastepnie przystroic wiorkami pomaranczowej czekolady i dodatkowa skorka z pomaranczy.
Przepis dodaje do Festiwalu Cupcakes 2012.
Thursday, 26 July 2012
Diabelnie pyszne. Brownies z wisniami.
Jak juz pewnie wspominalam, jestem niepoprawna czekoholiczka. Owszem, lubie desery z owocami, lekkie musy, serniki i lody, ale od czasu do czasu po prostu musze zjesc porzadny kawalek pysznego czekoladowego brownie. Nie zadnej tam "lajtowej" wersji, bo to przeciez czysta profanacja. Zgadzam sie z Karolina: brownie to uczta dla zmyslow i jesli mialabym piec i jesc je w odchudzonej wersji, to wolalabym wcale nie jesc.
Te brownies odchudzone nie sa. Ba, sa tak czekoladowe, jak to tylko mozliwe. Dekadenckie, lekko klejace w srodku, z cienka, chrupiaca skorupka. Slodycz czekolady przelamuja kwasne suszone wisnie. To klasyczne polaczenie zawsze sie sprawdza. Brownies sa tak pyszne, ze musialam zabrac je do pracy i rozdac, bo w innym wypadku pozarlabym wszystkie, nie baczac na konsekwencje. Najlepiej smakuja jeszcze cieple, z kulka waniliowych lodow i kwasnym, owocowym sosem. Nie udalo mi sie uwiecznic ich na zdjeciu w takiej wersji, zbyt bylam zajeta delektowaniem sie ich smakiem...
Przepis wyszperalam w ksiazce "Unwrapped: Green & Black's Chocolate Recipes". Zmienilam tylko jedna rzecz: zmniejszylam ilosc cukru o polowe. Az boje sie pomyslec, jak przerazliwie slodkie bylyby te brownies, gdybym uzyla zalecanych w przepisie 450 g cukru. Musialam tez piec je troche dluzej. Kazdy piekarnik jest inny, ale latwo rozpoznac, kiedy ciasto jest gotowe: wierzch nie trzesie sie, kiedy poruszamy blacha.
Wraz ze mna w wisniowym pieczeniu udzial wziely Malwinna, Mirabelka i Agata.
Brownies z wisniami
Skladniki:
- 300 g niesolonego masla, pokrojonego w kostke
- 300 g ciemnej czekolady (minimum 60% kakao), polamanej na kawalki
- 5 duzych jajek
- 225 g granulowanego cukru
- 1 lyzka ekstraktu z wanilii
- 200 g maki
- 1 lyzeczka soli
- 250 g suszonych wisni
Piekarnik rozgrzac do 180 stopni. Wylozyc forme o wymiarach 34 x 25cm papierem do pieczenia.
Maslo i czekolade rozpuscic razem w kapieli wodnej. Jajka, cukier i ekstrakt waniliowy ubic razem na gladka, puszysta, jasna mase, dodac do niej rozpuszczone maslo i czekolade, wymieszac. Make i sol przesiac razem i dodac do mikstury, wymieszac na gladka konsystencje. Dodac wisnie, wymieszac. Wlac do przygotowanej formy i piec przez 20-25 minut, albo do momentu, w ktorym na wierzchu uformuje sie cienka, blyszczaca skorupka, a ciasto przestanie sie trzasc (u mnie bylo to okolo 40 minut). Ostudzic w blasze, a nastepnie pokroic na kwadraty.
Przepis jest moja propozycja na zakonczenie akcji W wisniowym sadzie.
Te brownies odchudzone nie sa. Ba, sa tak czekoladowe, jak to tylko mozliwe. Dekadenckie, lekko klejace w srodku, z cienka, chrupiaca skorupka. Slodycz czekolady przelamuja kwasne suszone wisnie. To klasyczne polaczenie zawsze sie sprawdza. Brownies sa tak pyszne, ze musialam zabrac je do pracy i rozdac, bo w innym wypadku pozarlabym wszystkie, nie baczac na konsekwencje. Najlepiej smakuja jeszcze cieple, z kulka waniliowych lodow i kwasnym, owocowym sosem. Nie udalo mi sie uwiecznic ich na zdjeciu w takiej wersji, zbyt bylam zajeta delektowaniem sie ich smakiem...
