Londyn to fantastyczne miejsce dla milosnikow kulinarnych eksperymentow. Powszechna dostepnosc produktow, ich roznorodnosc i ceny, ktore nie przyprawiaja o zawal serca to tylko niektore z czynnikow, ktore sprawiaja, ze gotowanie jest, przynajmniej dla mnie, czysta przyjemnoscia. Do tego zas dochodza wszelkie jarmarki i imprezy zwiazane z kuchnia, ktore sa niewyczerpanym zrodlem pomyslow.
W ramach poszukiwania inspiracji, a takze (czy moze przede wszystkim) po to, by w przyjemny sposob spedzic niedziele, wybralam sie dzisiaj z kolezanka na Foodies Festival do Hampton Court. I choc pogoda nie nastrajala optymistycznie, a szare chmury zbieraly sie nad nami, dzien zaliczam do bardzo udanych.
Nie wiem jak wy, ale ja nie potrafie sie oprzec degustacjom. Czasy, kiedy bylo mi glupio podejsc do stoiska i sprobowac sprzedawanych na nim produktow, juz dawno minely. Udalo mi sie w koncu zakarbowac sobie, ze sprzedawcy wlasnie po to wystawiaja probki na stoly. Wybilam tez sobie z glowy przekonanie, ze jesli sprobuje i nie kupie, sprzedawca obrzuci mnie wrednym spojrzeniem w najlepszym przypadku, a stekiem obelg w najgorszym. Efekt? Dzis sprobowalam wszystkiego, od oliwy aromatyzowanej koperkiem przez pyszne sery az po angielska fudge o smaku limonki i kokosu. Zrobilam male zakupy (chorizo, salami, wspanialy kozi ser obtaczany w popiele, herbata rooibos z imbirem i rabarbarem) i podpatrzylam kilka ciekawych pomyslow (do ktorych pewnie za jakis czas wroce). Na chwile przysiadlam w jednym z namiotow, w ktorym akurat konczyla sie kulinarna prezentacja. Niestety, nie udalo mi sie wziac udzialu w zadnych warsztatach - ale nic straconego, bo juz w lipcu kolejny Foodies Festival, tym razem blizej domu, na Battersea. Grzechem byloby sie nie wybrac!
Showing posts with label wydarzenia. Show all posts
Showing posts with label wydarzenia. Show all posts
Sunday, 29 May 2011
Saturday, 9 October 2010
Czekoladowe przeciazenie.
Panie i panowie, stala sie rzecz niebywala: mam dosc czekolady i potrzebuje kilkudniowego odwyku. Myslalam, ze to niemozliwe, ale po dzisiejszym dniu dochodze do wniosku, ze owszem, moze sie zdarzyc. Nawet komus tak kochajacemu czekolade jak ja.
Wszystkiemu winne sa specjaly, ktorymi raczylam sie od rana do wczesnego wieczoru w (fantastycznej, tak na marginesie) kafejce Look Mum No Hands. Zwykle sluzaca jako przytulny przystanek dla rowerowych zapalencow, dzis stala sie domem specjalnego wydarzenia pod dumnie brzmiaca nazwa The Great Brownie Bake-Off. Cala zabawa polegala na tym, ze uczestnicy przynosili swoje domowe brownies, a panel zlozony z 11 sedziow mial zadecydowac, ktore sa najlepsze. Naturalnie, publicznosc tez mogla posmakowac wszystkich tych pysznosci. Inna sprawa, ze malo kto jest w stanie zjesc wiecej niz trzy niewielkie kawalki brownie i nie czuc sie nieco obciazony. Ja w kazdym razie poprzestalam na kilku malenkich porcjach.
Ale nie moglam sobie odmowic przyjemnosci smakowania specjalow przygotowywanych podczas demonstracji kulinarnych. A bylo co smakowac: blondaski z maslem orzechowym, babeczki z kremem mascarpone, ciastka bananowe przelozone czekoladowym ganache... Byly tez stoiska z domowymi wypiekami, z ktorych dochod byl przeznaczony na cele charytatywne. Zrobilam tarty z jablkami i morelowa glazura, ale niestety, podobnie jak pozostale wypieki, nie cieszyly sie szczegolnym powodzeniem. Wlasciwie nie dziwi mnie to; kto chcialby kupowac ciasta, jesli wkolo krazylo tyle darmowych przysmakow?
Najlepsze byly tarty kawowe: spod tak maslany, ze prawie sie rozpadal, jeszcze cieple nadzienie o glebokim, lekko gorzkawym, intensywnym smaku. Najgorsze chyba mini desery z gruszka i chrupkami - niby dobry pomysl, ale polaczenie tekstur jakos do mnie nie przemawialo.
Dzien bardzo udany, atmosfera sympatyczna, a demonstracje wyjatkowo ciekawe.
A ja mam w domu jakies 18 tart z jablkami. Ktos chetny?
Wszystkiemu winne sa specjaly, ktorymi raczylam sie od rana do wczesnego wieczoru w (fantastycznej, tak na marginesie) kafejce Look Mum No Hands. Zwykle sluzaca jako przytulny przystanek dla rowerowych zapalencow, dzis stala sie domem specjalnego wydarzenia pod dumnie brzmiaca nazwa The Great Brownie Bake-Off. Cala zabawa polegala na tym, ze uczestnicy przynosili swoje domowe brownies, a panel zlozony z 11 sedziow mial zadecydowac, ktore sa najlepsze. Naturalnie, publicznosc tez mogla posmakowac wszystkich tych pysznosci. Inna sprawa, ze malo kto jest w stanie zjesc wiecej niz trzy niewielkie kawalki brownie i nie czuc sie nieco obciazony. Ja w kazdym razie poprzestalam na kilku malenkich porcjach.
Ale nie moglam sobie odmowic przyjemnosci smakowania specjalow przygotowywanych podczas demonstracji kulinarnych. A bylo co smakowac: blondaski z maslem orzechowym, babeczki z kremem mascarpone, ciastka bananowe przelozone czekoladowym ganache... Byly tez stoiska z domowymi wypiekami, z ktorych dochod byl przeznaczony na cele charytatywne. Zrobilam tarty z jablkami i morelowa glazura, ale niestety, podobnie jak pozostale wypieki, nie cieszyly sie szczegolnym powodzeniem. Wlasciwie nie dziwi mnie to; kto chcialby kupowac ciasta, jesli wkolo krazylo tyle darmowych przysmakow?
Najlepsze byly tarty kawowe: spod tak maslany, ze prawie sie rozpadal, jeszcze cieple nadzienie o glebokim, lekko gorzkawym, intensywnym smaku. Najgorsze chyba mini desery z gruszka i chrupkami - niby dobry pomysl, ale polaczenie tekstur jakos do mnie nie przemawialo.
Dzien bardzo udany, atmosfera sympatyczna, a demonstracje wyjatkowo ciekawe.
A ja mam w domu jakies 18 tart z jablkami. Ktos chetny?
Subscribe to:
Comments (Atom)