Przepis wyszperalam w ksiazce "Unwrapped: Green & Black's Chocolate Recipes". Zmienilam tylko jedna rzecz: zmniejszylam ilosc cukru o polowe. Az boje sie pomyslec, jak przerazliwie slodkie bylyby te brownies, gdybym uzyla zalecanych w przepisie 450 g cukru. Musialam tez piec je troche dluzej. Kazdy piekarnik jest inny, ale latwo rozpoznac, kiedy ciasto jest gotowe: wierzch nie trzesie sie, kiedy poruszamy blacha.
Wraz ze mna w wisniowym pieczeniu udzial wziely Malwinna, Mirabelka i Agata.
Brownies z wisniami
Skladniki:
- 300 g niesolonego masla, pokrojonego w kostke
- 300 g ciemnej czekolady (minimum 60% kakao), polamanej na kawalki
- 5 duzych jajek
- 225 g granulowanego cukru
- 1 lyzka ekstraktu z wanilii
- 200 g maki
- 1 lyzeczka soli
- 250 g suszonych wisni
Piekarnik rozgrzac do 180 stopni. Wylozyc forme o wymiarach 34 x 25cm papierem do pieczenia.
Maslo i czekolade rozpuscic razem w kapieli wodnej. Jajka, cukier i ekstrakt waniliowy ubic razem na gladka, puszysta, jasna mase, dodac do niej rozpuszczone maslo i czekolade, wymieszac. Make i sol przesiac razem i dodac do mikstury, wymieszac na gladka konsystencje. Dodac wisnie, wymieszac. Wlac do przygotowanej formy i piec przez 20-25 minut, albo do momentu, w ktorym na wierzchu uformuje sie cienka, blyszczaca skorupka, a ciasto przestanie sie trzasc (u mnie bylo to okolo 40 minut). Ostudzic w blasze, a nastepnie pokroic na kwadraty.
Przepis jest moja propozycja na zakonczenie akcji W wisniowym sadzie.
Friday, 29 June 2012
Slodkie i proste. Czekoladowe muffinki z piankami marshmallows.
Pianki marshmallows nie sa w Polsce specjalnie popularne, ale jestem niemal pewna, ze kazde amerykanskie dziecko choc raz w zyciu pieklo je w ognisku. Do niedawna nie bardzo rozumialam, po co. Potem sprobowalam i wszystko stalo sie jasne: chrupiaca, skarmelizowana skorupka i miekkie, ciagnace wnetrze smakuja naprawde pysznie!
Te muffinki tez sa pyszne i, jak to muffinki, niezwykle proste do zrobienia. Na stronie BBC Good Food figuruja jako cupcakes, nie bardzo wiem, czemu, bo sposob ich przygotowania jest ewidentnie muffinkowy: wymieszac mokre skladniki w jednej misce, suche w drugiej, a nastepnie polaczyc zawartosc obu misek. I juz. Prawie, bo dochodzi jeszcze dekoracja, rownie bezproblemowa i ekspresowa. Muffinki te z pewnoscia zasmakuja malym i duzym czekoholikom!
Czekoladowe muffinki z piankami marshmallows
Skladniki:
(na 12 sztuk)
- 140 g jasnego cukru muscovado
- 100 g maki samorosnacej
- 50 g kakao
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 3 jajka
- 125 ml oleju roslinnego
- 3 lyzki mleka
- 50 g mlecznych czekoladowych groszkow albo posiekanej mlecznej czekolady
- 30 g mini pianek marshmallows
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni (160 z termoobiegiem). Cukier, make, kakao i proszek do pieczenia wymieszac w duzej misce. W drugiej misce wymieszac jajka, olej i mleko, a nastepnie dodac do suchych skladnikow i mieszac do ich polaczenia. Dodac czekoladowe groszki, wymieszac. Wylozyc forme do muffinow papilotkami i wypelnic je masa, piec przez 20 minut, az wyrosna i beda upieczone w srodku. Ostudzic. Muffinki mozna trzymac przez 2 dni w szczelnym pudelku.
Przed podaniem na wierzchu kazdej muffinki ulozyc pianki marshmallows. Rozgrzac grill w piekarniku do sredniej temperatury i wlozyc pod niego muffinki na 30 sekund, az pianki lekko sie zrumienia. Podawac od razu.
Te muffinki tez sa pyszne i, jak to muffinki, niezwykle proste do zrobienia. Na stronie BBC Good Food figuruja jako cupcakes, nie bardzo wiem, czemu, bo sposob ich przygotowania jest ewidentnie muffinkowy: wymieszac mokre skladniki w jednej misce, suche w drugiej, a nastepnie polaczyc zawartosc obu misek. I juz. Prawie, bo dochodzi jeszcze dekoracja, rownie bezproblemowa i ekspresowa. Muffinki te z pewnoscia zasmakuja malym i duzym czekoholikom!
Czekoladowe muffinki z piankami marshmallows
Skladniki:
(na 12 sztuk)
- 140 g jasnego cukru muscovado
- 100 g maki samorosnacej
- 50 g kakao
- 1 lyzeczka proszku do pieczenia
- 3 jajka
- 125 ml oleju roslinnego
- 3 lyzki mleka
- 50 g mlecznych czekoladowych groszkow albo posiekanej mlecznej czekolady
- 30 g mini pianek marshmallows
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni (160 z termoobiegiem). Cukier, make, kakao i proszek do pieczenia wymieszac w duzej misce. W drugiej misce wymieszac jajka, olej i mleko, a nastepnie dodac do suchych skladnikow i mieszac do ich polaczenia. Dodac czekoladowe groszki, wymieszac. Wylozyc forme do muffinow papilotkami i wypelnic je masa, piec przez 20 minut, az wyrosna i beda upieczone w srodku. Ostudzic. Muffinki mozna trzymac przez 2 dni w szczelnym pudelku.
Przed podaniem na wierzchu kazdej muffinki ulozyc pianki marshmallows. Rozgrzac grill w piekarniku do sredniej temperatury i wlozyc pod niego muffinki na 30 sekund, az pianki lekko sie zrumienia. Podawac od razu.
Wednesday, 30 May 2012
Smak marzen. Czekoladowo-kokosowe sernikowe batoniki.
Odkad zobaczylam tutaj te kokosowe cuda z przepisu Marthy Stewart, nie moglam przestac o nich myslec. Fantazjowalam na temat ich smaku, w myslach laczylam ze soba skladniki, czulam unoszacy sie w powietrzu aromat kokosowych wiorkow i czekolady. Niewiele brakowalo, a zaczelyby snic mi sie po nocach. Nie bylo rady, musialam je zrobic.
Wiec zrobilam. I powiem jedno: bylo warto! Dla amatorow kokosu to prawdziwa gratka: wiorki kokosowe sa i w grubym, kruchym spodzie, w towarzystwie czekolady i pokruszonych ciasteczek, i na wierzchu, przykrywajac sernikowa warstwe delikatna, zlocista pierzynka. Sama warstwa sernikowa jest lekka i kremowa, a jej miekkosc fantastycznie kontrastuje z chrupiacym, dosc twardym spodem. Batoniki sa dosc latwe w przygotowaniu, choc wymagaja troche czasu - musza spedzic noc w lodowce, zanim bedzie mozna je palaszowac. Ale zdecydowanie warto poczekac, bo efekt koncowy jest wart zachodu!
Idac za rada autorki bloga, na ktorym znalazlam przepis, pominelam podpiekanie spodu. Jest wystarczajaco twardy i bez tego, a podejrzewam, ze gdybym go podpiekla, mogby byc nieco zbyt twardy. Nie przesiewalam tez sernikowej masy przez sitko, bo wydalo mi sie to zupelnie zbedne. Podaje przepis z tymi drobnymi zmianami.
Czekoladowo-kokosowe sernikowe batoniki
Skladniki:
- 200 g ciasteczek digestive, zmielonych w malakserze na proszek
- 410 g wiorkow kokosowych
- 140 g czekolady deserowej, pokrojonej w kawalki
- 60 g mlecznej czekolady, pokrojonej w kawalki
- 260 g cukru
- 115 g masla, plus odrobina do wysmarowania blachy
- 3 jajka
- 5 zoltek
- 340 g kremowego serka smietankowego w temperaturze pokojowej
Rozgrzac piekarnik do 190 stopni. Kwadratowa blache o boku okolo 23 cm wysmarowac maslem i wylozyc papierem do pieczenia. Papier rowniez delikatnie natluscic. (Ja robilam w silikonowej foremce, ktora nie wymagala przygotowan.)
W misce wymieszac pokruszone ciasteczka i 2/3 wiorkow kokosowych. Oba rodzaje czekolady rozpuscic w kapieli wodnej wraz z 3 lyzkami cukru. Dodac maslo, mieszac, az sie rozpusci, a masa stanie sie gladka. Zdjac z ognia i odstawic na chwile do przestygniecia, a nastepnie za pomoca trzepaczki wmieszac 1 jajko.
Dodac czekoladowa miksture do wiorkow i ciasteczek, dobrze wymieszac. Tak przygotowana masa wylozyc rownomiernie spod formy, dociskajac mase do dna.
Za pomoca miksera z trzepaczka ubic na wysokich obrotach serek i pozostaly cukier na lekka, puszysta mase. Zmniejszyc obroty, dodac zoltka i pozostale 2 jajka i ubijac jeszcze przez chwile, az masa bedzie gladka. Wylac na kokosowo-czekoladowy spod. Wierzch posypac rownomiernie pozostalymi wiorkami kokosowymi. Piec przez 40-45 minut, az sernikowa masa sie zetnie, a wiorki zrobia sie zlotobrazowe. Ostudzic na kratce, a nastepnie wlozyc do lodowki na noc.
Po wyjeciu z lodowki pokroic na kwadraty lub prostokaty. Przechowywac w lodowce.
Przepis dodaje do akcji Kokosowe szalenstwo!
Wiec zrobilam. I powiem jedno: bylo warto! Dla amatorow kokosu to prawdziwa gratka: wiorki kokosowe sa i w grubym, kruchym spodzie, w towarzystwie czekolady i pokruszonych ciasteczek, i na wierzchu, przykrywajac sernikowa warstwe delikatna, zlocista pierzynka. Sama warstwa sernikowa jest lekka i kremowa, a jej miekkosc fantastycznie kontrastuje z chrupiacym, dosc twardym spodem. Batoniki sa dosc latwe w przygotowaniu, choc wymagaja troche czasu - musza spedzic noc w lodowce, zanim bedzie mozna je palaszowac. Ale zdecydowanie warto poczekac, bo efekt koncowy jest wart zachodu!
Idac za rada autorki bloga, na ktorym znalazlam przepis, pominelam podpiekanie spodu. Jest wystarczajaco twardy i bez tego, a podejrzewam, ze gdybym go podpiekla, mogby byc nieco zbyt twardy. Nie przesiewalam tez sernikowej masy przez sitko, bo wydalo mi sie to zupelnie zbedne. Podaje przepis z tymi drobnymi zmianami.
Czekoladowo-kokosowe sernikowe batoniki
Skladniki:
- 200 g ciasteczek digestive, zmielonych w malakserze na proszek
- 410 g wiorkow kokosowych
- 140 g czekolady deserowej, pokrojonej w kawalki
- 60 g mlecznej czekolady, pokrojonej w kawalki
- 260 g cukru
- 115 g masla, plus odrobina do wysmarowania blachy
- 3 jajka
- 5 zoltek
- 340 g kremowego serka smietankowego w temperaturze pokojowej
Rozgrzac piekarnik do 190 stopni. Kwadratowa blache o boku okolo 23 cm wysmarowac maslem i wylozyc papierem do pieczenia. Papier rowniez delikatnie natluscic. (Ja robilam w silikonowej foremce, ktora nie wymagala przygotowan.)
W misce wymieszac pokruszone ciasteczka i 2/3 wiorkow kokosowych. Oba rodzaje czekolady rozpuscic w kapieli wodnej wraz z 3 lyzkami cukru. Dodac maslo, mieszac, az sie rozpusci, a masa stanie sie gladka. Zdjac z ognia i odstawic na chwile do przestygniecia, a nastepnie za pomoca trzepaczki wmieszac 1 jajko.
Dodac czekoladowa miksture do wiorkow i ciasteczek, dobrze wymieszac. Tak przygotowana masa wylozyc rownomiernie spod formy, dociskajac mase do dna.
Za pomoca miksera z trzepaczka ubic na wysokich obrotach serek i pozostaly cukier na lekka, puszysta mase. Zmniejszyc obroty, dodac zoltka i pozostale 2 jajka i ubijac jeszcze przez chwile, az masa bedzie gladka. Wylac na kokosowo-czekoladowy spod. Wierzch posypac rownomiernie pozostalymi wiorkami kokosowymi. Piec przez 40-45 minut, az sernikowa masa sie zetnie, a wiorki zrobia sie zlotobrazowe. Ostudzic na kratce, a nastepnie wlozyc do lodowki na noc.
Po wyjeciu z lodowki pokroic na kwadraty lub prostokaty. Przechowywac w lodowce.
Przepis dodaje do akcji Kokosowe szalenstwo!
Friday, 25 May 2012
Bogactwo smaku. Kurczak w sosie mole poblano.
Pierwszy raz zetknelam sie z mole poblano w pewnej meksykanskiej restauracji na Covent Garden. Jako ze na kuchni meksykanskiej (i kuchni w ogole) nie znalam sie wowczas ani troche, zamowilam cos, co mialo ladna, chwytliwa nazwe - i zakochalam sie od pierwszego kesa.
Nigdy dotad nie probowalam odtworzyc ten smak w domu, ale doszlam do wniosku, ze raz kozie smierc i postanowilam sie z nim zmierzyc w ramach akcji Hola Mexico 2. Przepis (zarowno na sos, jak i na danie z jego udzialem, w ktorym podmienilam indyka na kurczaka) znalazlam w ksiazeczce "Everyday Mexican". Juz sama lista skladnikow stanowi wyzwanie: dluga chyba na kilometr, pelna dosc egzotycznych elementow, ktore pozornie zupelnie do siebie nie pasuja. No bo kto to slyszal: czekolada w jednym garze z pomidorami, migdalami, cebula i rodzynkami? To sie nie moze udac.
A jednak.
Samo przygotowanie sosu nie jest tak skomplikowane, jak przypuszczalam, choc zajmuje troche czasu (glownie przez koniecznosc namoczenia kilku rodzajow suszonej papryki). Mole poblano ma tez sklonnosc do chlapania, wiec jesli bedziecie sie za niego brac, przygotujcie sie na to, ze sciana za kuchenka bedzie upstrzona brazowo-czerwonymi plamkami. A kiedy zabierzecie sie do jedzenia, upewnijcie sie, ze macie na podoredziu szklanke wody. Moze sie przydac :) I jeszcze jedno: z podanych proporcji wychodzi calkiem sluszna ilosc mole poblano, ale to nic zlego, bo mozna go zamrozic.
Mole poblano
Skladniki:
- 3 suszone papryczki mulato
- 3 lagodne suszone papryczki ancho
- 5-6 suszonych kalifornijskich chilli
- 1 cebula, posiekana
- 5 zabkow czosnku, posiekanych
- 450 g dojrzalych pomidorow
- 2 tortille, najlepiej lekko podeschniete, pokrojone na kawalki
- szczypta gozdzikow
- szczypta nasion kopru wloskiego
- po 1/8 lyzeczki mielonego cynamonu, kolendry i kuminu
- 3 lyzki lekko podprazonych nasion sezamu albo tahini
- 3 lyzki migdalow w platkach
- 2 lyzki rodzynek
- 1 lyzka masla orzechowego (opcjonalnie)
- 500 ml bulionu drobiowego
- 3-4 lyzki startej ciemnej czekolady (u mnie Lindt Excellence 85%)
- 2 lyzki lagodnej sproszkowanej przyprawy chilli
- 3 lyzki oleju roslinnego
- sol, pieprz i sok z limonki, do smaku
Papryki opalic nad ogniem, trzymajac je w metalowych szczypcach, az lekko pociemnieja; mozna tez podpiec je na suchej patelni przez okolo 30 sekund, ciagle przewracajac. Tak przygotowane papryki umiescic w misce, zalac wrzaca woda i przykryc. Odstawic na minimum godzine (choc mozna na cala noc). Przewrocic raz na druga strone, by rowno sie namoczyly.
Wymoczone papryki oczyscic z nasion i pokroic na kawalki. Wlozyc do malaksera, dodac cebule, czosnek, pomidory, kawalki tortilli, gozdziki, koper wloski, cynamon, kumin, kolendre, sezam lub tahini, migdaly, rodzynki i ewentualnie maslo orzechowe, a nastepnie zmiksowac. Nie przerywajac pracy malaksera, dodac odrobine bulionu i nadal miksowac na gladka paste. Dodac reszte bulionu, czekolade i chilli, wymieszac.
W garnku porzadnie rozgrzac olej, wlac sos (ostroznie, bedzie chlapac) i gotowac, mieszajac od czasu do czasu, przez okolo 10 minut. Doprawic do smaku sola, pieprzem i sokiem z limonki.
Kurczak z mole poblano
Skladniki:
(dla 4 osob, robilam z polowy)
- 4 piersi z kurczaka, kazda pokrojona na 4 czesci
- ok. 500 ml bulionu, plus odrobina do rozcienczenia sosu
- 1 cebula, posiekana
- 1 glowka czosnku, podzielona na zabki, obrana
- 1 lodyga selera naciowego, posiekana
- 1 lisc laurowy
- peczek swiezej kolendry, posiekanej
- 575 ml sosu mole poblano
- 4-5 lyzek nasion sezamu, do dekoracji
Mieso ulozyc w duzym garnku, ktory mozna wlozyc do piekarnika. Zalac bulionem i woda, dodac cebule, czosnek, seler, lisc laurowy i polowe kolendry. Przykryc i wstawic do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni na okolo 45 minut. (Mozna tez po prostu gotowac mieso przez okolo 40 minut na nieduzym ogniu, az bedzie miekkie.)
Podgrzac mole poblano w garnku, rozrzedzajac sos bulionem do konsystencji rzadkiej smietany. Ziarna sezamu podprazyc na suchej patelni.
Ugotowane mieso wylowic z wywaru i ulozyc na talerzach, zalac sosem i udekorowac pozostala kolendra i sezamem. Podawac z ryzem.
Przepis dodaje do akcji Hola Mexico 2.
Nigdy dotad nie probowalam odtworzyc ten smak w domu, ale doszlam do wniosku, ze raz kozie smierc i postanowilam sie z nim zmierzyc w ramach akcji Hola Mexico 2. Przepis (zarowno na sos, jak i na danie z jego udzialem, w ktorym podmienilam indyka na kurczaka) znalazlam w ksiazeczce "Everyday Mexican". Juz sama lista skladnikow stanowi wyzwanie: dluga chyba na kilometr, pelna dosc egzotycznych elementow, ktore pozornie zupelnie do siebie nie pasuja. No bo kto to slyszal: czekolada w jednym garze z pomidorami, migdalami, cebula i rodzynkami? To sie nie moze udac.
A jednak.
Samo przygotowanie sosu nie jest tak skomplikowane, jak przypuszczalam, choc zajmuje troche czasu (glownie przez koniecznosc namoczenia kilku rodzajow suszonej papryki). Mole poblano ma tez sklonnosc do chlapania, wiec jesli bedziecie sie za niego brac, przygotujcie sie na to, ze sciana za kuchenka bedzie upstrzona brazowo-czerwonymi plamkami. A kiedy zabierzecie sie do jedzenia, upewnijcie sie, ze macie na podoredziu szklanke wody. Moze sie przydac :) I jeszcze jedno: z podanych proporcji wychodzi calkiem sluszna ilosc mole poblano, ale to nic zlego, bo mozna go zamrozic.
Mole poblano
Skladniki:
- 3 suszone papryczki mulato
- 3 lagodne suszone papryczki ancho
- 5-6 suszonych kalifornijskich chilli
- 1 cebula, posiekana
- 5 zabkow czosnku, posiekanych
- 450 g dojrzalych pomidorow
- 2 tortille, najlepiej lekko podeschniete, pokrojone na kawalki
- szczypta gozdzikow
- szczypta nasion kopru wloskiego
- po 1/8 lyzeczki mielonego cynamonu, kolendry i kuminu
- 3 lyzki lekko podprazonych nasion sezamu albo tahini
- 3 lyzki migdalow w platkach
- 2 lyzki rodzynek
- 1 lyzka masla orzechowego (opcjonalnie)
- 500 ml bulionu drobiowego
- 3-4 lyzki startej ciemnej czekolady (u mnie Lindt Excellence 85%)
- 2 lyzki lagodnej sproszkowanej przyprawy chilli
- 3 lyzki oleju roslinnego
- sol, pieprz i sok z limonki, do smaku
Papryki opalic nad ogniem, trzymajac je w metalowych szczypcach, az lekko pociemnieja; mozna tez podpiec je na suchej patelni przez okolo 30 sekund, ciagle przewracajac. Tak przygotowane papryki umiescic w misce, zalac wrzaca woda i przykryc. Odstawic na minimum godzine (choc mozna na cala noc). Przewrocic raz na druga strone, by rowno sie namoczyly.
Wymoczone papryki oczyscic z nasion i pokroic na kawalki. Wlozyc do malaksera, dodac cebule, czosnek, pomidory, kawalki tortilli, gozdziki, koper wloski, cynamon, kumin, kolendre, sezam lub tahini, migdaly, rodzynki i ewentualnie maslo orzechowe, a nastepnie zmiksowac. Nie przerywajac pracy malaksera, dodac odrobine bulionu i nadal miksowac na gladka paste. Dodac reszte bulionu, czekolade i chilli, wymieszac.
W garnku porzadnie rozgrzac olej, wlac sos (ostroznie, bedzie chlapac) i gotowac, mieszajac od czasu do czasu, przez okolo 10 minut. Doprawic do smaku sola, pieprzem i sokiem z limonki.
Kurczak z mole poblano
Skladniki:
(dla 4 osob, robilam z polowy)
- 4 piersi z kurczaka, kazda pokrojona na 4 czesci
- ok. 500 ml bulionu, plus odrobina do rozcienczenia sosu
- 1 cebula, posiekana
- 1 glowka czosnku, podzielona na zabki, obrana
- 1 lodyga selera naciowego, posiekana
- 1 lisc laurowy
- peczek swiezej kolendry, posiekanej
- 575 ml sosu mole poblano
- 4-5 lyzek nasion sezamu, do dekoracji
Mieso ulozyc w duzym garnku, ktory mozna wlozyc do piekarnika. Zalac bulionem i woda, dodac cebule, czosnek, seler, lisc laurowy i polowe kolendry. Przykryc i wstawic do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni na okolo 45 minut. (Mozna tez po prostu gotowac mieso przez okolo 40 minut na nieduzym ogniu, az bedzie miekkie.)
Podgrzac mole poblano w garnku, rozrzedzajac sos bulionem do konsystencji rzadkiej smietany. Ziarna sezamu podprazyc na suchej patelni.
Ugotowane mieso wylowic z wywaru i ulozyc na talerzach, zalac sosem i udekorowac pozostala kolendra i sezamem. Podawac z ryzem.
Przepis dodaje do akcji Hola Mexico 2.
Sunday, 13 May 2012
Sama slodycz. Blondies z karmelem i bananami.
Na ten przepis trafilam przypadkiem, szukajac sposobu na wykorzystanie gotowej masy kajmakowej, ktora dziwnym trafem wyladowala w moim koszyku.Spodobal mi sie od pierwszego wejrzenia: banalnie prosty, nie wymagajacy nawet wlaczania miksera, a przy tym laczacy w sobie trzy bardzo pasujace do siebie smaki: karmel, banany i biala czekolade.
Nie przypuszczalam, ze okaze sie takim hitem. Za pierwszym razem blondies znikly tak szybko, ze nawet nie zdazylam ich sfotografowac. Prawde mowiac, zupelnie sie nie dziwie, bo to jeden z najlepszych wariantow tego ciasta, z jakim sie spotkalam. Tak, sa piekielnie slodkie (nawet po zmniejszeniu ilosci cukru), ale jest w nich cos szczegolnego, cos, co sprawia, ze ma sie ochote zjesc jeszcze kawalek, i moze jeszcze jeden, taki malutki. Mniej klejace i zakalcowate niz brownies, ale wciaz zwarte i wilgotne, swietnie smakuja z kawa albo szklanka zimnego mleka.
Na blondies zapraszam wraz z Malwinna.
Blondies z karmelem i bananami
Skladniki:
- 250 g drobnego cukru do wypiekow (dalam 170 g)
- 100 g masla
- 100 g masy kajmakowej z puszki, plus 2 lyzki na wierzch ciasta
- 100 g bialej czekolady
- 2 jajka
- 200 g maki samorosnacej
- 2 dojrzale banany, pokrojone w plasterki
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni (170 z termoobiegiem). Cukier, maslo, karmel i biala czekolade rozpuscic w garnku i lekko przestudzic. Dodac jajka, wymieszac, nastepnie dodac make i banany, ponownie wymieszac na gladka, gesta mase. Przelozyc do kwadratowej formy o boku 20 cm, na wierzchu ciasta zrobic kilka kleksow z masy kajmakowej i wstawic do piekarnika na 45-50 minut, az lekko wyrosnie i sie zetnie. Ostudzic przed krojeniem.
Blondies dodaje do akcji Czas na piknik 2012.
Nie przypuszczalam, ze okaze sie takim hitem. Za pierwszym razem blondies znikly tak szybko, ze nawet nie zdazylam ich sfotografowac. Prawde mowiac, zupelnie sie nie dziwie, bo to jeden z najlepszych wariantow tego ciasta, z jakim sie spotkalam. Tak, sa piekielnie slodkie (nawet po zmniejszeniu ilosci cukru), ale jest w nich cos szczegolnego, cos, co sprawia, ze ma sie ochote zjesc jeszcze kawalek, i moze jeszcze jeden, taki malutki. Mniej klejace i zakalcowate niz brownies, ale wciaz zwarte i wilgotne, swietnie smakuja z kawa albo szklanka zimnego mleka.
Na blondies zapraszam wraz z Malwinna.
Blondies z karmelem i bananami
Skladniki:
- 250 g drobnego cukru do wypiekow (dalam 170 g)
- 100 g masla
- 100 g masy kajmakowej z puszki, plus 2 lyzki na wierzch ciasta
- 100 g bialej czekolady
- 2 jajka
- 200 g maki samorosnacej
- 2 dojrzale banany, pokrojone w plasterki
Rozgrzac piekarnik do 180 stopni (170 z termoobiegiem). Cukier, maslo, karmel i biala czekolade rozpuscic w garnku i lekko przestudzic. Dodac jajka, wymieszac, nastepnie dodac make i banany, ponownie wymieszac na gladka, gesta mase. Przelozyc do kwadratowej formy o boku 20 cm, na wierzchu ciasta zrobic kilka kleksow z masy kajmakowej i wstawic do piekarnika na 45-50 minut, az lekko wyrosnie i sie zetnie. Ostudzic przed krojeniem.
Blondies dodaje do akcji Czas na piknik 2012.
Subscribe to:
Comments (Atom)

